Jego pokój był w tym domu jak przystań normalności. Miejsce, gdzie po długim, męczącym spacerze zielono-srebrnymi korytarzami mógł wreszcie zobaczyć znajome i ciepłe barwy, które zawsze towarzyszyły mu w Hogwarcie i z którymi czuł się dobrze. Złoto i czerwień były żywym wspomnieniem każdej pięknej chwili, jakie przeżył w murach zamku.
A kiedy przyjeżdżał tutaj, te kolory, kolory jego duszy znikały – nie miał prawa ich widywać przez pełne dwa miesiące.
Dlatego właśnie jego pokój skończył tak, jak skończył.
Syriusz z dumnym uśmiechem na ustach rozłożył się wygodnie na swoim wielkim łóżku i podziwiał dzieło swojej trzyletniej pracy. Tak, trzeba było przyznać, że ten numer mu się udał. Matce nigdy nie uda się zdjąć tych plakatów ze ścian, żółto-czerwone godła Gryffindoru pozostaną na tych ścianach aż ten okropny budynek nie zawali się ze starości. O tak… Wszechobecne jaskrawe barwy były jak rozgrzewający i dodający otuchy ogień w kominku.
Syriusz jeszcze raz potoczył spojrzeniem po pokoju, bezwiednie uśmiechając się do wielkiego plakatu pięknej dziewczyny(nawiasem mówiąc, niesamowicie podobnej do Cathy) która ubrana w białe bikini wyginała się bezwstydnie na mugolskim plakacie, który Syriusz zdobył podczas ostatniej przechadzki po mieście. Miał nadzieję, że to zdjęcie, a także kilka innych, bardzo podobnych, które umocował zaklęciem Trwałego Przylepca na ścianie, doprowadzą jego matkę do furii. O tak, byłoby cudownie móc obserwować jej wykrzywioną w złości twarz, jej drżące wargi i wytrzeszczone oczy. Ile by dał by usłyszeć jej piskliwy wrzask i móc śmiać się w głos, czym z pewnością doprowadziłby ją do jeszcze większej furii.
Tak, doprowadzanie jego matki do furii było zajęciem skutecznie zastępującym mu wszystkie Huncwockie wybryki… No, przynajmniej na czas wakacji.
Syriusz powoli uniósł się do pozycji siedzącej, westchnął z zadowoleniem i przeczesał sobie potargane włosy dłonią. Nie mógł się nadziwić swojej niesamowitej pomysłowości i kreatywności.
- Tak, Syriuszku… - mruknął pod nosem – Twoje życie jest zajebiste. Trzeba tylko wstać i wyjść a wszystko potoczy się dalej.
Wypowiedzenie tych słów na głos sprawiło, że przestał się wahać. Wstał gwałtownie i w kilku susach znalazł się przy kufrze. Złapał za owleczoną skórą rączkę, w drugą rękę chwycił klatkę z prychającym z niezadowolenia Malvinem i rzucając ostatnie spojrzenie na miejsce, w którym przeżył ponad szesnaście lat ruszył w stronę drzwi.
Był już na samym dole, przy drzwiach wejściowych, kiedy go zauważono.
Stworek wyczłapał z kuchni dokładnie w momencie, kiedy Syriusz położył dłoń na klamce. Obydwoje, skrzat i chłopak zamarli, wpatrując się w siebie jak zahipnotyzowani. A potem…
- Pani Walburgio, panicz Syriusz ucieeeeeka!!!
- Ty kretynie! – ryknął Syriusz, a jego krzyk zlał się w jedno z innym krzykiem. Z drzwi po przeciwległej stronie holu wypadła kobieta ubrana w jedwabny, zielony szlafrok i białe, puchate kapcie. Na jej pomarszczonej twarzy królował wyraz całkowitego szaleństwa, wyglądała, jakby właśnie spożyła dużą dawkę eliksiru euforii. Oczy miała nienaturalnie wytrzeszczone, prawie wypadały jej z oczodołów a popękane wargi drżały, jakby kobieta miała się zaraz rozpłakać. Ale nie rozpłakała się. Wyciągnęła dłoń i długim, bladym paluchem wskazała na swojego najstarszego syna, który ze wściekłą miną wpatrywał się w swoją ukochaną mamusię.
- Ty – wydyszała a wskazujący na Syriusza palec zaczął się trząść – Ty..
- Tak, ja! – warknął Syriusz niecierpliwie – Coś jeszcze chciałaś mi powiedzieć, czy masz zamiar ograniczyć się do jednego głupiego przyimka?
- Ty zdradliwy chłopaku! – wysyczała, robiąc niespodziewanie kilka kroków w jego stronę – Wiesz, czym dla mnie jesteś? Hańbą mego łona!!!
- Miło coś takiego usłyszeć od własnej mamusi – powiedział Syriusz przymilnym tonem i uśmiechnął się szeroko. Jego matka zareagowała na to jeszcze bardziej wytrzeszczając oczy, co w jej przypadku było niezwykłym wyczynem.
- Czyli co, jak na razie to tyle? – Syriusz spojrzał na nią pytająco – Tylko to masz mi do powiedzenia? Że jestem hańbą twojego łona? No świetnie, przejąłem się a teraz pozwól, że wyjdę. I postaram się, żebyś już więcej nie zobaczyła tej twojej hańby! – ostatnie słowa przesycone były złością, którą Syriusz gromadził w sobie od kilku minut.
Zapadła pełna wzajemnej nienawiści cisza. Syriusz patrzył w oczy swojej matki, ona w jego oczy i żadne nie było w stanie wypowiedzieć ani słowa więcej.
- Syriusz…
Chłopak z trudem odwrócił głowę w stronę, z której dobiegał głos. Wiedział, kogo się tam spodziewać, wiedział, że zobaczy twarz mężczyzny, którego nienawidził jeszcze bardziej niż swojej matki.
Orion Black stał niedaleko stojaka na parasole, przypominającego nogę trolla i podpierał się wdzięcznie o balustradę schodów. Na jego poznaczonej bruzdami twarzy nie było widać żadnych emocji, usta ułożone były w idealnie prostą linię, czarne oczy, tak podobne do oczu Syriusza, były puste i zimne a emanowało z nich tylko zło.
Tak, zło… Taka była bolesna prawda – jego ojciec był zły. Nie mógł uwierzyć, że te czarne oczy, jego czarne oczy mogą wyrażać tak wielką nienawiść i niechęć.
- Jeśli chcesz powiedzieć mi coś podobnego do matki to nie trudź się, jakoś się obejdę bez twojego pożegnania – Syriusz nie pozwolił by spojrzenie ojca zmusiły go do opuszczenia wzroku. Był na to zbyt dumny.
Malvin prychnął ostrzegawczo ze swojej klatki, jakby on też zauważył złowrogi błysk w oczach Oriona.
- Pożegnania? – powiedział mężczyzna, wykrzywiając się tak, jakby właśnie wypił szklankę Szkiele-Wzro – Do końca wakacji jeszcze mnóstwo czasu…
- Nie mam zamiaru siedzieć tu do pierwszego września! – wycedził Syriusz, dzielnie wytrzymując mordercze spojrzenie – Nie mów, że się tego nie spodziewałeś! To dlatego kazałeś mnie pilnować temu szmatławcowi…
Wskazał głową na Stworka, który teraz kulił się u stóp pani Black, wpatrzony w nią z uwielbieniem.
Jego ojciec nic na to nie odpowiedział. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, każdy starając się przekazać drugiemu swoją niechęć i nienawiść, obydwoje starali się zmiażdżyć i spopielić siebie wzrokiem.
- Idź gdzie chcesz… - Orion przerwał niespodziewanie ciszę, jaka zapanowała w holu - I nigdy nie wracaj…
Syriusz spojrzał na niego z chłodnym zaskoczeniem a jego czarne brwi mimowolnie powędrowały do góry. Nie spodziewał się, że ojciec tak szybko się zgodzi, właściwie podejrzewał, że zanim uda mu się stąd wydostać będzie musiał przebrnąć przez cały stos upokorzeń i jego zjadliwych słów, przez cały zastęp piskliwych wrzasków matki. Spojrzał na nią i zobaczył, że jest równie zdziwiona co on sam.
- Słyszałeś, co powiedziałem? – odezwał się znów Orion, nie patrząc na syna tylko na swoją różdżkę, którą leniwie przetaczał w palcach – Zmywaj się stąd…
Syriusz przez kilka sekund stał nieruchomo, a potem drgnął i już bez żadnego słowa przeszedł przez drzwi frontowe.
Kiedy stanął na szczycie kamiennych schodków uderzyła go miła fala wieczornego wiatru. Z lubością wciągnął świeże powietrze do płuc i zamknął oczy, delektując się delikatnymi promieniami zachodzącego słońca, wędrującymi po jego twarzy. W oddali było słychać szuranie opon samochodowych i nawoływanie dzieci bawiących się w ogrodach przed swoimi domami - Zwykłe odgłosy zwykłego miasta.
Syriusz zrobił pierwszy krok, potem drugi, trzeci i w końcu czwarty. Nie oglądając się na czarne drzwi ruszył przez małe, zarośnięte podwórko, pchnął furtkę i wyszedł na ulicę. Klatka z Malvinem przyjemnie ciążyła mu w dłoni, a kółka kufra szurały na obsypanym drobnymi kamieniami podłożu.
- Syriusz!
Głos dochodził zza jego pleców. Odwrócił się szybko i ku swojemu zaskoczeniu zobaczył swojego młodszego o rok brata Regulusa, zeskakującego ze stopni. Obserwował chłopca, kiedy ten pchnął uchyloną przez Syriusza furtkę i ruszył biegiem w jego kierunku. Zatrzymał się przed nim zdyszany a kiedy spojrzał mu w oczy wyraźnie się zmieszał. Wepchnął dłonie do kieszeni i spuścił wzrok.
- Naprawdę odchodzisz? – zapytał cicho, wciąż zwrócony w stronę swoich butów – Tym razem tak na serio?
Syriusz zaśmiał się cicho, patrząc na tego chudego, ciemnowłosego chłopaka i czując dziwną mieszaninę odrazy i współczucia. Jego brat był zawsze zagubiony i niepewny siebie, nie wiedział jak wygląda prawdziwy świat. Dzięki jego wprost dziecięcej naiwności rodzicom udało się w porę wpoić mu ich własne przekonania, zamieniając go w ich małą kopię. Syriusz przypomniał sobie te wszystkie sytuacje, kiedy to jego matka przypomniała mu gorliwym głosem, że powinien być taki jak Regulus, że mimo tego, że był młodszy to miał o wiele więcej oleju w głowie. Tak, to było jej ulubione zajęcie…Wieczne krytykowanie.
- Tak, tym razem na serio… Teraz ty jesteś najstarszy, ciesz się póki możesz.
- Ale wrócisz do Hogwartu, co? – zapytał Regulus, patrząc na brata z mieszaniną podziwu i niepewności.
- No jasne! – Syriusz spojrzał na niego z niedowierzaniem – Niby czemu miałbym nie wracać? Hogwart to mój dom!
Miał wrażenie, że Regulus chce mu jeszcze coś powiedzieć, coś przekazać i jakoś się z nim pożegnać. Kilkakrotnie otworzył usta, ale na nic więcej się nie zdobył.
- No… - mruknął Syriusz, patrząc na jego nieme wysiłki z rosnącym rozczuleniem – Będę się zmywać. Do zobaczenia w Hogwarcie…
- Do zobaczenia! – wykrzyknął jeszcze Regulus w stronę pleców Syriusza, ale ten już się nie odwrócił. Szedł sprężystym krokiem w dół ulicy, wiatr owiewał mu twarz, a on, po raz pierwszy od wielu tygodni, czuł się całkowicie wolny.
4 komentarze:
Hej! Fajnie piszesz! Opis powrotu Syriusza do pokoju był świetny.. "Przystań normalności"... Bardzo mi się podoba to określenie. Dodaję Cię do linków na blogu: http://huncwotki.blogspot.com :] Rewelacyjny szablon
Bardzo mi się podoba ten opis :)
Wrócisz kiedyś?
a szkoda ,że ostatni post dodałaś tak dawno ,bo ten blog był całkiem fajny
Tu jest link do mojego blogu(dopiero zaczynam)
http://syriuszjamespeterremus.blogspot.com/
Prześlij komentarz