• RSS

czwartek, 1 lipca 2010

Rozdział 3 "Egzamin"

Lily odnalazła wzrokiem Cathy. Dziewczyna z trudem przeciskała się przez rozgadany tłum, który w akompaniamencie licznych westchnień ulgi przesuwał się szybko w stronę drzwi. Lily uśmiechnęła się do koleżanki.
- I jak? – spojrzała na nią pytająco. Cathy wciąż ściskała kartkę z pytaniami w opalonej dłoni a jej wielkie, zielone oczy nadal lśniły.
- Super – lekki, srebrzysty śmiech rozniósł się po sali. Kilku chłopców spojrzało na przyjaciółki z zachwytem i tęsknotą w oczach. Jeden potknął się o skraj wyjściowej szaty.
- Na serio, wszystko wiedziałaś? – Lily jeszcze raz spojrzała na swoją pomiętą i porysowaną kartkę z pytaniami – Ja nie jestem pewna co do pytania dwudziestego siódmego, a przy szesnastym po prostu mnie zamurowało…
- Lily – Cathy uśmiechnęła się pobłażliwie – Może na razie o tym zapomnijmy, a przejmować się będziemy w wakacje.
- Ale powiedz, wiedziałaś wszystko?
- Hmm… Myślę, że nie było tak źle. Odpowiedziałam na każde pytanie… Wiesz już, że zupełnie niepotrzebnie spędziłyśmy wczoraj te cztery godziny na zaklęcia tęczowe… Nie było ani jednego pytania.
- Ale mogło być – Lily nawet nie oderwała wzroku od kartki – A tutaj, co napisałaś…?
- Cześć! – rozczochrana głowa Maggie wcisnęła się między ich ramiona – I jak wam poszło?
- Właśnie – Suze, która stała za Cathy spojrzała na nie żałosnym wzrokiem – Ja wszystko zawaliłam.
- Boże, jak to? – oczy Lily zrobiły się wielkie jak galeony – Naprawdę?
- Dziewczyny, stop! – Cathy złapała rudą za ramiona i potrząsnęła energicznie – Nie rozmawiamy o tym cholernym sprawdzianie. Już go przeszłyśmy!
- Ale jeśli wszystko zawaliła…
- Nic nie zawaliła! Suze, jesteś tak samo dobra jak każda z nas… - Maggie chrząknęła ale Cathy ciągnęła dalej – Teraz ci się tak wydaje, ale w sierpniu…
- A ja napisałam prawie wszystko i jestem z siebie strasznie dumna – Maggie pokraśniała z zadowolenia – Opłaciło się to siedzenie do czwartej.
- Oh, to cudownie! – Lily klasnęła w dłonie z miną wyrażającą bezgraniczny zachwyt.
- Widzisz – Cathy pokręciła głową, spoglądając na Suze przyjaźnie – Będzie super, mówię wam. A teraz chodźmy, bo zostaniemy tu ostatnie.
Rzeczywiście, prawie wszyscy piątoklasiści już wyszli. Cztery przyjaciółki rzuciły się w stronę drzwi do sali wyjściowej, zbiegły pędem po schodach, po czym wypadły z impetem na szkolny dziedziniec.
Było ciepło i parnie, czuło się w około atmosferę zbliżającego się lata. W powietrzu unosił się zapach kwiatów, słychać było wesołe rozmowy uczniów, którzy małymi grupkami zmierzali w stronę szkolnych błoni, które teraz były jaskrawo zielone, takie, jak oczy Cathy. Dziewczyny bez zastanowienia ruszyły za tłumem.
- Ale cudowny zapach – Lily zaciągnęła się kwiatowym aromatem i spojrzała na nie rozmarzonym wzrokiem– Kocham lato.
- A kto nie kocha? – Maggie pokręciła głową z niedowierzaniem. Blond włosy zatańczyły jej wesoło wokół piegowatej twarzy.
- Mam propozycję – Cathy zatrzymała się przed stromymi schodkami, po których schodzili już pierwsi uczniowie, by dostać się na brzeg jeziora – Może usiądziemy sobie nad wodą i pogadamy? Do transmutacji zostało mnóstwo czasu.
- Nie mam nic przeciwko – Suze skrzywiła się, spoglądając na swoje nogi – Od tych butów bolą mnie całe stopy, chętnie je zamoczę.
- O właśnie – Lily westchnęła –Ja też mam na to ogromną ochotę. Ale potem musimy zrobić jeszcze jedną powtórkę!
- Dobra, dobra… - Maggie zaczęła schodzić po schodach, uważając przy każdym kroku. Jej wysokie szpilki chwiały się niebezpiecznie na stopniach – Chodźcie już. I niech żadna przez najbliższe pół godziny nie wymawia przy mnie słowa „nauka”, jasne!
Przyjaciółki ruszyły za nią. Cathy, podobnie jak Maggie stawiała stopy ostrożnie, bo miała na sobie jeszcze wyższe szpilki, które zagłębiły się przy każdym kroku w obrastający stopnie mech.
Kilkanaście metrów od brzegu jeziora stało wielkie drzewo, rzucające rozległy cień na uczniów, którzy się pod nim usadowili. Kiedy przechodziły obok Cathy dostrzegła, że przy samym pniu usiadło czterech chłopców, których bardzo dobrze znała.
- Oh, nie… - Lily jęknęła donośnie, także dostrzegając tamtą czwórkę– Chodźcie szybciej, błagam!
Kiedy znalazły się na samym dole ruszyły w stronę wolnego kawałka kamienistej plaży. Usiadły niedaleko dużej grupki dziewcząt, które śmiały się i mrugały zalotnie w stronę Huncwotów. Przewodziła im Laurence Aniston.
Cathy ściągnęła z ulgą buty i zanurzyła stopy w chłodnej wodzie. Pozostałe dziewczyny zrobiły to samo. Lily zamachała nogami, ochlapując je.
- Ej!– Suze warknęła na nią. Nadal miała niezbyt zadowoloną minę, nie wiadomo czy z powodu niewygodnych butów czy egzaminu.
- Nie mogę na to patrzyć – Maggie spoglądała w bok, w stronę rozchichotanych przyjaciółek Lorence, które z zapartym tchem obserwowały jak James bawi się zniczem – One są żałosne. Nie rozumiem, jak ta kretynka może nadal mieć nadzieje, że on wreszcie się nią zainteresuje?
Cathy nic nie powiedziała, nawet nie spojrzała w tą samą stronę. Dobrze wiedziała o czym mówi Maggie i właściwie nic ją to nie obchodziło.
- Mag, zostaw to. Ona nigdy nie zmądrzeje. A im bardziej się będzie do niego szczerzyć, tym dla niej gorzej – Suze wykrzywiła wargi z obrzydzeniem.
- Suze, ja wiem, ale wciąż się dziwię, jak można być taką totalna idiotką – Maggie pokręciła z niedowierzaniem głową – Ona myśli, że jak Cathy już się nim nie interesuje, to ma u niego większe szanse!
- Mag, daj spokój… - powiedziała Cathy znudzonym głosem, wpatrując się w kręgi rozchodzące się po wodzie.
- Ale jest totalnie odwrotnie! – blondynka nie bardzo przejęła się wypowiedzią przyjaciółki – Ten mechanizm działa w przeciwną stronę. Im bardziej jesteś dla niego niedostępna, tym bardziej on tego chce. Znaczy się chce ciebie.
Cathy zmierzyła ją chłodnym spojrzeniem.
- No to ma problem – jej zjadliwy ton sprawił, że Suze spojrzała na nią zaskoczona i przestała wpatrywać się w wodę z naburmuszoną miną.
- No ale przecież on zawsze ci się podobał… Cathy, zrezygnowałaś z niego tylko dla…
- Dla mnie – Lily spojrzała na nie pochmurnie – I wcale nie jestem z tego dumna.
- Co chcesz przez to powiedzieć? – Cathy uniosła brwi.
- Boże, dziewczyny – jęknęła, zaciskając dłonie na kolanach – Przecież to byli nasi przyjaciele. Nie zrobili wam nic złego, a wy wszystkie odwróciłyście się od nich tylko dla mnie!
- No jasne – Maggie prychnęła – A co ty myślałaś, jesteśmy twoimi przyjaciółkami! Halo, przyjaciółkami! Po tym, jak James cię potraktował jestem gotowa nie odzywać się do niego do końca mojego życia.
- To przecież oczywiste – Suze pokiwała gorliwie głową – Trzymamy sztamę, jesteśmy przyjaciółkami.
- Dla przyjaciół rezygnuje się z wielu rzeczy – Cathy spojrzała na nią z pokrzepiającym uśmiechem.
- Nawet z miłości?
Cathy pobladła.
- Nie wiem, o czym ty mówisz – dziewczyna pokręciła głową zdegustowana.
- Przecież on ci się podobał… Zawsze ci się podobał – powiedziała Lily, mierząc ją rozpalonym wzrokiem
- Może uważam, że jest przystojny… Ale to nie znaczy, że go kocham. Naprawdę, nie czuję do niego nic szczególnego. Wybrałam między tą przyjaźnią a tamtą. I nie żałuję!
Lily spojrzała na nią, a w jej oczy zrobiły się czerwone.
- No nie, tylko nie płacz, Lil! – Maggie zaśmiała się cicho.
- Nie płaczę… - burknęła rudowłosa, pocierając dłonią powieki – Coś mi wpadło do oka…
- Taa, jasne – Suze prychnęła w rękaw.
Cathy tylko uśmiechnęła się do przyjaciółek i z powrotem spojrzała na taflę jeziora. Przez chwilę nikt nic nie mówił, wszystkie cztery skupiły się na obolałych od chodzenia w eleganckich butach stopach, które teraz moczyły się w chłodnej wodzie. Lily oparła głowę o ramię Cathy i pociągnęła nosem.
- Oho…
Z zamyślenia wyrwał je poważny głos Maggie. Wszystkie spojrzały w tą samą stronę, co ona.
Pod drzewem, które wcześniej mijały, zaczęło się coś dziać. Większość uczniów już zorientowało się, że zaczyna się ciekawe przedstawienie i zwróciło głowy w tamtą stronę. Kilka dziewcząt z grupy Lorence nawet wstało, żeby lepiej widzieć.
Obok Huncwotów przechodził właśnie Snape – mały, chudy, czarnowłosy chłopiec o bladej cerze, niezbyt lubiany wśród rówieśników. I znany wszystkim jako ofiara wygłupów Jamesa Pottera.
Dziewczyny nie słyszały wcześniejszej wymiany zdań, ale ich efekt był dobrze widoczny. James właśnie krzyknął zaklęcie, w skutek którego różczka Snape’a wyleciała w powietrze, lądując kilka kroków dalej.
- Cholera, znowu się zaczyna – szepnęła Cathy, wbijając nieruchome spojrzenie w czarnowłosego chłopaka. Ten właśnie skoczył w stronę różdżki, ale James był szybszy.
- Impedimento! – wrzasnął, a Snape zwalił się na ziemię w połowie skoku.
Teraz zbliżył się także Syriusz, mrużąc czarne oczy w słońcu i odgarniając spadającą mu na czoło grzywkę. Cathy poczuła jak do jej myśli napływa chłodna fala.
- Jak ci poszedł egzamin, Smarku? – James miał kpiącą minę, cały czas celował różdżką w Snape’a, który związany zaklęciem nie mógł się ruszyć. Wił się, całkiem bezbronny u jego stóp.
- Obserwowałem go, rył nosem po pergaminie – Syriusz wykrzywił usta w drwiącym uśmiechu – Na pewno tak go poplamił, że nie będą mogli odczytać ani słowa.
Wokoło rozległy się liczne śmiechy. Większość uczniów wpatrywała się w Jamesa i Syriusza z zachwytem, z jakim patrzy się na swoich idoli. Cathy dostrzegła, że za plecami Huncwotów stoi Peter i wpatruje się w Snape’a z ciekawskim uśmiechem na pulchnej twarzy.
- Jeszcze zobaczymy… – Snape dyszał głośno, jak po biegu. Wpatrywał się w Jamesa z głęboką nienawiścią, nadal walcząc z zaklęciem – Tylko… poczekajcie…
- Na co? – spojrzenie Syriusza było pełne pogardy – Co zamierzasz zrobić, Smarku, wydmuchać sobie na nas nos?
- Dość tego… - Lily wpatrywała się w wijącego się na ziemi Snape’a – Nie mogę tego słuchać.
- Lily… – Cathy rzuciła jej ostrzegawcze spojrzenie.
Ale dziewczyna już wstała i nie zakładając butów pobiegła w stronę drzewa i zebranych pod nim uczniów.
- Przepłucz sobie usta – wycedził James, a Syriusz zaśmiał się pogardliwie – Chłoszczyść!
Z ust Snape’a zaczęła się wydobywać piana, chłopak zacharczał głośno i wytrzeszczył oczy. Cathy nie miała wątpliwości, że zaczął się dusić.
- ZOSTAWCIE GO!
Lily stanęła obok rozgrywającej się sceny z rękami na biodrach, patrząc się z wściekłością na Jamesa. Jej zielone oczy płonęły nienawiścią.
- Co jest, Evans? – James przeczesał sobie palcami włosy, robiąc jeszcze większy bałagan na i tak rozczochranej głowie.
- Evans? – Suze opadła szczęka – Czy on całkiem poszalał?
- Zostawcie go – oczy Lily ciskały zielone błyskawice – Co on wam zrobił?
- No wiesz… - James udał, że się zamyślił a potem powiedział głosem przepełnionym złośliwą pogardą – To raczej kwestia tego, że on istnieje… Jeśli wiesz, co mam na myśli…
Widownia wybuchła śmiechem. Nie roześmiały się tylko trzy przyjaciółki, siedzące na brzegu, no i oczywiście Lily.
- Wydaje ci się, że jesteś bardzo zabawny, tak? – jej głos był chłodny i przepełniony goryczą – A jesteś tylko zarozumiałym, znęcającym się nad słabszymi szmatławcem, Potter. Zostaw go w spokoju.
Kiedy Lily wypowiadała ostatnie zdanie, mina Jamesa jakby nieco zrzedła. Najwyraźniej nie spodziewał się takich słów od Lily. Cathy poczuła satysfakcję na widok jego zaskoczonego spojrzenia. Jednak trwało ono zaledwie chwilę, bo po sekundzie James z powrotem przywołał na twarz swój pogardliwy uśmieszek.
- Zostawię, jak się ze mną umówisz, Evans – powiedział szybko, rzucając jej zachęcające spojrzenie – No, nie daj się prosić… Umów się ze mną, a już nigdy więcej nie podniosę różdżki na biednego Smarka.
Cathy oderwała wzrok od Jamesa w porę by zobaczyć jak Snape, pokonując powoli działanie zaklęcia, zaczyn się czołgać w stronę swojej różdżki. Wiedziała, co się za chwilę stanie.
- Nie umówiłabym się z tobą nawet wtedy, gdybym musiała wybierać między tobą ma wielkim pająkiem! – Lily zacisnęła pięści.
- Nie masz szczęścia Rogaczu – Syriusz spojrzał na Lily badawczo, po czym odwrócił się w stronę Snape’a, ale zrobił to za późno – Oj!
Snape wycelował różdżką w Jamesa. Błysnęło i James zachwiał się, a z jego policzków trysnęła krew. Złapał jednak szybko równowagę i rzucił się na Snape’a z wściekłością w oczach. Znowu błysnęło i to tak, że Cathy musiała przymknąć oczy, a kiedy je otworzyła, zobaczyła Snape’a wiszącego w powietrzu do góry nogami. Szata opadła mu na dół, zasłaniając przerażoną twarz i odsłaniając jednocześnie szare, brudne szorty i chude, krzywe nogi.
Rozłożeni na trawie uczniowie ryknęli gromkim śmiechem, pokazując sobie Snape’a palcami.
- Puść go! – krzyknęła Lily.
- Na rozkaz! – James szarpnął różdżką. Snape runął w trawę z głuchym łoskotem, twarzą w dół. Zaczął się szamotać, by wyplątać się z szat. Kiedy mu się to wreszcie udało złapał różdżkę i znów wycelował w Jamesa ale tym razem on i Syriusz byli szybsi.
- Petrificus Totalus! - krzyknęli jednocześnie, a Snape zwalił się z powrotem na ziemię,
- ZOSTAWCIE GO W SPOKOJU! – Lily wyszarpała różdżkę z kieszeni i wycelowała ją w Jamesa. Ten spojrzał na nią całkiem zaskoczony.
- Ech, Evans, nie zmuszaj mnie, żebym ci zrobił krzywdę.
- To cofnij swoje zaklęcie! – dziewczyna nie opuściła różdżki.
- Bardzo proszę – James zrobił zdegustowaną minę po czym wyszeptał przeciwzaklęcie – Masz szczęście, że Evans tu była Smarkerusie…
- Nie potrzebuję pomocy, tej małej, brudnej szlamy!
Cathy, podobnie jak Maggie i Suze, wciągnęła głośno powietrze. Lily zamrugała szybko, a jej twarz przybrała wyraz chłodnego zaskoczenia.
- Świetnie – zimny jak stal głos prawie zmroził powietrze – W przyszłości nie będę sobie tobą zawracać głowy. I na twoim miejscu wyprałabym gacie, Smarkerusie
- Przeproś ją! – ryknął James, z powrotem kierując różdżkę na Snape’a.
- Nie zmuszaj go, żeby mnie przepraszał! – Lily zrobiła krok w stronę Jamesa – Jesteś taki sam jak on…
- Co? – James nawet nie udawał, był zupełnie zaskoczony – Ja nigdy bym cię nie nazwał… sama wiesz jak!
- Targasz sobie włosy, żeby wyglądać tak, jakbyś dopiero co zsiadł ze swojej miotły – w oczach Lily pojawiły się łzy wściekłości – Popisujesz się tym głupim zniczem, chodzisz po korytarzach i miotasz zaklęcia na każdego, kto cię uraził, żeby pokazać, co potrafisz! Dziwię się, że twoja miotła może w ogóle wystartować z tobą i z twoim wielkim, napuszonym łbem. Mdli mnie na twój widok!
Lily wykrzyknęła ostatnie zdanie po czym odwróciła się na pięcie od zaskoczonego Jamesa i rzuciła się biegiem z powrotem w stronę jeziora.
-Evans! – chłopak zdobył się na jeszcze jeden krzyk – Hej, EVANS!
Lily się nie odwróciła. Wbiła wzrok w przestrzeń i w kilku susach znalazła się przy swoich przyjaciółkach.
- Lily… - szepnęła Suze.
- Nic nie mów! – jej oczy były teraz pełne łez. Siodła obok nich z głuchym klapnięciem. Cathy zagryzła wargi.
- Co jej się stało? – Dobiegł ich jeszcze zaskoczony głos Jamesa. Cathy znów spojrzała w ich stronę, mrużąc oczy.
- Czytając między wierszami, powiedziałbym, że ma cię za osobę nieco próżną – Syriusz nie patrzył na swojego przyjaciela, tylko prosto na Cathy. Dziewczyna poczuła niemiły skurcz w żołądku.
- Świetnie – James sprawiał wrażenie lekko rozhisteryzowanego – Znakomicie…
Znów błysnęło i Snape z powrotem znalazł się w pozycji wiszącej, co widownia powitała gromkimi brawami.
- Kto chce zobaczyć, jak ściągam majtki Smarkerusowi? – w głosie Jamesa słychać było rozpaczliwą determinację.
- O nie… - Cathy poczuła, że dłużej już nie usiedzi. I tak powstrzymywała się siłą przez ostatnie dziesięć minut by nie podejść i nie rąbnąć Pottera w twarz.
Wstała gwałtownie, założyła szpilki i dumnym krokiem ruszyła w ich stronę.
- Cathy! – Maggie krzyknęła za nią, ale ta nie zareagowała.
James właśnie przygotowywał się do rzucenia zaklęcia, kiedy Cathy wkroczyła między niego a Snape’a.
- Puść go – nie krzyczała tak jak Lily, wprost przeciwnie, mówiła spokojnym, chłodnym głosem, zupełnie nie pasującym do tego upalnego popołudnia. Syriusz spojrzał na nią uważnie, podobnie jak Peter i Lupin, którzy do tej pory się nie odzywali.
- Chyba oszalałaś – James rzucił jej mordercze spojrzenie – Odsuń się!
- Nie, James… - nadal stała spokojnie, z rękami złożonymi na piersi i miną pełną pogardy – Masz go puścić, teraz.
- Puść go… - Syriusz miał równie pusty głos, co Cathy. Nadal nie odrywał od niej badawczego spojrzenia.
- Co? – James wyglądał jakby ktoś go zdzielił kijem – Dlaczego?
- Po prostu to zrób!
- Bo co, bo ona tak powiedziała? Stary, co z tobą!?
Syriusz oderwał od Cathy wzrok i odwrócił się do Jamesa. Ten musiał coś dostrzec w tym spojrzeniu bo nagle machnął różdżką a Snape runął na ziemię, dokładnie tak, jak kilka minut temu. Widownia jęknęła z niezadowoleniem.
- Idź już lepiej – Cathy zwróciła się do Snape, który znowu unosił różdżkę – Ja jestem czystej krwi, chyba ścierpisz taką pomoc, co?
Chłód w jej głosie widocznie podziałał na Snape’a bo złapał torbę, odwrócił się i ruszył w stronę zamku na drżących nogach.
Cathy z powrotem spojrzała na czterech chłopców, stojących przed nią.
- Nie spodziewałam się, że zniżycie się do tego poziomu – przybrała jak najbardziej obojętny wyraz twarzy – była świadoma widowni, która nadal wpatrywała się w nich urzeczona – Myślałam, że jesteś inny, James… Ty też.
Ostatnie zdanie skierowała w stronę Syriusza. Ten wpatrywał się w nią z tym samym zagadkowym wyrazem twarzy. Cathy wiedziała, że Syriusz jest tak samo dobrym aktorem i manipulatorem jak ona, wiedziała, że mają podobne charaktery ale liczyła, że popełni jakiś błąd. I nie przeliczyła się.
- Czemu go broniłaś? – na jego twarzy pojawił się dawny, kpiący uśmiech – Przecież nawet go nie znasz… A może to on jest tym twoim skrytym ideałem, przez którego cierpią ci wszyscy biedni zakochani w tobie idioci?
Cathy uśmiechnęła się szeroko, ale nie był to uśmiech szczery i wesoły, był to najbardziej paskudny i zły uśmiech, na jaki ją było stać.
- Brawo, Syriusz – głos przepełniony kpiną wyraźnie go zaskoczył – Właśnie zniżyłeś się do poziomu moich butów. Masz szczęście, że są na obcasach.
A potem odwróciła się i odeszła, nie zaszczycając ich kolejnym spojrzeniem. Nie widziała miny Syriusza, ani miny Jamesa, ale była pewna, że uzyskała odpowiedni efekt.

***
Ostatni był egzamin z teorii transmutacji. Wszyscy piątoklasiści z utęsknieniem wyczekiwali końca sumów i może dlatego stres był o wiele mniejszy teraz, kiedy w zasięgu ręki majaczyła wizja błogiego leniuchowania na słonecznych błoniach i pływania w jeziorze wraz z wielką kałamarnicą.
Mimo tych pięknych wizji żadna z czterech przyjaciółek nie miała dobrego humoru. Lily była nadal wściekła, Cathy na wszystko spoglądała z chłodną pogardą a Suze i Maggie ze zmartwieniem obserwowały swoje przyjaciółki.
Po kłótni z Huncwotami żadna z nich nie miała serca do siedzenia nad jeziorem, wiec zebrały się pospiesznie i odeszły w stronę zamku, obserwowane przez chichocącą wciąż świtę Lorence. Kiedy dotarły do dormitorium wspólnego nie zostało im nic innego jak nauka. Zsunęły razem dwa łóżka i rozsiadły się na nich, każda z grubym tomem w ręku a potem ćwiczyły zaklęcia, jakie mogły się pojawić na egzaminie. Cathy udało się całkowicie odciąć wszelkie emocje związane z niedawnymi wydarzeniami i bez problemu radziła sobie nawet z najtrudniejszymi zaklęciami, ale Lily, mimo, że była znakomitą czarodziejką pod wpływem nerwów po prostu pękła. Kiedy porcelanowa figurka, która miała zmienić się w zegarek na rękę stanęła w płomieniach, przyjaciółki odebrały Lily różdżkę i zakazały jej robienia czegokolwiek poza leżeniem na łóżku.
- Nie możesz tak bardzo się tym przejmować – Cathy także zrezygnowała z nauki i usiadła obok przyjaciółki – Wiesz, co on powinien zrobić: przeprosić. Jeśli się do tego nie zniży nie ma co zawracać sobie nim głowy.
- Przecież wiem – Lily zawołała hardo, ale efekt został popsuty przez głośne pociągnięcie nosem – Tyle, że nie mogę sobie wybaczyć, że on kiedyś wydawał mi się taki fajny…
- Nam wszystkim się taki wydawał… Może to po prostu taki głupi okres… Może niedługo będzie lepiej, na przykład po wakacjach… Zobaczysz, wszystko się zmieni.
- Mam nadzieję… - Lily spojrzała na Cathy ponuro. Oczy nadal miała czerwone od płaczu – Mam nadzieje, że wreszcie coś trafi do tej jego tępej, napuszonej głowy!
Cathy parsknęła śmiechem.
- Co cię tak bawi? – Maggie uniosła wzrok z nad grubego tomu, opisującego transmutację międzygatunkową.
- Nic – zaśmiała się jeszcze głośniej. Widząc ich pytające spojrzenia dodała - Po prostu strasznie mi się podobał ten tekst o miotle i napuszonej głowie.
Lily zaśmiała się przez łzy.
- Nie wiem, co mnie naszło – pokręciła głową – On wtedy sobie znowu mierzwił te cholerne włosy i jakoś mi się tak skojarzyło…
- No, to było niezłe – Suze zaśmiała się kpiąco – Miał wtedy minę, jakby go ktoś zdzielił czymś po głowie. Zupełny szok! – zrobiła zeza i otworzyła usta w pantomimie. Wszystkie wybuchły śmiechem.
Od tego momentu Lily nie miała już tak zrozpaczonej miny wiec Cathy stwierdziła, że najgorsze mają za sobą. Zaproponowała, żeby zeszły wcześniej na podwieczorek, skąd wszyscy piątoklasiści mieli się od razu udać na egzamin. Zgodziły się szybko, stwierdzając, że już nic więcej się nie nauczą i już po chwili zbiegały na dół.
Wybrały sobie zdecydowanie zły moment.
Suze pierwsza zbiegła po schodach i kiedy już miała wkroczyć w krąg światła padającego z świec ustawionych w pokoju wspólnym stanęła jak wryta. Cathy wpadła na nią, uderzając nosem w tył jej głowy. Jęknęła cicho a do oczu napłynęły jej łzy.
- Co jest? – usłyszały zirytowany głos Maggie.
- Cofnąć się, cofnąć! – Suze zasyczała Cathy prosto do ucha i zaczęła je pchać z powrotem w głąb ciemnej klatki schodowej. Już po chwili okazało się dlaczego. Wszystkie cztery usłyszały wyraźny głos Remusa, dochodzący zza ściany. Najwyraźniej także Huncwoci zdecydowali się zejść wcześniej na podwieczorek. Dziewczyny, ukryte w cieniu, słyszały każde słowo.
-… że przesadziliście! – Lupin był wyraźnie rozdrażniony.
- Wcale nie przesadziliśmy! – Cathy jeszcze nigdy nie słyszała, żeby James był tak wściekły. Taki ton był zazwyczaj niespotykany u tego wyluzowanego, pewnego siebie chłopaka – To one przesadziły i to cholernie!
Kroki ustały, chłopcy zatrzymali się kilka metrów od ich kryjówki.
- Nie powiedziałbym – Lupin znów zaczął – To wy zaczepiliście Snape’a i gdybyście tego nie zrobili Lily nigdy nie przyszłaby i nie czepiała się ciebie, James!
- Tak, w ogóle by się nie odezwała! Właśnie nie wiem, co gorsze! Nie mogę tego wytrzymać, rozumiecie? Nie wiem, co ja takiego zrobiłem…
- Pomyślmy – głos Syriusza był zimny jak lód – Może zdradziłeś ją, wyśmiewałeś się z niej na oczach wszystkich i kpiłeś sobie z jej przyjaciółek. Ja też bym się wkurzył…
- Co to znaczy, zdradziłeś?! – ryknął James tak głośno, że dziewczyny aż podskoczyły – Jak mogłem ją zdradzić, jeśli nigdy nie byliśmy razem? Nic jej nie obiecywałem!
- Ale ją zraniłeś! – Syriusz także zaczął stopniowo podnosić głos – I mogę ci zagwarantować, że to nie pomogło ci jej zdobyć. Wprost przeciwnie!
- Stary, myślałem, że będziesz po mojej stronie – w głosie Jamesa brzmiało szczere zaskoczenie. Cathy także była mocno zdziwiona, słysząc jak Syriusz krzyczy na Jamesa. Zawsze trzymali się razem, jeden bronił drugiego kiedy tylko zaszła taka potrzeba. Teraz było całkiem inaczej.
- Myślę, że powinieneś się domyślić o co mi chodzi! – Syriusz już nad sobą nie panował. Jego głęboki, męski głos sprawiał, że ściany drżały. Cathy mimowolnie przełknęła ślinę – Dobrze wiesz, że jesteś moim najlepszym kumplem, zawsze stałem za tobą murem, kiedy narobiłeś sobie kłopotów. Ale tym razem, James, nie tylko zniszczyłeś swoje życie ale też moje!
- Ale.. – to Peter odezwał się po raz pierwszy, mówił cichym i przygaszonym głosem, jakby wiedział, że w tej kłótni gigantów nie ma dla niego miejsca – Syriuszu, o co ci chodzi?
- Ludzie, przecież to proste!
- Wiem o co ci chodzi – Lupin mówił równie cicho, co Peter ale z o wiele większym zdecydowaniem – Chodzi ci o nią? O Cathy?
Wszystkie dziewczyny spojrzały na nią jak na komendę. Poczuła się, jakby ktoś wypchnął ją na scenę, oświetloną tysiącami reflektorów, mimo, że dalej stała w ciemnym korytarzu.
- O nią? Ale co z …? – James nadal nie rozumiał o co chodzi.
- Matole, pomyśl! To jest jej przyjaciółka. Spodziewałeś się, że ją zostawi i nadal będzie z nami rozmawiała, jakby nic się nie stało. Na tym właśnie polega przyjaźń! Odwróciła się ode mnie, chociaż nic jej nie zrobiłem! Słyszałeś, jak się do mnie odzywa! Mogłem do nich iść, mogłem powiedzieć, że tez uważam cię za zarozumiałego palanta, ale nie, zostałem z tobą. A wiesz dlaczego? Bo to też jej przyjaźń!
Zapadła cisza, w czasie której Cathy starała się opanować szybko bijące serce.
- Pomyśl o tym czasem… - Syriusz oddychał szybko ale już nie krzyczał. Mówił zbolałym i cichym głosem.
Dziewczyny usłyszały kroki. Syriusz minął ich kryjówkę i z rękami w kieszeniach ruszył samotnie w stronę dziury pod portretem.
- Ja też uważam, że to było głupie, James - po chwili ciszy znów rozległ się głos Remusa - Przeproś ją, zdobądź się na to…
Remus także przeszedł kilka metrów od czterech ukrytych w cieniu przyjaciółek.
- Chodźcie – Suze wyszeptała bezgłośnie, wskazując palcem schody. Maggie złapała za szaty wciąż oszołomioną Lily a Suze zaczęła pchać w górę Cathy, która nawet nie ruszyła się z miejsca i nadal wpatrywała się w ścianę z głośno łomocącym sercem.
- No choć! – szepnęła Suze – Cathy, rusz się!
Cathy ocknęła się i z trudem utrzymując równowagę ruszyła po schodach.
Znalazły się w dormitorium nadzwyczaj szybko. Cathy, cały czas pchana przez Suze, jakoś dotarła do łóżka, na którym siedziała już Lily. Oddychała nierówno i z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w przestrzeń.
- O jasny gwint… - wyszeptała – O jasny gwint…
- To było niesamowite! – Maggie również byłą w szoku. Patrzyła się to na Cathy to na Lily, najwyraźniej oczekując jakiegoś komentarza. Cathy wolała nie ryzykować otwarcia ust.
- No cóż, takiego podwójnego wyznania miłości tośmy jeszcze nie słyszały – powiedziała Suze, zakładając ręce na pierś i patrząc na swoje dwie przyjaciółki karcącym wzrokiem, jakby coś przeskrobały.
- O przepraszam! Przecież do żadnego wyznania miłości nie doszło… - Maggie wykrzywiła wargi.
- No i bardzo dobrze – brunetka zaśmiała się – Chciałabyś wysłuchiwać jęczenia Jamesa w stylu „Ja ją tak kocham, a ona mnie nienawidzi!”?.. Ach!...
- Przestańcie! – Cathy uniosła gwałtownie głowę. Dziewczyny umilkły zaskoczone – Nie zrobiło to na was żadnego wrażenia?
- Na mnie zrobiło… - to Lily się odezwała, unosząc wzrok – Tyle, że negatywne. Jeszcze bardziej go nie cierpię!
- Czemu? – Maggie wyglądała na zaskoczoną.
- Nie rozumiesz, Mag? – Lily popatrzyła na nią z dezaprobatą – Widzisz, jaki on jest samolubny! Nie zauważył, że przy okazji zranił swoją głupotą kogoś innego, i to swojego najlepszego kumpla… To go zupełnie pogrążyło, moim zdaniem…
Miała chłodny, opanowany głos. Cathy, która spodziewała się szlochania i jęków, tak to zaskoczyło, że przez chwilę zapomniała o własnych uczuciach i gapiła się z niedowierzaniem na koleżankę.
- No właśnie… A propos Syriusza? – Suze spojrzała na Cathy krzywo.
- No co? – zapytała zielonooka zbolałym głosem.
Wszystkie trzy spojrzały na nią wyczekująco.
- O co wam chodzi? – zapytała rozdrażniona – Co ja mam niby zrobić, hę? Będę rozmawiać z nim jak James przeprosi Lil a na to się raczej nie zanosi.
- Ale nie widzisz, jaki on jest? – Maggie wpatrywała się w nią wielkimi oczami – Oddany, wierny i.t.p… Zrezygnował ze znajomości z tobą, mimo, że bardzo cię lubi, może nawet coś więcej i zrobił to dla swojego najlepszego przyjaciela. Tak bardzo się poświecił… Powinnaś to docenić.
- Ja też tak uważam, Cathy – Lily pokiwała głową a Maggie mruknęła aprobująco.
- Doceniam to! – warknęła – Naprawdę, doceniam, ale przecież nie mogę się zmuszać.
- Zmuszać? – Maggie była mocno zaskoczona.
- Nie rozumiecie? – Cathy wpatrywała się w każdą po kolei z niedowierzaniem – Ja go bardzo lubię, nie przeczę, czasami coś dziwnego się ze mną dzieje, kiedy jest blisko. Ale nic poza tym… To jest zwykłe zaciekawienie, przelotna fascynacja. Nie czuje do niego nic głębszego.
Patrzyły na nią zupełnie zaskoczone.
- Rozumiem, że nie możecie załapać, jak można rezygnować z takiego faceta jak Syriusz, który jest boski i tak dalej… Ale nie mogę zmusić swojego serca do miłości. Nie chcę żeby to był głupi flirt i tyle… A poza tym nie chcę mu dawać fałszywej nadziei…
Ostatnie zdanie powiedziała bardzo cicho…
Twarze jej przyjaciółek z zaskoczonych zmieniły się w współczujące. Cathy przez chwilę nie wiedziała dlaczego, jednak wtedy poczuła coś mokrego na policzku. Dotknęła go dłonią.
Płakała.
Niemożliwe…
Lily i Maggie objęły ja czule, Suze przyklękła przed nią, biorąc ją za dłonie.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze – głos Lily, stłumiony przez włosy Cathy był miękki i kojący – Zawsze jesteśmy w cztery, zawsze… Pamiętaj o tym!
- Pamiętam – wyszeptała przez łzy – Dziękuję…
- Ojć – Suze jęknęła cicho – Niestety musze przerwać, bo jest za dziesięć piąta. Musimy szybko lecieć na dół!
- Egzamin! – Cathy zerwała się gwałtownie – O boże, zapomniałam.
W ciągu tych kilkunastu minut zdarzyło się tyle, że egzamin całkiem wyleciał jej z głowy i trudno się było temu dziwić.
Wszystkie trzy w pośpiechu złapały różdżki i torby po czym pognały pędem do Wielkiej Sali, z której już wychodzili piątoklasiści, śpiesząc do sami numer 12 na egzamin praktyczny z transmutacji. Cathy mimowolnie przeszukiwała tłum wzrokiem. Znalazła ich już po kilku sekundach.
Wszyscy Huncwoci stali razem, niedaleko drzwi wyjściowych. Zdziwiło ją to, bo myślała, że po ten małej kłótni w pokoju wspólnym będą się unikać. Ale wtedy zobaczyła, że James mówi coś do Syriusza z bardzo skruszoną miną…
- Chyba go przeprasza – Lily szepnęła jej do ucha – Oni są jednak niesamowici, ci faceci. Ja bym tak szybko nie przebaczyła.
Cathy pokiwała tylko głową, czując dziwne ciepło na sercu.
James właśnie skończył mówić. Syriusz, obserwowany przez Remusa i Petera, przez chwilę milczał a potem nagle uśmiechnął się szeroko i powiedział coś, na co James zareagował takim samym wielkim uśmiechem. Uścisnęli sobie dłoń po czym nadal się śmiejąc, ramię w ramię ruszyli w stronę sali.
- Mówiłam, niesamowite – skwitowała Lily
- Zgadzam się – Maggie zachichotała po czym rzuciła tęskne spojrzenie w stronę Wielkiej Sali – Chyba pójdziemy na egzamin głodne.
- Na to wygląda – Suze jęknęła – Aż mnie skręca.
- Ja myślę, że to z nerwów a nie z głodu – Cathy uśmiechnęła się do przyjaciółki – Dobra, chodźcie bo ja jestem jak zawsze pierwsza.
Wbiegły do sali w ostatniej chwili, bo krępa czarownica w śliwkowej szacie, obwieszona milionami lśniących paciorków wyczytywała już nazwiska:
- Adams Rita, Alison Sam, Aniston Laurence, Austen Catherine.
Cathy, czując lekką tremę skinęła przyjaciółką i ruszyła w stronę drzwi. Minęła właśnie Huncwotów, którzy usadowili się tuż pod nimi i dostrzegła spojrzenie Syriusza. Nie mogąc się powstrzymać, uśmiechnęła się do niego.
Zdecydowanie się tego nie spodziewał, bo na jego twarzy pojawił się głęboki szok. Cathy musiała jednak przestać go obserwować, bo właśnie przeszła przez drzwi i znalazła się w salce egzaminacyjnej. Jakiś wysoki czarodziej o małych, wesołych oczkach uśmiechnął się i skinął na nią ręką. Wzięła głęboki oddech, usiadła na stołku i zdała egzamin.

***

- Banał – Suze uśmiechnęła się do nich szeroko, kiedy spotkały się na kolacji. Po zdaniu egzaminu nie wracało się już do sali oczekujących, więc mogły porozmawiać dopiero gdy wszystkie już skończyły. Wielka Sala była teraz pełna gadających wesoło piątoklasistów, cieszących się z końca egzaminów. Wszystkie cztery miały bardzo dobry humor więc z chęcią do nich dołączyły.
- Naprawdę uważasz, że to był banał? – Maggie pokręciła głową z niezadowoleniem – Pewnie znowu dostanę Z…
- Ja jestem pewna, że będę miała W – Suze była bardzo z siebie zadowolona, policzki jej się zaróżowiły a oczy lśniły – Poradziłam sobie z każdym zadaniem!
- Szczęściara – jęknęła Maggie.
Cathy nie brała udziału w rozmowie, bo nałożyła dobie podwójną porcję wszystkiego, co jej smakowała i teraz pochłaniała to z zacięciem. Miała w nosie kalorie i tym podobne rzeczy, cieszyła się ze skończonych egzaminów tak samo jak wszyscy jej koledzy. Przy sąsiednim stole, należącym do Krukonów, słychać było donośny głos Lorence, która chwaliła się, jak to bezbłędnie przeszła wszystkie testy.
- Założę się, że nie zda… - powiedziała złośliwe Lily, rzucając krótkie spojrzenie w stronę blondynki.
Cathy zaśmiała się, kiwając tylko głową, bo usta miała pełne.
- Cześć, dziewczyny – ktoś stanął za Cathy, rzucając na nią cień. Bez problemu rozpoznała ten głos.
- Jack! – przełknęła ostatni kęs i odwróciła się rozpromieniona w stronę chłopaka. Obok niej Suze zakrztusiła się sokiem i zrobiła się cała czerwona – Cześć, jak egzaminy?
- Myślę, że całkiem nieźle.
- Siadaj – Lily zrobiła miejsce między nią a Suze, co spowodowało, że ta druga zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. Cathy byłą pewna, że zaraz para buchnie jej z uszu.
- Suze też mówiła, że poszło jej świetnie – Maggie zaśmiała się wrednie – Prawda, Suze?
- Yhm… - Suze wyglądała, jakby zaraz miała zemdleć i wylądować twarzą w swoim talerzu.
- No tak, ale Suze zawsze ma najwyższe stopnie, więc nie ma się co dziwić – Jack posłał jej jeden ze swoich najbardziej boskich uśmiechów, a Cathy o mało nie parsknęła, kiedy wyobraziła sobie, co się działo teraz w biednej głowie jej przyjaciółki.
- Ja? – brunetka zapytała zaskoczona, starając się mówić wyraźnie, ale i tak głos jej drżał z emocji – Nie no, nie jest jakimś orłem…
- Przecież wszystkie cztery jesteście świetne – spojrzał na nie karcąco.
- Ekhm… - Maggie zastukała palcami w blat, spoglądając w sufit.
Jack tylko się zaśmiał.
- Jack, a jak tam nasze rysunki? – Lily wytarła sobie usta serwetką.
- A tak, prawie skończone. Dajcie mi jeszcze kilka dni, żeby je dopracować. Nie chcę, żebyście dostały coś byle jakiego, wszystkie zasługujecie na najwyższej klasy produkty.
- Taa, i może właśnie dlatego ty nie powinieneś się do nich przywalać.
Jack spojrzał szybko w stronę, z której nadbiegał głos. Cathy nie musiała spoglądać, wszędzie rozpoznała by ten głęboki baryton.
- Black… - powiedział Jack znudzonym tonem, zdmuchując z czoła kosmyk brązowych włosów i mrużąc swoje ciemnobrązowe oczy – Dałbyś wreszcie spokój. Zrobiłem ci coś kiedyś?
- No właściwie to kwestia tego, że istniejesz – zimny głos Syriusza zgrał się z jego lodowatym spojrzeniem. Cathy poczuła dreszcz. Takich samych słów użył James dzisiaj po południu w stosunku do Snape’a.
- Syriusz – bez zastanowienia przejęła inicjatywę. Jack spojrzał na nią, lekko zaskoczony – Dlaczego to robisz? Jack ma racje, daj sobie wreszcie spokój.
Spojrzał na nią w tak niesamowity sposób, jakby ją pożerał wzrokiem. Serce załomotało jej niebezpiecznie.
- Dobrze wiesz, że nigdy sobie nie dam spokoju – powiedział cicho, ale wyraźnie. Cathy poczuła, że oblewa się rumieńcem.
- No świetnie – Jack był mocno zirytowany – Wiesz co facet, jesteś niesamowity! Weź idź się zabawić z tymi kretynkami, które tylko czekają, aż je łaskawie zaszczycisz spojrzeniem. A te, które cię nie chcą zostaw w spokoju!
- Uważaj na słowa! – Syriusz skrzywił się – Chyba, że chcesz żebym ci zniszczył tą śliczną buźkę.
Jack zbladł.
- Jesteś żałosny – Jego głos był zimny i zły, bez żadnego cienia strachu. To zdziwiło Cathy, bo niewiele było osób, które miały odwagę równać się z Syriuszem Blackiem. – A wiesz dlaczego? No nie umiesz nawet sprawić, by dziewczyna, którą kochasz chociaż cię trochę lubiła.
To stało się u ułamku sekundy. W jednej chwili Cathy zobaczyła, jak przez twarz Syriusza przemknął cień a potem zarówno on, jak i Jack przelecieli przez stół, strącając z niego talerze i półmiski po czym spleceni w uścisku, uderzyli w podłogę po drugiej stronie. Wszyscy uczniowie w sali, którzy jeszcze nie zorientowali się, że coś się dzieje, teraz zwrócili wzrok w stronę stołu Gryfonów, pod którym tarzali się dwaj chłopcy. Cathy i Suze wstały i obydwie krzyknęły, tyle że każda z innego powodu.
- Co tu się dzieje! – profesor McGonagall pojawiła się nagle, jakby się aportowała. Kilku uczniów rozstąpiło się by zrobić jej miejsce. Cathy dostrzegła w tłumie przestraszonego Jamesa, starającego się dopchać do tarzającego się po podłodze przyjaciela.
Profesor McGonagall omiotła widowisko chłodnym wzrokiem po czym podniosła różdżkę i zawołała:
- Protego!
Syriusz i Jack odskoczyli od siebie gwałtownie, tocząc się każdy w inną stronę. Syriusz wylądował pod ścianą a Jack uderzył głową w ławkę. Cathy jęknęła cicho, kiedy zobaczyła Syriusza. Miał pękniętą wargę a z nosa lała mu się krew, był jednak całkiem prosty, w porównaniu z nosem Jacka, który był jakby spłaszczony i krzywy, a połowa twarzy chłopaka byłą zalana krwią. Do tego miał podbite oko.
- Mugolska bójka! – profesor wyglądała na wściekłą, okulary przekrzywiły jej się na nosie a z oczu tryskały iskry – I to jeszcze na środku Wielkiej Sali, przy wszystkich uczniach i nauczycielach! Hańba! Minus trzydzieści punktów dla Gryffindoru i dla Ravenclaw! I natychmiast proszę mi iść do skrzydła szpitalnego. Austen, zaprowadź ich.
Cathy pobladła ale nie powiedziała ani słowa. W tłumie rozległo się kilka śmiechów.
- Chodźcie – mruknęła do nich. Bez słowa wstali i ruszyli za nią w stronę drzwi. Jack złapał palcami za nos, starając się zahamować krwotok. Syriusz szedł sztywno, cały czas utrzymując odległość kilku metrów od Cathy, jakby się bał, że kiedy ją dotknie, znów się na kogoś rzuci.
Przeszli bez słowa przez szepcąca Wielką Salę, wyszli na korytarz i korzystając w kilku tajemnych przejść prawie natychmiast znaleźli się w skrzydle. Cathy weszła razem z nimi do środka.
- O mój Boże, co wyście robili? Pobiliście się? – pani Witty patrzyła na nich z niedowierzaniem. Żaden nie kwapił się by odpowiedzieć. Kobieta pokręciła z niedowierzaniem głową po czym usadziła każdego na osobnym łóżku. Zabrała się najpierw za Jacka. Cathy stała obok nich z lekko przestraszoną miną. Nie wiedziała czy wolno jej odejść, zresztą nie byłą pewna, czy chce. Wiedziała, że pani Witty bez problemu poradzi sobie z takimi ranami, ale coś kazało jej sprawdzić, czy z chłopcami jest wszystko w porządku.
W końcu, pobili się z mojego powodu pomyślała, i poczuła się bardzo głupio.
- No no no, niezła śliwa panie Black, ma pan twardą rękę – zażartowała pani Witty, machając różdżką nad nosem Jacka.
Syriusz uśmiechnął się kwaśno a Jack jeszcze bardziej się naburmuszył.
- Już koniec – powiedziała, a Cathy z zaskoczeniem stwierdziła, że Jack wygląda dokładnie tak samo, jak wtedy, kiedy dosiadł się do ich stołu. Pomijając krwawe ślady na koszuli i krawacie. Pani Witty wskazała na nie.
– To chyba sam sobie usuniesz, co nie?
Chłopak kiwnął niechętnie głową.
- No to możesz iść – kobieta otarła czoło i uśmiechnęła się do niego dobrodusznie. Nie odpowiedział na ten gest, nadal wyraźnie zły. Spojrzał na Cathy, mruknął „Cześć…” i wyszedł ze skrzydła z rękami w kieszeniach.
Syriusz prychnął pogardliwie.
- Można wiedzieć o co się pobiliście? – pani Witty zabrała się za rany Syriusza.
- Obraził mnie, kretyn jeden! – warknął Black, mrużąc oczy.
- Proszę mi tu nie używać takich słów! – niezadowolona pokiwała mu palcem przed twarzą – Ja jestem osobą kulturalną, nie życzę sobie takiego zachowania!
- Przepraszam – rzucił Syriusz obojętnie, po czym spojrzał po raz pierwszy na Cathy. Lekko ją tym zaskoczył i nie zdążyła przybrać obojętnego wyrazu twarzy. Była pewna, że zauważył rumieniec.
Jeszcze tylko tego brakowało.
- No, już… - Pani Witty wstała z klęczek, podziwiając swoje dzieło – Jesteś jak nowy.
Rzeczywiście, twarz Syriusza byłą nieruszona. No i nadal bardzo przystojna.
- Nie uświadczysz jednej plamki – zaśmiała się kobieta, mrugając do niego – No a teraz zmykajcie już! Mam trochę roboty.
Syriusz i Cathy wyszli ramię w ramię ze skrzydła, jednak tuż za drzwiami Syriusz odsunął się pospiesznie od dziewczyny. Cathy ze zdziwieniem poczuła, że robi się jej przykro. Nie odezwała się jednak ani słowem. Syriusz także milczał. Razem przeszli kilka pięter, nie podnosząc głów. Dopiero przy portrecie Grubiej Damy Syriusz zaszczycił ją krótkim spojrzeniem. Odwzajemniła je, tym razem przygotowana. Mimo to nie mogła po raz któryś nie zauważyć, jak zachwycające były te wielkie, czarne oczy. Jak dwa jeziora nocą.
Skarciła się za to w myślach i szybko odwróciła wzrok.
- Magiczna czwórka – głos Syriusza był pełen zimnej obojętności.
Gruba Dama pokiwała ochoczo głową. Portret się uchylił, ukazując dziurę w ścianie. Cathy bez słowa weszła do środka, zostawiając Syriusza na korytarzu i nie odwracając się ani nie rozglądając się na boki, pomknęła do dormitorium dziewcząt.

***

- To było niesamowite! – Maggie byłą totalnie zachwycona.
Lily, o wiele bardziej opanowanym tonem zapytała, co z chłopakami.
- Och, są już zupełnie zdrowi. Przecież znasz panią Witty.
Tylko Suze milczała.
- Jackowi nic nie jest – Cathy spojrzała na nią pokrzepiająco – Wygląda dokładnie tak, jak zawsze..
- Nie o to chodzi – powiedziała cicho, wpatrując się w swoje dłonie.
- Właśnie, zanim weszłaś, Suze miała nam wytłumaczyć, czemu jest taka przybita – Maggie wskoczyła na swoje łóżko i utkwiła spojrzenie w przyjaciółce.
- Co się stało? – Cathy obeszła swój kufer i usiadła obok Suze, biorąc ją za rękę.
Ta pokręciła tylko głową.
- Suze, proszę cię… Przecież wiesz, że ci pomożemy! Zawsze razem, czyż nie tak…?!
W oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
- O nie… - jęknęła Lily, siadając po drugiej stronie Suze – Błagam cię, Suze powiedz o co chodzi, bo inaczej nie damy ci spokoju!
- Nie chcę wam mówić… Bo to jest takie okropneee….
Wybuchła płaczem, zasłaniając twarz dłońmi. Cathy, czując jak coś ściska ją w sercu, złapała dziewczynę za ramię.
- Suze!
Spojrzała na nią żałośnie, zza mokrych soczewek okularów. Cathy westchnęła, po czym zdjęła je i troskliwe zaczęła przecierać szkła bluzką.
- Suze… - powiedziała kojąco – No powiedz, o co chodzi. Nie ważne, co to za problem, my i tak się z nim uporamy.
- No właśnie – Maggie wyglądała na lekko przestraszoną – gadaj Suze, bo i tak to z ciebie wydusimy!
Suze opuściła głowę, wbijając wzrok w swoje kolana. Dziewczyny przez chwilę cierpliwie czekały. Lily chrząknęła ale Cathy rzuciła jej ostrzegacze spojrzenie, wiec zamilkła.
- Chodzi o to – powiedziała Suze łamiącym się głosem – Że ja nie mam u niego szans…
- Oh –Cathy jęknęła z wyraźną ulgą, A wiec chodziło o Jacka – Jak możesz tak mówić? Przecież przychodzi do nas często, jest taki miły…
- Oh, czy wy tego nie widzicie!? – krzyknęła, patrząc na nie z oburzeniem – Przestańcie mnie pocieszać i powtarzać, że on mnie na pewno bardzo lubi i tym podobne bzdety. Bo on mnie nie lubi! Przychodzi do nas z twojego powodu – ostatnie słowa skierowała do Cathy.
Ta wytrzeszczyła na nią zaskoczona oczy po czym spojrzała na twarze pozostałych dziewczyn. Maggie wyglądała na tak samo zaskoczoną co ona, ale na twarzy Lily nie było nawet najmniejszych oznak szoku. Jej mina wyrażała raczej coś w stylu „No i w końcu się stało…”.
- Cholera – powiedziała cicho Maggie. Z jej twarzy stopniowo znikało zaskoczenie a pojawiało się na niej zrozumienie – Ona ma rację. On cały czas smali do ciebie cholewy, a tylko Suze to zauważy…
Zamilkła nagle, widząc mordercze spojrzenie Lily.
- Ale… - Cathy czuła się mocno wytrącona z równowagi – Ja nic takiego nie zauważyłam, naprawdę…
Lily popatrzyła na nią zdziwiona a Suze tylko jęknęła i z powrotem schowała twarz w dłoniach.
- Nie zauważyłaś, bo on cię nie interesuje – wyburczała zniekształconym przez płacz głosem – Masz gdzieś, czy cie lubi, czy nie… Ale to widać, strasznie to widać… On się o ciebie pobił z Blackiem! Nikt nie zarywa do Blacka jeśli mu życie miłe a on się z nim lał w twoim imieniu!
Znowu zaniosła się płaczem, kiwając się w przód i w tył. Lily objęła ją czule, rzucając Cathy spojrzenie pod adresem „No zrób coś!”. Ale Cathy nie miała zielonego pojęcia co.
- Dlaczego? – jęknęła nagle Suze, unosząc głowę i patrząc na każdą z nich po kolei – Dlaczego ja jestem brzydka a wy wszystkie jesteście takie ładne?
- Nie mów tak! – Maggie krzyknęła oburzona – Nie wolno ci tak mówić!
- Ale to prawda! – zaskomlała Suze – To jest cholerna prawda!
- Nie jesteś brzydka, Suze! – Cathy była totalnie zrozpaczona – Jesteś bardzo ładną dziewczyną, na pewno wielu chłopców ci to powie.
- Przestań – warknęła, nagle przestając płakać – Przestań, rozumiesz! Nie chcę słuchać kolejnego wykładu o tym, że liczy się wnętrze. Tak mówią tylko ładni ludzie, którzy nie mają tego problemu. Tacy, jak wy! – jej głos był pełen rozpaczy a jednocześnie dziwnej stanowczości – Cathy, nie zrozumiesz tego! Nie zrozumiesz, bo jesteś uważana za najładniejszą dziewczynę w szkole a wy dwie nie jesteście wcale w tyle.
Cathy czuła się bardzo, ale to bardzo źle.
- Ile imprez cię ominęło, bo nikt cię nie zaprosił? – zapłakane oczy Suze zalśniły w świetle świec.
- Nie lubiłam chodzić na imprezy, ale…
- Ale mogłaś! – przerwała jej zrozpaczonym głosem – Gdybyś tylko chciała… A ja nie mogłam pójść na żaden cholerny bal, bo nikt mnie tam nie chciał.
Przerwała na chwilę, czknęła głośno i wysmarkała się w chusteczkę, którą podała jej Maggie.
- A ja go tak strasznie kocham – szepnęła, kręcąc głową – Codziennie marzę, jakby to było być z nim, jakby to było się z nim całować… Ale nigdy go nie pocałuje, bo on nie będzie chciał. Kiedy ja marzę o tym, że go całuję… - zgniotła chusteczkę w dłoni – On myśli, jak to jest całować ciebie…
Cathy wlepiła wzrok w kolumnę swojego łóżka. Jeszcze tak źle nigdy się nie czuła. Bolało ją serce, bolała ją głowa, całe ciało bolało ją, jakby wbijano w nie tysiące noży.
Tak bardzo lubiła Suze, tak samo jak Lily i Maggie, wszystkie trzy były dla niej jak rodzina. To były jej pierwsze prawdziwe przyjaciółki. Kiedy jedna cierpiała, cierpiały wszystkie.
Ale teraz najbardziej bolała ją świadomość, że Suze cierpi z jej powodu.
- Suze… - powiedziała Lily łagodnie, gładząc ją po włosach – Suze… Nie możesz cierpieć przez jakiegoś faceta! Jesteś silną, niezależną kobietą, która takie rzeczy znosi z podniesioną wysoko głową!
- Właśnie –powiedziała Maggie hardo – Suze, znam cię od lat, jesteś świetną babką, zasługujesz na kogoś lepszego! Zobaczysz znajdzie się taki gość, który będzie cię uważał za najpiękniejszą kobietę świata i w nosie będzie miał to, że inni tak nie uważają!
- Właśnie, Suze… - Lily szeptała teraz, pochylając się nad przyjaciółką – Musisz wziąć się w garść. My ci w tym pomożemy!
Cathy zacisnęła palce na okularach, które wciąż trzymała w ręce.
- Przepraszam… – wyszeptała, nie patrząc na przyjaciółkę.
Przez chwilę było całkiem cicho a potem…
- Boże… - szepnęła Suze, nachylając się by spojrzeć jej w oczy – Ty chyba nie płaczesz, co?
Jej twarz zaczęła się powoli rozmazywać. Cathy zacisnęła zęby i starała się powstrzymać łzy, napływające jej do oczu.
- Przepraszam, że jestem taka… Ja nic na to nie poradzę, ja…
- Boże! – jęknęła Maggie, przygryzając wargi.
- Cathy! Ty idiotko! – w oczach Suze zapaliły się lśniące błyski – Ty chyba nie myślisz, że ja mam do ciebie jakiś żal?!
- A nie masz? – Kata nadal walczyła ze zbierającą się w niej ochotą na płacz.
- Wiesz co, dzięki! – burknęła zakatarzonym głosem – Chyba nie myślisz, że jestem aż taką idiotką, by kogoś oskarżać o takie rzeczy. Przecież wiem, że nigdy byś mi go nie odebrała.
- Ale i tak… - wyszeptała – I tak czuje się podle…
Suze przytuliła się do niej mocno.
- Nie waż mi się rozklejać! – warknęła jej w ucho –Ja wystarczę!
Cathy zaśmiała się histerycznie po czym całkiem się rozbeczała.
- No nie! – ryknęła Maggie, patrząc na nie wilgotnymi oczami – Ja też się chyba rozryczę!!!
Lily uśmiechnęła się do Cathy szeroko ponad ramieniem Suzy. Odwzajemniła uśmiech.
- Moje wariatki! – Lily przytuliła się do nich. Po chwili dołączyła do nich Maggie ale zrobiła to tak gwałtownie, że wszystkie wylądowały na podłodze, zanosząc się śmiechem.
- Jesteśmy kompletnie porąbane! – wrzasnęła Lily i wszystkie zaczęły się drzeć w niebogłosy, aż któraś z dziewczyn z dormitorium obok wpadła do środka, sprawdzić, czy kogoś nie mordują.

***

Cathy poczuła łaskotanie na policzku. Kto ją łaskotał? Przecież w tej wierzy nie ma niczego takiego. W tej wierzy jest tylko ona, ten wielki pies i jaskółka, siedząca na parapecie i wygwizdująca wesołą melodię.
Ktoś znowu ją połaskotał.
Pręgowany kocur przeszedł po jej poduszce, dumnie unosząc ogon. Cathy otworzyła niechętnie oczy.
- Malvin… Złaź – szepnęła niewyraźnie. Przed powiekami wciąż tańczył jej obraz czarnego psa i tej jaskółki. Gdzie ona widziała tego czworonoga…? Wydawał się jej skądś znajomy…
Popchnęła kota ręką. Zwierze wylądowało na podłodze z głuchym łupnięciem i zamiauczało niezadowolone. Cathy westchnęła i przewróciła się na drugi bok.
Malvin nie dał jej spokoju. Z powrotem wskoczył na poduszczę i zaczął przechadzać się przed jej twarzą, łaskocąc ją w policzek długimi wąsami.
Zaklęła cicho i siadła gwałtownie na łóżku. Kot widząc to natychmiast zeskoczył z materaca i przystanął przy drzwiach dormitorium. Odwrócił głowę i utkwił w niej swoje wielkie, żółte ślepia.
Cathy spojrzała na niego zaskoczona. Znała dobrze zachowania kotów i od razu zdała sobie sprawę, że zwierzę czeka, aż ona pójdzie za nim.
Zwierzę… Chwilę…
Przecież to kot Syriusza!
Co on robił w ich dormitorium?
Cathy natychmiast nawiedził obraz zakrwawionego ciała Syriusza, leżącego bezwładnie na posadzce. Kot chciał jej coś pokazać, przyszedł tu sam, by ją gdzieś zaprowadzić. Na pewno jest ku temu jakiś powód.
Spojrzała na sylwetki swoich śpiących przyjaciółek. Wszystkie oddychały miarowo.
Cathy, zachowując się jak najciszej zeskoczyła z łóżka i na palcach podeszła do drzwi. Kot ,widząc to śmignął na zewnątrz. Tylko przez chwilę widziała koniec jego ogona. Uchyliła skrzypiące drzwi i wyszła na korytarz, osnuty pomarańczową poświatą z kilku dopalających się świec. Przeszła obok drzwi, prowadzących do sąsiedniego dormitorium po czy na palcach zbiegła do pokoju wspólnego.
Jeszcze nigdy nie była tu nocą, przynajmniej w ludzkiej postaci. Pokój był pogrążony w ciemności, jedyne światło padało z kominka, w którym tlił się jeszcze żar. Cathy rozglądnęła się, starając się przebić wzrokiem ciemność i znaleźć Malvina. Już chciała przemienić się w kota i rozglądnąć po pokoju z wykorzystaniem swojego super wzroku kiedy ktoś chwycił ją za nadgarstek.
Chciała krzyknąć przerażona, ale napastnik błyskawicznie zatkał jej dłonią usta. Miał duże, silne dłonie. To musiał być mężczyzna. Przycisnął się do niej mocno, tak, że nie miała jak się wyrwać. Już chciała zacząć się szarpać i walczyć z jej oprawcą, gdy ogarnął ją cudowny zapach.
Nogi się pod nią ugięły, wszystkie mięśnie dosłownie sflaczały, stając się całkowicie bezużyteczne. Cathy poczuła jak coś szarpie ją gwałtownie gdzieś w okolicach podbrzusza. To było jednak przyjemne uczucie. Bardzo przyjemne.
Nie musiała nawet usłyszeć tego głosy, by zgadnąć kim jest więżący ją człowiek.
- Nie krzycz – szepnął jej do ucha, muskając ustami jej policzek – Muszę z tobą porozmawiać.
Zamruczała cicho, bo nadal zasłaniał jej usta dłonią.
- Obiecasz, że nie będziesz krzyczeć?
Pokiwała niechętnie głową.
Odsunął dłoń od jej ust ale natychmiast chwycił ją za drugi nadgarstek, jakby bał się, że ucieknie. Odwrócił ją gwałtownie przodem do siebie. Ciemne, teraz smoliście czarne oczy zalśniły kilka centymetrów od jej twarzy.
- Cześć, Cathy – powiedział Syriusz Black aksamitnym szeptem.
Patrzyła się na niego chłodno, ale zdradzało ją łomocące serce i drżące nogi. Od piersi w dół byłą mocno do niego przyciśnięta, czuła ciepło jego ciała i twarde mięśnie nóg i brzucha.
- Czyś ty oszalał? – błogosławiła się w duchu, że jest na tyle dobrą aktorką, by opanować głos. Gdyby tego nie robiła, pewnie zamiast słów wyrwał by się jej głośny jęk.
- Nie oszalałem… - czuła zapach jego oddechu, lekko miętowy. A więc nie spał, czekał na odpowiedni moment, by wywabić ją z dormitorium na to nocne, jakże ciekawe w przebiegu spotkanie. Spotkanie, od którego miała dreszcze.
- Cathy, ja nie mogę tak dłużej – powiedział cicho. Puścił jej jedną rękę, po czym wolną dłonią objął ją w tali, jeszcze bardziej do siebie przyciskając – Nienawidzę, jak się do mnie nie odzywasz. Wiem czemu to robisz, ja też jestem wierny przyjaciołom, ale ja nie daje sobie z tym, cholera, rady…
Milczała, skupiając się całkowicie na ciągłym panowaniu nad przyspieszających oddechem. Musi się opanować, nie może stracić przed nim twarzy. Musi być zimna i bezwzględna…
- Powiedz coś – mruknął zawiedziony.
- Co? – warknęła.
- Właśnie ci wyznałem, że jestem od ciebie uzależniony. Nie rusza cię to?
- Nie bardzo – jęknęła, ale zepsuła cały efekt cichym westchnięciem, które nie umknęło jego uwadze.
- Tak myślałem – powiedział z przekąsem po czym nagle, zupełnie niespodziewanie pochylił się i ją pocałował.
Cathy już kiedyś się całowała, nawet kilka razy z kilkoma różnymi chłopakami. Teraz bezkompromisowo stwierdziła, że te poprzednie przypadki to były zaledwie niewinne całusy.
To, jak całował ją Syriusz Black, przechodziło jej najśmielsze oczekiwania. Przylgnął do niej całym ciałem, wplótł palce w jej włosy, jeszcze bardziej je plącząc i sprawiając, że Cathy prawie zemdlała z nadmiaru emocji. Jego wargi były gorące, prawie parzące i może dlatego tak dla niej atrakcyjne. Oddawała mu łapczywie pocałunki, objęła go za szyję i przycisnęła się jeszcze mocniej do jego piersi. Za jej przymkniętymi powiekami tańczyły gwiazdy, świetne odzwierciedlając to, co teraz czuła.
Syriusz szarpnął ją gwałtownie do góry, poczuła, że jego mocne ramiona uniosły ją kilka centymetrów nad ziemią. Bez namysłu oplotła go nogami, nie przestając go całować. W głowie tańczyły jej tysiące szalonych myśli, jednak żadna nie była logiczna ani spójna ale może to dlatego, że na żadnej się nie skupiała. Jej uwaga była całkowicie pochłonięta czymś innym.
Nie wiedząc kiedy Syriusz przeniósł ją na fotel obok kominka. Poczuła, że na niego pada, odrywając na chwilę swoje ciało od jego. Zareagowała na to niekontrolowanym jękiem zawodu, który został jednak szybko zagłuszony poprzez kolejny pocałunek. Syriusz jak na komendę z powrotem przytulił się do niej mocno, przyciskając ją do siebie silnymi dłońmi. Przechylili się tak, że chłopak prawie na niej leżał, czuła jego rozgrzane ciało każdym nerwem, każdym zmysłem. Wszystkie związane z Syriuszem odczucia eksplodowały w niej milionami iskierek przyjemności, które sprawiały, że całe jej ciało napinało się do granic możliwości.
Sunęła dłonią po jego twardych plecach, czując pod palcami mięśnie jak ze stali. Dłonie Syriusza zaczęły błądzik w okolicy jej paska, poczuła jak powoli, jakby z rozmysłem wsuwa rękę pod jej podkoszulek, twarde opuszki jego palców dotykały ją pieszczotliwie w okolicach pępka.
Poczuła lekki niepokój, jakieś niekontrolowane negatywne myśli napłynęły jej do głowy. Coś było nie tak, ale nie mogła zrozumieć co. Przecież było jej tak dobrze, tak przyjemnie.
Syriusz jeszcze głębiej wsunął dłoń pod jej bluzkę i sięgnął do jej piersi.
Wtedy stało się coś dziwnego. Dla Cathy przestało się liczyć to, że Syriusz był taki atrakcyjny i dotykał ją w tak niesamowity, podniecający sposób. Nagle świadomość, że pozwoliła mu na więcej niż jakiemukolwiek innemu chłopakowi, uderzyła w nią z całą siłą. Poczuła się oszukana, zdradzona, zraniona dotkliwiej niż kiedykolwiek. To, co właśnie zrobił Syriusz naruszyło jakieś niewidzialne granice, które podświadomie ustaliła jeszcze przed początkiem tej zabawy.
Zdała sobie tylko sprawę, że jej dłoń nagle napięła się i zacisnęła w pięść. Z całej siły uderzyła Syriusza w policzek, koncentrując na tym geście całą nagle zrodzoną w sobie furię.
Była pewna, że przy okazji rozwaliła mu nos, bo chrupnęło dokładnie tak samo, jak w czasie popołudniowej bitki Syriusza i Jacka. Chłopak, najwyraźniej nie spodziewając się ciosu, runął do tył i z impetem uderzył w niski stolik, przy którym Cathy i jej przyjaciółki tak często odrabiały lekcje. Usłyszała jeszcze jeden głuchy odgłos, jakby ktoś łamał drewnianą deskę a potem Syriusz zsunął się z blatu na ziemię.
- Cholera… - wydyszał. Po twarzy leciały mu stróżki krwi, jego nos był powykrzywiany w różne strony, jakby Cathy całkowicie zmiażdżyła mu kość. Chciał powiedzieć coś jeszcze ale zadławił się krwią.
Cathy dysząc głośno wstała i zaciskając wciąż pięści, wpatrywała się w leżącego na ziemi chłopaka. Serce łomotało jej dziko, jakby zaraz miało wybuchnąć. Cała się trzęsła, ale nie ze strachu ani podniecenia, ale z bezsilnej złości, która ogarnęła ją tak nagle. Nie mogła zrozumieć, jak jeszcze przed kilkoma sekundami mogła być tak zachwycona i podniecona, taka pełna pasji i uczucia. To wspomnienie było nierealne, jakby przydarzyło się nie jej ale komuś zupełnie obcemu.
- Dlaczego? – wydyszał Syriusz. Otarł rękawem krew z ust – Zrobiłem coś nie tak?
- Nie – wydyszała. Paznokcie zaciśniętych dłoni wbijały jej się boleśnie w skórę – To ja zrobiłam coś nie tak. Pozwoliłam ci się do siebie zbliżyć!
Nawet nie schyliła się nad nim, by opatrzyć rany i naprawić szkody, jakie wyrządziła. Pobiegła w stronę schodów do dormitorium, nie odwracając się ani razu. Kiedy znalazła się na ciemnej klatce schodowej, zdała sobie sprawę, że jej jedna dłoń i rękaw były mokre od krwi Syriusza. Spojrzała na nie nieprzytomnie i spostrzegła na swoim palcu wskazującym duży pierścień z fioletowym okiem, który dostała na urodziny od Lily. To on musiał przyczynić się do całkowitego pogruchotania nosa Syriuszowi.
Poczuła w sercu ponurą satysfakcję.

0 komentarze:

Prześlij komentarz