- Są! Lecą!!!
Dorcas wrzasnęła histerycznie, łapiąc się za włosy i w nieludzkim tempie zbiegła po schodach na dół. Na ostatnim stopniu straciła równowagę i z całej siły uderzyła się ramieniem w przeciwległą ścianę. Zupełnie się tym nie przejęła – teraz w jej myślach krążyły tylko przerażająca wizja rzędu wielkich, kosmatych O…
Wpadła do kuchni jak strzała i zderzyła się ze swoją młodszą siostrą,
- Ej, uważaj trochę!
Dziewczyn z nachmurzoną twarzą minęła Dorcas ale przy schodach przystanęła i z zazdrością obserwowała, jak tamta z paniką w oczach i otwartymi ustami wpatrywała się w zbliżającą się sowę.
- O mój boże… - dziewczyna zasłoniła dłońmi usta a jej wielkie, ciemnobrązowe oczy zdawały się być dwa razy większe niż normalnie – O mój boże, o mój…
Mała brązowa sowa z godnością wylądowała na parapecie. Jej lśniące pióra zabłysły w porannych promieniach słońca. Dorcas trzęsącymi się rękami odwiązała urzędowo wyglądający list od jej nóżki i z szaleńczo bijącym sercem rozdarła papier.
Nawet nie zauważyła, kiedy jej mama weszła do kuchni, trzymając w ramionach jej małego braciszka. Ledwo zarejestrowała jej zaskoczony krzyk.
- Dorcas? To listy z Hogwartu?
Dziewczyna nie odpowiedziała, gapiąc się dalej z niedowierzaniem w wypisane zielonym atramentem słowa.
WYNIKI Z EGZAMINU
POZIOM STANDARDOWYCH UMIEJĘTNOŚCI MAGICZNYCH
Oceny pozytywne:
• Wybitny (W)
• Powyżej oczekiwań (P)
• Zadowalający (Z)
Oceny negatywne:
• Nędzny (N)
• Okropny (O)
• Troll (T)
Astronomia P
Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami P
Zaklęcia W
Obrona Przed Czarną Magią Z
Zielarstwo W
Historia Magii N
Eliksiry P
Transmutacja W
Starożytne Runy W
Dorcas nie mogła w to uwierzyć. Oblała tylko Historię Magii a była pewna, że na Obronie Przed Czarną Magią poszło jej jeszcze gorzej. Tak bardzo się stresowała, że różdżka, ściśnięta w spoconej dłoni cały czas jej drżała.
A teraz, kiedy wpatrywała się w to zielone Z, czuła jak po je ciele rozlewa się cudowna, nieopisana wręcz ulga.
Jej mama, mała, przysadzista kobieta o czarnych lokach i czekoladowej skórze, której Dorcas zawdzięczała swoją ciemną karnację, ułożyła pieczołowicie zawiniątko z niemowlęciem w kołysce, która sama zaczęła się kołysać, podeszła do córki i zaglądnęła jej przez ramię, Z racji swojego niskiego wzrostu musiała stanąć na palcach.
- No no no!!! – zapiała kobieta a na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech – A tak narzekałaś, że nie poszło ci na Obronie!
Dorcas pociągnęła nosem i odgarnęła kosmyk czarnych, prostych włosów z czoła.
- Widzisz, jak to jest! Człowiek zawsze się martwi a potem okazuje się, że wszystko jest w porządku. Poza tym, przecież i tak nie będziesz kontynuowała tego przedmiotu…
Sonja podeszła nieśmiało do siostry i zaczęła zezować na trzymany przez nią pergamin. Nadal byłą naburmuszona. Jej matka zaśmiała się i pogładziła młodszą dziewczynę po włosach.
-Teraz kolej na ciebie, Sonja! – powiedziała z nieukrytą dumą – Mam córkę na sumach a drugą już na owutemach! Nawet nie wiecie, jak bardzo jestem z was dumna, moje drogie.
- Domyślam się… - powiedziała ponuro Sonja i wywróciła oczami. Dorcas w tym czasie udało się jakoś dojść do stołu. Oklapła na drewniane krzesło, nadal nie odrywając oczu od kartki.
- Okej, możesz już przestać! – powiedziała poirytowanym głosem Sonja, siadając obok siostry – To w niczym nie pomaga. I tak wszyscy wiedzą, że z ciebie jeden, wielki kujon…
- Zamknij się! – warknęła Dorcas. Miała dziwnie zachrypnięty głos i lekko kręciło jej się w głowie. No ale czego miała się spodziewać – to jeden z najważniejszych egzaminów w jej życiu. Całe wakacje spędziła na rozmyślaniach, co będzie jeśli nie zda Zielarstwa albo Astronomii i nie dopuszczą ją do klasy owutemowej. Kochała te przedmioty, tak samo ja Starożytne Runy. A transmutacja? Dostała wybitny! Tego się nie spodziewała, choć trzeba było przyznać, że spędziła nad notatkami z tego przedmiotu bardzo wiele czasu.
Nie chcąc nadal wysłuchiwać kpin siostry schowała pergamin do kieszeni i pobiegła do siebie do pokoju, nie zważając na krzyki matki, która proponowała urządzenie małej, kameralnej imprezy na jej cześć. Nie chciała teraz żadnych gości, żadnych chwalących ją licznych maminych przyjaciółek. Chciała teraz tylko jednego: Napisać do Marleny, opowiedzieć jej o egzaminach i spytać, jakie ona dostała wyniki.
O tak, o to się najbardziej martwiła. Że w tym roku nie będą uczęszczać już razem na lekcje, bo każda z nich miała inne zainteresowania i inne plany na przyszłość. Dorcas chciała być Badaczem, zajmującym się działem roślinności, myślała też kiedyś nad Uzdrowicielem. To dlatego tak dużo w tamtym roku poświęciła czasu Eliksirom, za którymi też nie przepadała, ale wiedziała, że bez gruntowej wiedzy z tego przedmiotu jej marzenia legną w gruzach.
A Marlena, wolny duch i wiecznie roztrzepana piegowata blondynka nigdy nie wzięłaby na siebie aż tak dużej odpowiedzialności jak leczenie ludzi lub badanie nieznanych właściwości roślin. Ona wolała opiekować się różnymi dziwacznymi zwierzętami albo zachwycała się mugolskimi sposobami radzenia sobie bez magii. Nie cierpiała tak skomplikowanych rzeczy jak Transmutacja lub Obrona Przed Czarną Magią, a z Astronomii po prostu sobie kpiła, cały czas powtarzając: „A na co mi to?” albo „Co mi to da, że będę wiedzieć, ile księżyców ma Jowisz? Nic!”
Cóż, przeciwieństwa się przyciągają.
Już od wejścia rozglądnęła się za swoją sową. Iskierka spała na szczycie klatki, z głową wciśniętą pod jasne skrzydło.
- Is! – zawołała pogodnie, podchodząc do ptaka. Wielkie, zielone oko mrugnęło do niej pogonie.
- Masz ochotę na podróż?
Sowa znów mrugnęła, jakby chciała jej przytaknąć.
Dorcas nie traciła już czasu. Z dna szuflady wygrzebała kawałek pergaminu, pióro i kałamarz po czym, klękając przy przykrytym jasnożółtą narzutą łóżku, zaczęła pisać:
Cześć kochana!
Dostałam list ze szkoły! Wszystko poszło dobrze, z Astronomii mam P, z zielarstwa i runów W… Aaa, no i nie zdałam historii, ale kto by się tym przejmował. Z Eliksirów mam P!!! Rozumiesz??? Mogę jeszcze spełnić marzenia! Cholera, jestem z siebie dumna. Obrona poszła mi też całkiem nieźle, mam aż Z, a przecież opowiadałam ci, że dosłownie mdlałam na tym egzaminie. Nie chcę już więcej czegoś takiego przeżyć.
Pewnie ty też siedzisz i piszesz do mnie list z pytaniem o egzaminy więc nie będę się powtarzać i cię o to prosić. Już nie mogę się doczekać, kiedy się zobaczymy na Pokątnej. Tęsknie za szkołą. A, no i dzięki za zdjęcia z Afryki. Musi być tam super… Ten mag z fioletową brodą był genialny, na pewno się z nimi nie nudziłaś!
Przesyłam buziaki! Dla ciebie i dla całej twojej rodziny!
Twoja Dorcas
Zwinęła list w trąbkę, zapieczętowała go i przywiązała Iskierce do nóżki po czym zaniosła ją do uchylnego okna.
- Leć, maleńka! – powiedziała i pocałowała sowę w czubek głowy. Zagruchała w odpowiedzi, rozłożyła skrzydła i odepchnęła się od ramienia Dorcas. Znajomy nacisk zelżał a sowa już oddalała się od ich rodzinnego domu.
Dorcas wsparła się na łokciach o parapet i przez następne kilkanaście minut trwała tak, nieruchoma i spokojna. Do końca wakacji zostały dwa tygodnie, ona wiedziała już, co czeka ją w nowym roku szkolnym, z niecierpliwością wyczekiwała wypadu na Pokątną. Wciągnęła łapczywie świeże, poranne powietrze i poczuła jak wypełnia jej płuca, dodając jej jeszcze więcej energii.
Tak, wszystko było idealne. No, prawie wszystko…
Odwróciła się plecami do okna i machinalnie sięgnęła w stronę nocnej szafki, na której leżał mały notesik. Zaczęła szybko przerzucać strony, kiedy nagle coś małego wypadło ze środka i zleciało na podłogę.
Z bijącym sercem podniosła zdjęcie i spojrzała na nie. Syriusz Black, tak jak zawsze siedział sobie obok wielkiego buku, niedaleko niego stał James Potter i szczerzył się do przyjaciela. Syriusz nie patrzył jednak na niego, tylko prosto na obiektyw. Jego piękne, czarne oczy wywiercały otwór w jej sercu, nawet teraz, kiedy Dorcas patrzyła tylko na głupią fotografię.
Pocałowała czule zdjęcie, wygładziła je dłonią i schowała pieczołowicie pod poduszkę. Lepiej dla Sonji, żeby tu nie grzebała! Bo gdyby to znalazła…
Dorcas potrząsnęła głową, starając się pozbyć tej nieprzyjemnej wizji i wypełniona nadziejami na nowy rok szkolny, wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyła były jasne promienie słońca, wędrujące po drewnianej podłodze i wirujące drobinki kurzu, uniesione w wdzięcznym tańcu nad puchatym dywanem.
0 komentarze:
Prześlij komentarz