• RSS

poniedziałek, 5 lipca 2010

James Potter

- Uwaga!
Syriusz rzucił się do tyłu, starając się uniknąć spadającego z najwyższej półki grubego tomiska.
Nie zdążył. Książkę rypnęła go prosto w głowę, a za nią podążyło kilka następnych, także go nie omijając.
- O cholera, stary przepraszam! – James starała się wygrzebać swojego najlepszego kumpla spod sterty starych ksiąg – Mówiłem ci, żebyś tam nie stawał.
Syriusz stęknął, masując sobie czubek głowy.
- No tak… Niby mówiłeś. Ale mało wyraźnie…
James parsknął śmiechem i pomógł mu wstać. Syriusz otrząsnął się w bardzo psi sposób i spojrzał na przyjaciela. – Jeszcze żyje…
- No ja myślę! – James uniósł brwi – Ty sobie wyobrażasz, jaki bym dostał ochrzan, jakbyś się zabił w mojej bibliotece. Te niewygodne pytania, dochodzenie… A twoja mamusia…
- Nie wspominaj o mojej mamusi! – Syriusz prawie się zaśmiał – Byłaby zachwycona, gdyby.. jak ona to ujęła? Ah, „hańba jej łona” skończyła swój marny żywot na własne życzenie. Nie musiałby już planować po nocach z moim ojcem w jaki sposób mnie otruć, nie budząc podejrzeń.
James spojrzał na przyjaciela ze współczuciem.
- Nie mogę sobie tego wyobrazić… Mieć takich rodziców...
- Lepiej sobie nie wyobrażaj! Masz szczęście, że twoi cię uwielbiają, bo bez ciepłych obiadków u mamusi nie poradziłbyś sobie nawet dnia dłużej!
James trzepnął Syriusza w głowę po czym krótkim spontanicznym ruchem zerwał się na nogi.
- To co, trzeba to sprzątnąć, bo jak nic skapną się, że szukaliśmy tej książki…
- No, chyba trzeba… - Syriusz westchnął zrezygnowany, także się podnosząc.
- Co za cholerny pech, że nie możemy używać magii! – James przeczesał w roztargnieniu swoje czarne włosy - Jeden ruch ręką, i to wszystko byłoby z powrotem na miejscu.
- No i nie musielibyśmy szukać tej książki! – dodał Syriusz, parząc krytycznie na ustawione pod ścianą regały – Jedno Accio i już!
- Zawsze uważałem, że dla nas powinni zrobić wyjątek i pozwolić na używanie magii poza szkołą – James zaczął zbierać książki z ziemi – Jesteśmy tak wyjątkowi, chyba nikt temu nie zaprzeczy!
- Niech by ktoś spróbował…! – zachichotał Syriusz, także zabierając się do porządków.
James podniósł ciężki tom z ziemi i z czystej ciekawości spojrzał na okładkę. Była zniszczona i na pewno bardzo stara, ale nadal można było na niej zobaczyć wykonany z niezwykła starannością rysunek. Przedstawiał drobną, długowłosą dziewczynę o filigranowej urodzie i skośnych oczach. Ubrana była w praktycznie przeźroczystą sukienkę, która powiewała za nią, unoszona wiatrem.
James stał nieruchomo, gapiąc się na obrazek. Nie wiedział dlaczego, ale nie mógł oderwać od dziewczyny wzroku. Ledwo docierało do niego, że Syriusz coś powiedział.
- Hej! – dopiero kiedy tamten ryknął mu to prosto do ucha, podskoczył i zamrugał szybko – Na co się tak gapisz? Książki nie widziałeś?
- Ekhm… - zmieszał się James i starał się ukryć książkę za plecami ale Syriusz był szybszy. Wyrwał mu ją z rąk i z wyrazem zaciekania na twarzy spojrzał na okładkę. Mina mu jednak zrzedła, kiedy zobaczył co na niej było.
- No i co w tym takiego pięknego? – w jego głosie słychać było kpinę – Nawet nie jest podobna do Lily… O Cathy już nie mówiąc.
James zaperzył się.
- A co to, już nikt inny oprócz Lily nie może mi się podobać?
Syriusz spojrzał na niego zaskoczony.
- To tylko obrazek, James…
James zawahał się, ważąc książkę w dłoni. Syriusz cały czas mu się przyglądał.
- A od kiedy to podoba ci się ktoś inny niż Lily, co?
- Od nigdy! – James zdecydowanym krokiem podszedł do półki i wepchnął książkę z wizerunkiem pięknej dziewczyny między dwie inne księgi – Ona jest jedyna. Ale to nie znaczy, że inne dziewczyny na mnie nie działają.
- No tak… - Syriusz spojrzał na niego spode łba – Nie znaczy…
- Odezwał się! – parsknął James ironicznie – Bo ty wcale nie zaliczyłeś kilkunastu dziewczyn w tym roku, mimo że, jak nam cały czas przypominałeś, tak naprawdę podobała ci się tylko Cathy. Już zacząłem myśleć, że kiedy ona w końcu z tobą będzie to po tygodniu się znudzisz i rzucisz ją jak pozostałe, jakby dla ciebie nic nie znaczyła.
Przez twarz Syriusza przemknął dziwny cień. Nie było już na niej ani cienia rozbawienia.
- Gadasz, co ci ślina na język przyniesie… - odpowiedział chłodno, nie patrząc Jamesowi w oczy – Nie masz zielonego pojęcia, jak to wygląda…
- Ja po prostu uważam.. – przerwał mu James podniesionym głosem – Że nie traktujesz tych dziewczyn fiar. Kiedyś się na tobie odegrają, zobaczysz!
Syriusz usiadł gwałtownie na pufie i już nic nie powiedział. James przypatrywał się mu z zaciekaniem, czekając na jakąś ciętą ripostę. Ale się nie doczekał.
- Czyli co…? - zapytał zaczepnie – Mam rozumieć, że to prawda?
Syriusz zaśmiał się cicho, spoglądając na swoje ręce.
- Powiedziałem jej, że z tym kończę. Że odkochuje się w niej. I wiesz co… - podniósł głowę i spojrzał Jamesowi w oczy – Chyba mi się udało.
- Co? – zapytała w końcu James, patrząc na niego z zaskoczeniem – Nie mówiłeś, że…
- No to mówię! – przerwał mu Syriusz niecierpliwie – Obiecałem jej, że to koniec. Że będziemy przyjaciółmi. I wiesz co… - wyprostował się nagle, a na jego twarzy pojawił się cień dawnego, zadowolonego uśmiechu – Jest mi z tym całkiem dobrze!
- Żartujesz!?! – James wytrzeszczył na niego oczy – A tyle żeś jęczał, że ją kochasz i jakie to straszne, że ona ma cię w..
- Powinieneś się cieszyć, bo z tym koniec! – powiedział z dumą Syriusz – Teraz zajmę się tymi, które są bardziej dostępne. A Cathy zostanie moją najlepszą przyjaciółką.
James gapił się na niego nadal z tak samo niedowierzającym wyrazem twarzy jak na początku tej rozmowy. Mógł się spodziewać wszystkiego, ale nie tego. Syriusz od pierwszej chwili, kiedy Cathy wyszła z pociągu na peronie w Hogsmeade, odkąd przeszła kilka metrów od nich, nawet na nich nie spoglądając, nie przestawał o niej gadać. Kiedy się pokłócili, przez kilka miesięcy chodził wściekły jak osa. A teraz mówi mu tak po prostu, że z tym gorącym uczuciem, jakiego James u Syriusza nie widział jeszcze nigdy, już koniec.
- A tak, nawiasem mówiąc… - powiedział Syriusz, zezując na Jamesa zza oprawionego w czarną skórę tomu – To mógłbyś dać sobie spokój z Lily.
James odwrócił głowę w jego stronę tak szybko, że coś strzeliło mu w karku.
- Chyba oszalałeś!?! – rzucił wyzywającym tonem, masując sobie szyję – Nie ma szans…
- Posłuchaj, ja wiem, że to trudne. Naprawdę wiem… Ale mnie się udało, może tobie…
- Nie, nie! – James pokręcił gorliwie głową – Nie ma mowy! Poza tym, ja wcale tego nie chce…
- Moglibyście zostać przyjaciółmi –zapewnił go szybko Syriusz.
- A co mi z tej przyjaźni? – zaperzył się James, patrząc na niego nieprzyjaźnie – Jaka tego przyjemność, kiedy cały czas będę miał świadomość, że mogłoby być o wiele lepiej?
- Czasami.. – wycedził Syriusz przez zęby – Trzeba się zadowolić ty, co się ma…
-Taa, jasne… - zaśmiał się pogardliwie Potter – Tylko że ja nie należę do osób, które sobie odpuszczają. I o ile mi wiadomo, ty też nie…
Syriusz wzruszył ramionami i wepchnął dłonie do kieszeni. Pogodna atmosfera prysła jak bańka mydlana i mimo, że za oknem świeciło letnie słońce, James poczuł jak po pokoju powiało chłodem i smutkiem.
- Idę na górę.. – powiedział jego najlepszy przyjaciel – Albo nie, idę do kuchni… Głodny jestem. Wiesz, odpuśćmy sobie tą książkę, nie warto przetrząsać całej biblioteki dla jakiś głupich „Magicznych dowcipów”. Jesteśmy kreatywni i sami coś wymyślimy. Zresztą, na pewno twoi rodzice schowali ją gdzie indziej…
Syriusz wyszedł z pokoju. James, siedząc na stosie porzuconych przy biurku książek, wpatrywał się jego plecy, czując dziwny ucisk w piersi, nie mający nic w wspólnego z czarnobiałą bluzą, jaką Syriusz miał na sobie. Ale za to miał wiele wspólnego z tymi zielonymi oczami, patrzącymi na niego z wyrzutem spod rudych brwi.

0 komentarze:

Prześlij komentarz