• RSS

piątek, 25 czerwca 2010

Rozdział 1 "Do Hogwartu cz. 1"

      Zanosiło się na burzę. Syl z podejrzliwością wpatrywała się w kłębiące się na niebie chmury. Kiedy samochód podskoczył niespodziewanie na jakiejś dziurze, nastroszyła gniewnie pióra i zamrugała wielkimi, bursztynowymi oczami.
Rozległ się grzmot. Sowa skwitowała to oburzonym pohukiwaniem.
- Spokojnie, Syl… To tylko deszcz.
Klatka sowy leżała na tylnim siedzeniu srebrnego mercedesa, który choć z zewnątrz wyglądał  nadzwyczaj normalnie w środku mieścił kilkanaście osób. Teraz były w nim jednak zaledwie dwie.
Obok klatki siedziała młoda, może szesnastoletnia dziewczyna. Była szczuła, wąskie, delikatne dłonie wystawały z rękawów jesiennej kurtki, spod brązowych brwi spoglądała para wyjątkowo dużych, ciemnozielonych oczu. Długie kręcone włosy układały się w lśniących splotach, a niesforny kosmyk wciąż wymykał się z niedbałego upięcia. Skórę miała jasną, tylko na policzkach widać było delikatne, różowe rumieńce, upodabniając dziewczynę do porcelanowej lalki.
 Pomijając jej nietypową urodę, coś w jej wyglądzie, sposobie w jaki spoglądała zza gęstych, czarnych rzęs, sposób w jaki niespokojnie poruszała się na fotelu, sprawiał, że wyglądała na intrygującą i niezwykłą.  Nie można jej było minąć obojętnie…
 Pierwsze krople zaczęły uderzać w szyby stojących w korku aut. Miarowy szum uspokoił sowę, która przymknęła oczy i pogrążyła się w śnie.
Za oknem ktoś zatrąbił, rozległ się krzyk i ostre przekleństwo.
- Co za niewychowane bydlęta!
Zielonooka dziewczyna poruszyła się na swoim siedzeniu, odwracając wzrok w stronę krzesła kierowcy. Zobaczyła w lusterku przenikliwe spojrzenie kobiety w średnim wieku, o jasnych oczach i blond włosach ułożonych starannie i splecionych w warkocz. Kobieta ściągnęła usta, postukując palcami w kierownicę.
- Nienawidzę takiego grubiańskiego zachowania - powiedziała oburzonym  tonem, rzucając siedzącej z tyłu dziewczynie spojrzenie jadowitego węża, jakby to ona była autorką przekleństw, które przed chwilą obie usłyszały.
- Nigdy mi proszę nie używać takich słów, Catherine! Zrozumiałaś? Tak zachowują się tylko mugole! Zero klasy! – powiedziała napastliwym tonem. Samochód ruszył do przodu, zbliżając się o kilka metrów do świateł na skrzyżowaniu.
- Dobrze ciociu… - odparła. Odgarnęła spadający jej na twarz kosmyk i znów spojrzała na szybę, po której płynęły teraz strumienie wody.
-Wiesz, że przez pracę mam uprzedzenia. To, co muszę wysłuchiwać za każdym razem, gdy znajdujemy się w miejscu incydentu by pomóc tym biednym, nieświadomym niczego ludzikom, muszę wysłuchiwać tych wrzasków… Brr, co za okropny styl życia, co za marnotrawstwo czasu. Te ich komputery, telewizory…
- Przecież to nie ich wina, że są tacy. Myślę, że chętnie by do nas dołączyli.
- Ależ oczywiście! – kobieta podniosłą jeszcze bardziej głos, tak, że sowa, która do tej pory spała z głową wciśniętą pod skrzydło, potoczyła nieprzytomnym spojrzeniem po wnętrzu auta – Oczywiście, że chcieliby się do nas wkraść, skorzystać z naszej mocy, z naszej władzy i wiedzy. Każdy by tak chciał. Ale myśmy na to zapracowali, Cathy, zapracowaliśmy sobie uczciwie. Pamiętaj o tym, moja droga. Im nie można ufać.
- Ciocia uważa się za lepszą tylko dlatego, że jest czarodziejką? – dziewczyna spojrzała z niechęcią na jasne włosy, sterczące znad oparcia fotela – To nie jest cioci zasługa, po prostu miała ciocia szczęcie i tyle.
- Nie waż się tak mówić, moja droga! – kobieta zmarszczyła groźnie brwi – Zasłużyłam na to, podobnie jak i ty.
- No tak, bo w czasie narodzin miałaś bardzo duży wpływ na to, kim będziesz… - mruknęła cicho Cathy, odwracając spojrzenie.
- Co tam mamroczesz? – palce zabębniły w kierownicę.
- Nic takiego, ciociu – potulny ton uspokoił kobietę. Cathy włożyła dłoń przez pręty klatki, pogłaskała delikatnie sowę po miękkim grzbiecie.
Samochód znów ruszył, jednak tym  razem rozpędził się,  minął skrzyżowanie i pomknął jedną z głównych ulic Londynu.
- Już prawie jesteśmy. Na pewno masz wszystko? – jej matczyny ton rozdrażnił Cathy. Nigdy nie zaakceptowała ciotki Lucy, uważała ją za nadętą, chłodną kobietę, z tą swoją bezgraniczną manią czystości. Skinęła głową, jednak przypomniała sobie, że przecież kobieta na nią nie patrzy wiec rzuciła krótkie i nieuprzejme „tak”.
- Wejdę z tobą na peron. – samochód  już wyjeżdżał na parking przed Dworcem Centralnym, koła szurały po mokrej jezdni. Nadal padało. – Chcę zobaczyć ten wasz pociąg.
Prychnęła, jakby pomysł jazdy do szkoły pociągiem uważała za tak samo niegodny, jak zadawanie się z nie magicznymi ludźmi.
- Wysiadamy – rzuciła władczym  tonem  ciotka. Cathy posłusznie wyszła z samochodu, przykrywając poprzednio klatkę z Syl swoją kurtką. Ciotka rozłożyła szeroki parasol, który natychmiast zaczął odbijać krople wody znajdujące się w odległości kilku metrów od nich. Cathy otwarła bagażnik i wytaszczyła ze środka wielki, czarny kufer z herbem przedstawiającym dwie różdżki, skrzyżowane ze sobą. Jedno spojrzenie na ten obrazek obudził lawinę wspomnień. Cathy powstrzymała następną łzę, która już chciała popłynąć z jej wielkiego, zielonego oka.
- Chodźmy, Catherine! – ciotka Lucy ruszyła dumnym krokiem przez parking, szeleszcząc czarną szatą. Kilka osób, wysiadających z samochodów spojrzało na nią z zaciekawieniem. Widząc ich wzrok ciotka Lucy wyciągnęła szyję i wysunęła podbródek, nadając swojej postawie władczości. Cathy posłusznie szła za nią, ciągnąc kufer.
Dotarły na peron. Dziewczyna bez słowa załadowała kufer i klatkę z Syl na wózek i popchnęła go w stronę peronu dziesiątego.
- A wiec… – ciotka zmrużyła jasne oczy, obrzucając krytycznym spojrzeniem peron i nowoczesny pociąg, który właśnie wjechał na stację – Wytłumacz mi jeszcze raz, co mamy zrobić.
- To proste – odparła Cathy i rozglądnęła się wokoło, napotykając spojrzenie zaciekawionego maszynisty – Po prostu musimy przejść przez barierkę między peronem dziewiątym i dziesiątym a znajdziemy się na peronie dziewięć i trzy czwarte. Tak mówiła pani profesor.
- Och, fantastycznie – odparła kobieta z niechęcią, po czym ruszyła żwawym krokiem w stronę owej barierki. Cathy rzuciła jej wściekłe spojrzenie. Ciotka odnosiła się pogardliwe do wszystkiego, co w jakikolwiek sposób odbiegało od norm jej ułożonego świata. Była absolutnie przeciwna zmianom. Cathy nie lubiła jej nastawienia do życia. Drażniło ją zachowanie krewnej: jakby uważała się za lepszą, choć wcale lepsza nie była.
A najbardziej nienawidziła ją za słowa, jakie często wypowiadała pod adresem jej taty. W tych chwilach z trudem powstrzymywała się od trzaśnięcia jej w twarz.
Ciotka już dotarła do barierki. Kiedy spostrzegła, że jej siostrzenicy nie ma przy boku, odwróciła się i rzuciła jej rozkazujące spojrzenie.
- Mamy jeszcze dziesięć minut do odjazdu twojego pociągu – powiedziała kobieta, spoglądając na zegar, wiszący nad ich głowami – Lepiej się pośpieszmy, znajdziesz sobie chociaż jakieś miejsce.
Cathy wzięła oddech  i popchnęła wózek w stronę barierki. Nie bała się uderzenia, choć nigdy jeszcze tego nie robiła. Przymknęła powieki. Kiedy po chwili je otwarła była już na peronie.
Spodobał jej się od razu. Wielka czerwona lokomotywa osnuwała chodnik parą, wydając z siebie dudniące odgłosy. Po peronie biegali uczniowie, nawołując przyjaciół, szukając swoich zwierzątek. Byli różnego wzrostu i postury. Cały obrazek, mimo wciąż padającego drobnego deszczu, sprawiał wrażenie sympatycznego. Cathy wzięła głęboki oddech i ruszyła z nadzieją przed siebie. Przyszło jej  na myśl, że może nie będzie tak źle.
Nie zdążyła zrobić nawet kroku kiedy czyjaś ręka złapała ją za ramię. Ciotka Lucy spojrzała na nią karcąco.
- Idziesz ze mną, młoda damo- powiedziała swoim chrapliwym głosem, patrząc na nią z góry. Cathy skinęła głową. Ruszyły obok siebie, pozwalając by tłum je zagarnął i popchnął w stronę najbliższego wagonu.
- Mama! – jakaś drobna dziewczynka o mysich ogonkach przebiegła obok nich, rzucając się w objęcia jakiejś kobiety – Oni zabrali mi Pusię i nie chcą oddać!
Mogła mieć najwyżej dwanaście lat. Cathy uśmiechnęła się i ruszyła dalej.
- Popatrzcie! – wysoki chłopak z plątaniną jasnych włosów, piegowaty i chudy jak kij od miotły pokazywał grupie może trzynastoletnich dziewcząt kolekcję kryształowych, lśniących  kulek, które podskakiwały żywo na dnie przeźroczystej, plastikowej torby. Tuż za nimi jakaś starsza dziewczyna przywitała się wylewnie ze swoim chłopakiem w sposób całkowicie nie werbalny. Niedaleko grupa wymalowanych i wystrojonych dziewcząt rozprawiała żywo na jakiś temat, rzucając co chwila ukradkowe spojrzenia w stronę grupy chłopców, którzy śmiali się donoście z właśnie opowiedzianego kawału.
Zwykła szkoła pomyślała Cathy i uśmiechnęła się do siebie. Wzięła jeszcze jeden głęboki oddech. Będzie fajnie. Na pewno!
- Catherine, ładuj kufer! – władczy głos wyrwał ją z zamyślenia. Ciotka złapała za rączkę wózka – I właź tam, za dwie minuty odjazd.
Cathy, ciesząc się w duchu, że wreszcie uwolni się od swojej opiekunki, złapała kufer i pociągnęła go w stronę drzwi. Ciotka przypatrywała się temu z niezadowoleniem.
Pociąg zagwizdał przeraźliwe. Stojący jeszcze na peronie uczniowie pospiesznie zaczęli ładować się do przedziałów.
- Cathy – ciotka podeszła do okna – Życzę miłego roku .
Dziewczyna uśmiechnęła się niemrawo.
- Znajdź sobie jakichś miłych i wychowanych towarzyszy – omiotła spojrzeniem peron, teraz pełen rodziców, żegnających się z dziećmi, jakby szukała odpowiedniego kandydata – Zachowuj się!
W jej głosie dosłyszała ostrzegawczą nutę. Skinęła tylko głową i znów uśmiechnęła się niepewnie.
Pociąg ruszył. Cathy poczuła szarpnięcie, jednocześnie czując narastające podniecenie i ciekawość. Nie wiedziała jeszcze czego może oczekiwać w Hogwarcie. Nadszedł czas by się przekonać.
-Catherine, do widzenia! – zawołała ciocia. Cathy pomachała jej dłonią.
- Do widzenia!
Pociąg nabrał szybkości. Jeszcze przez chwilę widziała ją, stojącą wśród tłumu rodziców a potem skręcili gwałtownie i peron zniknął jej z oczu.
Rozglądnęła się. Większość uczniów już znalazło przedziały. Teraz po korytarzu przechadzali się już bez bagażów, szukając swoich znajomych. Cathy pociągnęła za uchwyt kufra i ruszyła przed siebie, zaglądając przez szyby do przedziałów. Miarowy stukot pociągu towarzyszył jej przy każdym  kroku.
Przeszła całe dwa wagony. Każdy był pełen rozgadanych uczniów, który nie przejmowali się szumem deszczu za oknami i grzmotami. Jak miło by było już ich wszystkich znać i po prostu do nich dołączyć, pomyślała.
Weszła do trzeciego wagonu i na samym początku,  ku wielkiej uldze zobaczyła wreszcie wolny przedział. Otworzyła kopniakiem drzwi i weszła do środka, władowała kufer na półkę po czym natychmiast zajęła miejsce pod oknem. Klatkę z Syl położyła obok siebie na fotelu.
Dopiero teraz zauważyła, że wagon wcale nie był pusty. Pod drzwiami leżały już dwa kufry a przez oparcie jednego z siedzeń przewieszony był płaszcz przeciwdeszczowy. Cathy już chciała z powrotem wstać i zacząć od nowa poszukiwania przedziału, ale było na to za późno. Drzwi rozsunęły się i weszły właścicielki kufrów.
Jedna miała płomienno rude włosy, lekko pofalowane i zielone oczy, tak samo jaskrawe jak jej ale mniejsze. Druga była bardzo szczupła, miała brązowe oczy i blond włosy, proste jak druty. Jej jasne policzki pokryte były wdzięcznymi, jasnobrązowymi piegami.
- Cześć – powiedziała ta ruda, zaskoczonym ale uprzejmym  głosem.
- Przepraszam was – Cathy spoglądała na nie niepewnie, nerwowo ogarniając włosy z czoła– Dopiero teraz weszłam i nie zauważyłam, że przedział jest zajęty...
-Coś ty, nie ma sprawy – uśmiechnęła się. Wyglądała na miłą i pogodną dziewczynę. Uśmiech miała szczery, obejmował całą twarz. Za to piegowata blondynka spojrzała na Cathy nieco podejrzliwie.
- Dzięki – Cathy spojrzała  na nią z wdzięcznością – Strasznie tu pełno.
- Ano – ruda usiadła – Jestem Lily.
- Ja jestem Maggie – blondynka odezwała się po raz pierwszy. Teraz i ona się uśmiechała.
- Cathy Austen. Miło mi was poznać.
- I nawzajem – ruda skinęła głową, po czym zabrała się za zwijanie płaszcza. – Nie widziałam cię nigdy wcześniej.
- Ja też nie – Maggie przyjrzała się jej uważnie, jak jakiemuś interesującemu okazowi – a chyba powinnyśmy cię kojarzyć. W końcu cztery lata to trochę, no nie?
- Nic dziwnego, że mnie nie kojarzycie – spuściła wzrok, zaciskając dłonie na obiciu fotela – Nie było mnie w Hogwarcie. To mój pierwszy rok.
- Ale…
- Nie jestem pierwszakiem, idę do piątej klasy.
- To tak jak my – Lily uśmiechnęła się – Ale czemu wcześniej cię nie było? Byłaś w innej szkole?
- Tak – Cathy pokiwała głową – W Beauxbatons…
Obydwie spojrzały na nią z zaciekawieniem.
- Wow… Nigdy nikogo stamtąd nie spotkałam.
- A czemu tam już nie chodzisz? – Maggie wychyliła się do przodu, nie chcąc uronić ani słowa.
- Hmm… - Cathy odwróciła spojrzenie do okna, wpatrując się przez chwilę w przewijające się za oknem krajobrazy – Bo mnie wyrzucili…
Na kilka sekund zapadła cisza.
-Ale… Czemu? – Lily wyglądała na zaskoczoną – Nie wyglądasz na kryminalistkę.
Cathy spojrzała na dziewczyny i uśmiechnęła się tajemniczo.
- Nie wyglądam?
Obie spojrzały na nią z niedowierzaniem.
Tylko się zaśmiała.
- Żartowałam. A jeśli chodzi o wyrzucenie, to cóż...To nie była przyjemna sprawa. Chodzi o to, że… Moja koleżanka… - skrzywiła się – no dobra, nie koleżanka. Nie za bardzo się lubiłyśmy. Byłyśmy największymi wrogami. Ona strasznie mnie nie cierpiała, ja jej też, może dlatego, że zawsze we wszystkim rywalizowałyśmy. Zresztą, nieważne… Kiedyś przyłapała mnie jak… Zmieniam się w zwierzę.
Maggie szybciej niż Lily skojarzyła fakty.
- Jesteś animagiem?! – wydarła się, otwierając oczy jeszcze szerzej.
- No tak… - Cathy zmieszała się lekko.
- Kurde!
Lily spojrzała na nią z niekłamanym podziwem.
- Zawsze chciałam być animagiem. Tyle o nich czytałam ale nawet mi się nie marzyło, żeby spróbować.
- Bardzo trudno jest się tego nauczyć. Spędziłam na tym trzy lata. I nie mówię o jakichś sporadyczny zrywach ale o regularnym, codziennym ćwiczeniu.
- Ale zarejestrowałaś się tak?... Chyba, że…
Oczy Lily były teraz tak wielkie jak oczy Maggie.
- No właśnie – skwitowała kwaśno Cathy.
- Jasny gwint… jesteś nielegalna! – w głosie Maggie słychać było podziw. Lily spojrzała na nią karcąco, jakby chciała powiedzieć, że wcale nie pochwala takiego zachowania. Cathy dostrzegła czerwono-złotą plakietkę, przypiętą na jej bluzce, na której widniało duże P. Prefekt. W Beauxbatons też mieli takich.
- Ale już nie jestem. Jak Stacy naskarżyła to mnie zapisali. No i wywalili przy okazji… W tamtej szkole bardzo duży nacisk kładzie się na przestrzeganie regulaminu… Wcale nie trzeba aż tak przeskrobać, żeby wylecieć. Ja byłam jednym z… - uśmiechnęła się kpiąco – cięższych przypadków.
- Wylali cię za bycie nielegalnym animagiem?
- Dokładnie.
- No ale przecież nadal możesz się przemieniać! – Maggie była wyraźnie zainteresowana tą historią.
Cathy zawahała się… Powiedzieć prawdę? Właściwie ich nie zna, choć wydają się fajne…. Nie, jeszcze nie…Może kiedyś.
- Nie mogę… Nałożono na mnie wiele zaklęć blokujących i wiążących. Nie mogę się przemieniać, choć mogłabym, gdyby udało mi się zerwać te więzy.
- Nie próbowałaś?
Cathy wyszczerzyła zęby do Maggie.
- Jasne, że tak ale powiedzmy, że to wymaga czasu.
- Szkoda, że nie możesz się przemieniać. Chętnie bym coś takiego zobaczyła.  – Lily pokiwała ochoczo głową - Ale właściwie czemu się nie zarejestrowałaś?
- Wolałam, żeby nikt nie wiedział, że jestem animagiem. Mogłam być wolna, przechadzać się po szkole o każdej porze dnia i nocy.
- Niesamowite możliwości… – Maggie spojrzała na lampę rozmarzonym wzrokiem.
Lily zachichotała, patrząc z rozbawieniem  na swoją przyjaciółkę.
- A w kogo się zmieniałaś? –dodała po chwili, świdrując Cathy wzrokiem.
- W kota. Takiego zwykłego, czarnego dachowca.
- Ale bajer – jęknęła Maggie.
- Chciałabyś tak, co nie? – spytała Lily, rzucając przyjaciółce taksujące spojrzenie.
- A kto by nie chciał?! – powiedziała blondynka oburzonym tonem – Ty też byś tak chciała! Znam cię!
- Właśnie, może teraz  wy powiecie coś o sobie? – Cathy usiadła na fotelu po turecku, wpatrując się w siedzące przed nią dziewczyny z wyczekiwaniem.
- No dobra, ja zacznę. – Lily odchrząknęła, zakładając kosmyk włosów za ucho – Jestem Lilianne Evans, chodzę do szkoły Magi i Czarodziejstwa Hogwart, jestem uczennicą piątej klasy.
- I prefektem – dodała złośliwym tonem Maggie.
- Och, to też – Lily zarumieniła się lekko – Uczę się raczej.. Eee, dobrze.
- Ehę… - Maggie prychnęła – Dobrze? Perfekcyjnie, niesamowicie. jest pupilką nauczycieli.
 - Możesz się przymknąć? – Lily spojrzała na nią z wyższością. Cathy parsknęła śmiechem a Maggie mrugnęła do niej okiem.
- Mam siostrę – Lily wyciągnęła dłoń i zaczęła wyliczać na palcach – Mamę i tatę. No i mieszkam w Londynie. Ah, no i pochodzę z rodziny mugolskiej. – Dodała jakby po namyśle i spojrzała wyczekująco w stronę Cathy.
Ta tylko uśmiechnęła się do niej promiennie.
- Nie przejmuj się, nie należę do tego typu ludzi o jakich myślisz. W nosie mam czystą krew i te inne bzdury.
- To dobrze, bo ja też nie jestem czyścioszkiem – Maggie wyszczerzyła do niej zęby – Mój tata jest mugolem.
- Popatrz – Cathy rozpromieniła się – To zupełnie jak mój!
Jednak dokładnie w tym momencie dobry humor ją opuścił. Tata… Nie trzeba było o nim teraz myśleć.
- Stało się coś? – zapytała Lily, dostrzegając jej wahanie.
- Nie żyje… - powiedziała sucho, a kiedy dalej patrzyły na nią z zaskoczeniem dodała: - Mój tata. Umarł jak miałam jedenaście lat. W wypadku. W zwykłym, samochodowym wypadku. Nawet u Świętym Munga go nie poskładali.
- To smutne – powiedziała cicho Lily.
Cathy spojrzała na nią zaskoczona. To stwierdzenie było niepodobne do typowych reakcji innych, kiedy mówiła o swoich rodzicach. Wszyscy mówili, że im przykro albo, że na pewno musi być jej ciężko.
- Tak… Smutne – Cathy zapatrzyła się w okno. Ogarnęła ją dziwna melancholia – Bardzo smutne…
- A co z twoją mamą? – zapytała poważnym tonem Maggie.
- Nigdy jej nie znałam. Umarła rok po moich narodzinach. Nie zapamiętałam nawet jej twarzy, mogłam zobaczy ją tylko na fotografiach.  
- Oh – wyrwało się Maggie.  Lily spuściła wzrok.
- Szkoda, że jej nawet nie znałaś – dodała po chwili rudowłosa, unosząc głowę.
Cathy nie wytrzymała przenikliwego spojrzenia zielonych oczu. Odwróciła szybko głowę, mrugając by pozbyć się łez, napływających jej spod powiek.
- A więc kto się tobą teraz opiekuje? Twoi krewni? – Maggie wsparła podbródek na dłoniach .
- Tak. Moja ciocia. Dlatego nie poszłam do Hogwartu. Jestem Angielką, tu się urodziłam, tyle że po śmierci taty zaopiekowała się mną siostra mamy. A ona mieszka we Francji, razem z mężem i dziećmi.
- No i wylądowałaś w Beauxbatons – skwitowała Maggie, kiwając głową ze zrozumieniem.
- Dokładnie. A właśnie, Maggie! – Cathy kiwnęła na nią głową – Jeszcze tylko ty nie mówiłaś nic o sobie.
- Oh, rzeczywiście – Lily rzuciła przyjaciółce wściekłe spojrzenie – No popisz się. Zaraz zobaczymy, jak to jest jak ci ktoś ciągle przerywa.
-Dobra, dobra nie wściekaj się tak – Maggie pokręciła głową z niedowierzaniem – Ona ma tak zawsze. Jest strasznie wrażliwa. Auu!
Lily trzepnęła przyjaciółkę w głowę swoim płaszczem.
- Lepiej powiedz coś o sobie!
- Okej, już! A więc: mam czworo rodzeństwa – Cathy zrobiła wielkie oczy a Maggie zaśmiała się pogodnie – Ja jestem piąta. Dwójka braci, dwie siostry.
- Są w Hogwarcie?
- Nie – Maggie pokręciła głową a jej długie blond włosy rozsypały się wdzięcznie wokół twarzy, uderzając ją w policzki – Chłopcy to bliźniaki, mają cztery lata. Jedna siostra, Diana jest starsza ode mnie o sześć lat więc jest już dawno po szkole. A jedna siostra idzie do Hogwartu dopiero za rok.
- Pewnie twój tata się ucieszył, kiedy wreszcie urodzili mu się synowie? – Cathy uśmiechnęła się do koleżanki.
- Oh, żebyś go widziała. Darł się tak, że sąsiadka przyszła go uspokajać. A jak jej powiedział, czemu się tak wydziera to ona też zaczęła krzyczeć i skakać jak wariatka– Wesoły błysk zatańczył w oku Maggie.
- Zawsze chciałam mieć rodzeństwo – Cathy spojrzała rozmarzonym wzrokiem na Maggie – Masz strasznie fajnie.
- Och, nie przeczę, chociaż czasami mam ich wszystkich dość.
- Moja siostra  mnie nienawidzi… – Lily posmutniała – Jak się dowiedziała, że mnie przyjęli do Hogwartu przestała się do mnie odzywać, no chyba, że chce mi dokuczyć.
- Jest zazdrosna?
- Jakbyś zgadła – Lily spojrzała wymownie w sufit.
- Mówiłam ci, żebyś się nie przejmowała. Kiedyś jej przejdzie – Maggie poklepała ją po plecach.
- No, właśnie widzę. Nieźle jej idzie to przechodzenie, przez cztery lata…
- Bo to przypadek szczególny –powiedziała blondynka tonem znawczyni – Przecież to twoja siostra, nie może cię nienawidzić.
- Zdziwiłabyś się…
Cathy objęła rękami kolana, spoglądając na obydwie dziewczyny z zachwytem. Nie spodziewała się, że tak szybko spotka kogoś, z kim będzie jej się tak dobrze rozmawiało. Zawsze była wybredna jeśli chodziło o przyjaźnie dlatego spodziewała się, że będzie musiała dłużej szukać. A tu proszę, jaka miła niespodzianka. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
Czas mijał dziewczyną w niewiarygodnym tempie. Po opowiedzeniu nawzajem swoich historii zaczęły rozmawiać na inne, błahe tematy takie jak chłopaki, ciuchy czy nauczyciele. Cathy ucieszyła się, gdy usłyszała, że podobnie jak ona, ani Maggie ani Lily nie miały jeszcze żadnych doświadczeń w kontaktach damsko-męskich.
- Choć Lil mogła już dawno mieć! – Maggie rzuciła jej karcące spojrzenie – Potter tak na nią leci, że aż się iskry sypią.
Lily parsknęła.
- Nie rozśmieszaj mnie. On mnie strasznie drażni!
- No… - Maggie zrobiła wielkie oczy i dodała kpiarskim tonem – To faktycznie może człowieka drażnić, jak taki przystojny gość jak on drze się przez pół korytarza: „Umówisz się ze mną, Evans?!”
Cathy roześmiała się pogodnie, biorąc z kupki leżącej na siedzeniu obok niej kolejną czekoladową żabę. Niedawno pojawiła się czarownica z wózkiem z przekąskami. Cathy była już nieźle głodna – rano prawie nie tknęła śniadania, bo nerwy skręcały jej żołądek. Teraz nakupiła tyle słodyczy ile mogła unieść, po czym wszystkie trzy rozłożyły się wygodnie obok siebie i obżerały do woli, nie przejmując się kaloriami.
- A żebyś wiedziała, że za którymś razem to się robi totalnie żenujące! – powiedziała Lily, podnosząc głos.
- Naprawdę ten Potter tak się zachowuje? – Cathy patrzyła na koleżankę roześmianymi oczami.
- Ano.. – Lily burknęła, przyglądając się swojemu ciasteczku – I to za każdym razem, gdy przechodzę.
- Przesadzasz – powiedziała Maggie z pełnymi ustami – Tylko w osiemdziesięciu procentach przypadków.
Cathy zaśmiała się jeszcze głośniej.
W tym momencie rozwarły się drzwi do przedziału i stanęła w nich wysoka, szczupła blondynka. Długie, kręcone, prawie białe włosy spływały jej na plecy. Rozglądała się po przedziale z lekceważącą miną. Miała lekko zadarty nos i ciągle otwarte usta, które upodobniały ją do jednej z tych głupich blondynek z mugolskich kawałów. I można by ją za taką uznać, gdyby nie jej zimne, niebieskie oczy. Cathy od razu rozpoznała w niej jedną z dziewcząt należących do szkolnej elity. Jej przypuszczenia się potwierdziły, kiedy się odezwała.
- Ach, więc to ty jesteś ta nowa. – jej ton był równie lekceważący i pogardliwy co mina – Zastanawiałam się, w jakim przedziale cię znajdę.
- Spadaj Laurence! – Maggie wstała, mrużąc oczy. Cathy rzuciła jej szybkie spojrzenie po czym odezwała się do przybyłej.
- No więc mnie znalazłaś. I co teraz?
Na twarzy blondynki pojawił się wredny uśmiech.
- Wiesz, chciałam się przekonać, czy naprawdę jesteś taka super sexy, jak mówią ci idioci z Hufflepuffu…
- Och, to wreszcie się przekonałaś, że tak jest w  istocie, więc możesz już spadać. Rozmawiamy, jeśli nie zauważyłaś.
Zmrużyła groźnie oczy.
- Właśnie chciałam  powiedzieć, że się mylili, ale…
- Och, przepraszam więc, że ci przerwałam – Cathy uśmiechnęła się pogardliwie - Widzę, że gustujesz w dziewczynach, ale od razu mówię, że nie jestem chętna.
Laurence otworzyła szeroko oczy. Najwyraźniej nie była przyzwyczajona do tego typu odpowiedzi.
- Boże – prychnęła Cathy – Nie dość, że zboczona to jeszcze głucha. Spadaj, nie słyszałaś!?
- Jeszcze zobaczysz. – warknęła – Ze mnie się nie kpi!
- Właśnie widzę.
Blondynka rzuciła jej jeszcze jedno pełne wrogości spojrzenie i wycofała się z przedziału. Przez szybę drzwi, które zatrzasnęły się za nią zobaczyła jak podchodzi do grupy dziewczyn bardzo podobnych do niej i mówi coś cicho. Wszystkie przysłuchiwały się z uwagą, a kiedy tamta skończyła, rzuciły w stronę ich przedziału zaciekawione spojrzenia i odeszły.
- Jesteś niesamowita! – krzyknęła Maggie, łapiąc się za głowę – Czy ty zdajesz sobie sprawę, że właśnie pożarłaś się z najpopularniejszą laską w szkole!
- Domyśliłam się tego. No wiesz, po tym tępym spojrzeniu i otwartych ustach.
Lily i Maggie ryknęły śmiechem, a ta pierwsza po chwili dodała:
- Ale nie powinnaś się tak do niej odzywać, może naskarżyć.
- No co ty – Maggie spojrzała na Lil z niedowierzaniem – Nigdy nikomu nie powie, co mówiła Cathy, bo by się przyznała, że ktoś ją skasował – wyszczerzyła się do Cathy, a w jej oczach zabłyszczał szacunek.
- Jakie szczęście, że siadłaś w naszym przedziale – Lily pokiwała gorliwie głową – Przynajmniej w tym roku Laurence nie będzie się nas czepiać.
- Oczywiście, że nie będzie – prychnęła Maggie opadając z powrotem na fotel – A nawet jak spróbuje, to dostanie taki wycisk, że popamięta i już więcej nie otworzy tej swojej popapranej gęby.
- Zawsze byłam niezła w pyskówkach – Cathy uśmiechnęła się złośliwie – Może dlatego nie miałam wielu przyjaciół. Wszyscy uciekali w popłochu.
- No co ty?! – Maggie pokręciła głową z niedowierzaniem – Przecież taki przyjaciel to skarb.
- Byłam zajęta – wytłumaczyła – No wiecie, to moje animagowanie. Trochę czasu to zabierało. Nie miałam czasu dla przyjaciół czy potencjalnych chłopaków – Cathy uśmiechnęła się pod nosem.
- Ale przecież musiałaś mieć powodzenie!? – Maggie spojrzała na nią z niedowierzaniem – Słyszałaś co mówiła ta idiotka – wskazała głową na drzwi przedziału – Ci idioci z Hufflepuffu…Pewnie się poczuła zagrożona…
- Maggie, nie tym tonem bo odnoszę wrażenie, że jesteś zazdrosna– Lily pokręciła głową  z niesmakiem– Przecież chłopcy cię lubią.
- Właśnie lubią.. Nic więcej! – pokręciła głową z niedowierzaniem, ładując sobie do ust kolejną porcję słodyczy.
Za oknami zrobiło się już całkiem ciemno. Nad ich głowami zapaliły się lampy, rzucając migotliwe światło a Maggie, Lily i Cathy czuły się tak, jakby znały się do dawna.
Co pół godziny Lily chodziła sprawdzać, czy w pociągu wszystko jest w porządku – jako prefekt miała taki obowiązek. Kiedy wróciła do ich przedziału z jednego z takich pochodów powiedziała przejętym tonem.
- Cały pociąg o tobie gada – popatrzyła na Cathy niepewnie.
- Pewnie niezbyt miłe rzeczy – powiedziała lekceważąco dziewczyna – Jedyną osobą, która mogła o mnie coś powiedzieć, to ta blondyna, no nie…
- Albo ci idioci z Hufflepuffu.
Cathy wyszczerzyła do Maggie zęby.
- Ja bym się tam nie śmiała – Lily skrzywiła się – Ona mówi wszystkim, że jesteś jakąś tępą zdzirą.
- Zadziwiające, jak ona potrafi siebie opisać, no nie? – Maggie pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem – Szkoda, że potem nie umie dobrać odpowiedniego imienia do opisu.
Lily i Cathy zaśmiały się a Lily dodała:
- A tak w ogóle to się przebierzcie. Za pól godziny będziemy.
Cathy poczuła, że wraca zdenerwowanie. Prawie całkiem zapomniała, że jedzie do nieznanego jej miejsca. W towarzystwie dziewczyn czuła się tak swobodnie.
Lily i Maggie zaczęły grzebać w swoich kufrach w poszukiwaniu szkolnych szat wiec Cathy poszła w ich ślady. Już po chwili wszystkie trzy były w swoich szkolnych mundurkach. Cathy dostrzegła, że każda z dziewczyn ma już na sobie krawat w złoto-czerwone paski. Coś ją tknęło.
- Gryffindor – powiedziała głucho.
- Słucham? – zapytała Lily, unosząc wzrok znad torby.
- Nie wiem jeszcze w jakim będę domu… A co, jak trafię do innego niż wy… Na przykład do Slytherinu…
Przełknęła głośno ślinę.
- No co ty, na pewno nie trafisz do tego siedliska gadów! – Maggie skrzywiła się – Po prostu powiedz Tiarze, że chcesz być w Gryffindorze to weźmie to pod uwagę.
- Co? – Lily spojrzała zaskoczona na przyjaciółkę – Ale przecież ona sama ocenia.
- No właściwie to tak, ale ja na przykład  jak tylko tam usiadłam to natychmiast zaczęłam się modlić. No wiesz, coś w stylu: „Tylko nie Slytherin, błagam!” No i ona, znaczy się Tiara powiedziała, że jak nie chcę iść do Slytherinu to proszę bardzo, szanuję moją wolę. I potem wiecie, co było – uśmiechnęła się szeroko.
- Dobrze to pamiętam – Lily spojrzała nieprzytomnie w okno – Miałam strasznego stresa. Myślałam, że Tiara po prostu nic nie powie i wtedy będę musiała wracać -  wzdrygnęła się.
- Chyba wszyscy się tego baliśmy – Maggie złapała za rączkę kufra i ustawiła go w wygodnej pozycji, tak by bez problemu mogła go unieść. Cathy zrobiła ze swoim to samo po czym podniosła klatkę z Syl, która prawie całą drogę spała i postawiła ja na podłodze. Przykucnęła i szepnęła do sowy:
- Zaraz będziemy, Syl. Zobaczymy Hogwart.
Sowa otworzyła niechętnie jedno brązowe oko.
- Hej – powiedziała Lil podniesionym głosem – Zauważyłaś Meg, że ani razu nie wpadli tu Huncwoci.
- Faktycznie – Maggie posłała zdumione spojrzenie w stronę drzwi – W czasie każdej podróży do albo z Hogwartu wpadali z dziesięć razy. Pewnie się ciebie przestraszyli - posłała ironiczne spojrzenie w stronę Cathy.
- Jacy Huncwoci? – zielonooka odgarnęła kilka włosów, które przylepiły jej się do szminki.
- No wiesz – Maggie prychnęła rozbawiona, taksując Lily wzrokiem – Myślę, że Lil ci wytłumaczy.
- Boże – rudowłosa pokręciła głową – Maggie, weź se daj siana z tym Potterem.
- Nie, nie dam! Pasujecie do siebie. – dziewczyna wystawiła jej język.
- To Potter jest wśród tych całych Huncwotów?
- No jasne – Lily pokiwała gorliwe głową – On jest takim jakby ich przywódcą.
- On i Syriusz Black – dodała Maggie podniesionym głosem.
- No właśnie – Lily oklapła na siedzenie obok Cathy – To tacy szkolni idole.
- Coś w stylu elity? – zapytała tamta, marszcząc brwi.
- Nie, nie! To opiera się na zupełnie innych zasadach… Nie wiem jak ci to wytłumaczyć, musisz ich najpierw poznać. Oni są zupełnie inni niż taka Laurence i ta cała jej grupa wzajemnej adoracji.
- Dokładnie, to są bardzo fajni ludzie – dodała Maggie – A gwarantuje ci, że ich poznasz, bo są z nami w bliskich kontaktach.
- No, właściwie to jesteśmy przyjaciółmi – Lily uśmiechnęła się do samej siebie.
- I wszystkie laski nam tego zazdroszczą – Maggie zachichotała jak dwulatka.
- Czemu? – Cathy też się uśmiechnęła na widok szelmowskiego błysku w oczach koleżanki – Są aż tak popularni?
- Jakbyś zgadła! – Lily pokręciła z niechęcią głową.
- Ale to głównie z powodu Syriusza – Mag złapała ostatni batonik leżący na fotelu i wepchnęła go sobie w całości do ust.
- Co? – zapytała, widząc ich rozbawione miny.
- Wyglądasz jak idiotka – odparła Lily
- Zupełnie tak jak ty.
- Chcesz dostać?!
- Ej, laski! – Cathy zachichotała – Nie kłóćcie się i zamiast tego wytłumaczcie mi, kto to Syriusz.
- To szkolne bóstwo – Maggie znów przybrała ton znawczyni – Najseksowniejszy facet w tej budzie. Wiesz, taki nieosiągalny ideał. Wszystkie laski na niego lecą, a jak nie lecą to na pewno nie zaprzeczą, że jest zabójczo przystojny.
- Właśnie, można uważać, że ktoś jest przystojny ale wcale nie musisz być w tej osobie zakochana, prawda? – powiedziała Lily, odwracając się do Cathy
-No tak, ale…
- No właśnie! – Lily tryumfalnie klasnęła w dłonie– Widzisz, Maggie. To, że uważam, że James jest przystojny, nie znaczy że się w nich kocham!
- James? – Cathy uniosła brwi – Następny?
- Nie, nie, to tylko imię Pottera – Maggie machnęła lekceważąco ręką – Ale Lily, ty sobie jeszcze nie zdajesz sprawy, że ty go kochasz!
- Może nadejdzie taki dzień, kiedy wreszcie wyleci ci ten durny pomysł z głowy. Będę się cieszyć razem z tobą.
- Taa, nadejdzie… Jak zaczniesz z nim chodzić, to na pewno przestanę się czepiać.
Lily z błyskiem w oku rzuciła się na Maggie, przygniatając ją do fotela.
- Hej – Cathy rzuciła się w ich stronę i rozdzieliła dziewczyny siłą.
- Drażnisz mnie! – krzyknęła Lily.
- O boże, nie wnerwiaj się tak! – Maggie pokręciła głową z niedowierzaniem, otrzepując swoją szatę z kurzu – Niesamowite, prefekt…
- Słucham?
- Prefekt… Lily, jesteś prefektem. Nie możesz się rzucać na bogu ducha winnych ludzi.
Dziewczyna prychnęła.
- Bogu ducha, taa…
Cathy zachichotała.
- Wariatki.
Maggie mrugnęła zawadiacko okiem.
- Czyli mam rozumieć, że ten James też jest oh, ah i w ogóle? – Cathy wróciła do przerwanej rozmowy.
- No tak, jest na drugim miejscu w szkole. Zresztą niedługo go zobaczysz, wszyscy Huncwoci są w Gryffindorze.
- Kto jeszcze do nich należy?
- Remus Lupin i Peter Pettigrew – Lily wyliczyła na palcach – Remus też jest prefektem, poza tym to bardzo dobry uczeń. A Peter… jest sympatyczny i miły, uzupełnia ich wszystkich.
- Huncwoci nie byliby Huncwotami bez jakiegokolwiek członka – dodała Maggie – Oni są nierozłączni. James i Syriusz grają pierwsze skrzypce ale bez Remusa i Petera już nie są sobą. Takie drobne uzależnienie.
- Fajna taka przyjaźń – dodała Cathy.
- No, my też w trójkę takie jesteśmy.Ja, Maggie i Suze.
- Suze! – krzyknęła Maggie tak nagle, że obydwie jej towarzyszki podskoczyły – Właśnie, już wiem o czym zapomniałam ci powiedzieć! W naszej paczce jest jeszcze jedna dziewczyna, tylko mieszka w Hogsmeade więc nie korzysta z Ekspresu Hogwart.
- Oh… - Lily otworzyła szeroko oczy – Będziemy musiały cię z nią zapoznać.
- Myślicie, że mnie zaakceptuje? – zapytała Cathy lekko przestraszonym tonem. Co, jeśli przez tą Suze nic nie wyjdzie z ich przyjaźni?
- Jasne, to równa babka – Maggie pokiwała gorliwie głową – Taka roztrzepana wariatka, zobaczysz,  niezwykła osoba.
- No! Jest totalnie zakręcona. – dodała pogodnie Lily.
W tym momencie pociąg zaczął zwalniać. Usłyszeli pisk kół oraz głosy uczniów, którzy nagle zaczęli się wylewać na korytarz.
- Chodźcie, bo się nie dopchamy do drzwi.
Złapały za kufry. Maggie otworzyła z rozmachem drzwi po czym wszystkie zaczęły przeciskać się przez tłum, który pojawił się nagle w wąskim korytarzu. Cathy, pchana przez innych uczniów w czarnych szatach w końcu dotarła do drzwi i z trudem dźwigając klatkę z Syl i ciężki kufer ruszyła po peronie, rozglądając się za jej nowymi przyjaciółkami.
Zapadła już noc, peron oświetlony był przez ozdobne latarnie, stojące przy chodniku. Pociąg syczał głośno, niby wielki czerwono-czarny wąż i wypuszczał kłęby pary, które opadały na posadzkę peronu, zasłaniając wszystkich uczniów od pasa w dół. Słychać było mieszające się z rozmowami odgłosy zwierząt, tupot stóp i szuranie kufrów, sunących  po asfalcie.
- Pirszoroczni, do mnie proszę! Piroszorczni, tutaj!
Cathy odwróciła się na pięcie i wciągnęła głośno powietrze. Stojący kilka metrów od niej mężczyzna miał bujną, kręconą brodę, oczy małe i czarne jak para żuków a ubrany był w płaszcz z krecich futer. Jednak to co najbardziej zwracało uwagę to fakt, że był dwa razy wyższy od normalnego człowieka. Od stojących wokół niego pierwszoroczniaków pewnie nawet ze trzy razy. Mimo swojego wzrostu olbrzym wyglądał bardzo sympatycznie i Cathy była przekonana, że człowiek o takim  ciepłym i miłym spojrzeniu nie może być groźny.
Mężczyzna zauważył jej wzrok i uśmiechnął się promiennie, jakby chciał dodać jej otuchy. Bez zastaowienia odwzajemniła gest.
- Cathy! Cathy, tutaj!
Odwróciła się. Kilkanaście metrów dalej, przy powozach zaprzężonych w czarne, podobne do koni skrzydlate stwory stały jej nowe przyjaciółki w towarzystwie jeszcze kogoś, jednak ta osoba stała w cieniu i Cathy nie mogła zobaczyć jej twarzy.
- Hej! –podbiegła do nich szybko – Ale facet! – dodała, pokazując głową w stronę wielkoluda.
- Oh, Hagrid! – rozpromieniła się Lily – To gajowy, jest strasznie fajny! Poznamy cię z nim. Ale najpierw… - Lily odsunęła się a zza jej pleców wyszła ciemnowłosa dziewczyna.
Cathy zdziwiła się. Zarówno Cathy jak i Lily były ładnymi dziewczynami, wyglądającymi zupełnie zwyczajnie. Ale stojąca obok nich dziewczyna, a mogła być to tylko owa Suze była ich całkowitym przeciwieństwem. Całe mnóstwo drobnych, czarnych loczków opadało  aż do połowy pleców Były tak ciasno skręcone, że zajmowały ogromną przestrzeń wokół jej głowy. Miała okrągłą twarz i wąskie usta, oraz wyjątkowo małe oczy, ukryte za parą okrągłych okularów o grubych szkłach. Lustrowała Cathy wzrokiem i kiedy odwróciła głowę dziewczyna zauważyła, że na jednym uchu ma mnóstwo małych, srebrnych kolczyków, które mieniły się nawet w świetle latarni. 
- Aha! – powiedziała na wstępie – To ty jesteś Cathy. Niesamowite, jak te wieści się rozchodzą. Nie zdążyłam się  nawet z wami przywitać a jakieś sześć osób oświadczyło mi, że Maggie i Lily znalazły sobie nową przyjaciółkę i już nie chcą mnie więcej znać.
 - Chyba zwariowali – powiedziała pogardliwe Lily, rozglądając się po peronie – Zostawić cię!? Nie ma mowy.
- No jasne – dodała ochoczo Maggie – Ale Cathy jest naprawdę fajna, wiec pomyślałyśmy, że może stworzymy taką żeńską drużynę Huncwotów.
- Haha! – Lily prychnęła jak kotka – Nie mam mowy. A jak już to ja na pewno nie będę dublowała Jamesa.
- Podziałem roli zajmiemy się później – Suze pokręciła głową – A teraz zajmijmy sobie powóz, bo zaraz zostaniemy tu tylko my i będziemy iść do Hogwartu piechotą.
- Chodźcie – powiedziała ochoczo Lily, szarpiąc za kufer i ładując go do najbliższego wolnego powozu. Zaraz potem pomogła zrobić to Maggie i Suze. Wszystkie trzy już wsiadły. Maggie wychyliła się i chwyciła klatkę Syl. Cathy odwróciła się by podnieść kufer. Dopiero teraz dotarło do niej jaki był ciężki. Podniosła go na kilka centymetrów ale rączka wyślizgnęła się jej z dłoni i kufer spadł jej na stopę. Dziewczyna syknęła cicho.
- Pomóc ci?
Odwróciła z zaskoczeniem głowę i spojrzała na przybysza. Kiedy go zobaczyła, od razu stwierdziła, że ten głęboki, melodyjny głos, który przed chwilą słyszała idealnie pasował do stojącego przed nią chłopaka. Nie mógł mieć więcej lat niż ona, ale był dużo wyższy. Był umięśniony, ale nie napakowany. Miał czarne, lśniące włosy, spadające mu niedbale na oko i zmierzwione nieposłusznie w kilku miejscach oraz ogromne czarne oczy. Nawet Cathy, która była raczej wybredna w stosunku do chłopaków, musiała przyznać, że był zabójczo przystojny.
- Oh, tak… dzięki.
Chłopak uśmiechnął się w tak pociągający, jednocześnie tajemniczy sposób, że serce jej podskoczyło. Kiedy podszedł bliżej poczuła jego zapach, który sprawił, że musiała głośno przełknąć ślinę. Nie potrafiła opisać go słowami, nie przypominał żadnej ze znanych jej woni. Chłopak złapał kufer i uniósł go do góry z zadziwiającą lekkością. Kiedy się pochylał, Cathy dostrzegła pod niedbale zapiętą koszulą kawałek umięśnionego torsu.
No nie, na takie widoki nie była przygotowana!
- Dzięki raz jeszcze – powiedziała i uśmiechnęła się do niego niepewnie. Kątem oka dostrzegła twarz Maggie, która właśnie się wychyliła by odebrać jej kufer. Miała zaskoczoną minę.
- Coś ty, nie ma za co – jeszcze jeden zwalający z nóg uśmiech.
- Syriusz!
Obydwoje, a właściwie wszyscy troje, licząc Maggie odwrócili się w stronę, z której nadbiegał głos. Cathy zobaczyła wysokiego, chudego chłopaka o blond włosach, zaczesanych starannie na bok głowy. Miał bladą, zmęczoną twarz z którymi kontrastowały duże szare oczy, prawie tak ładne jak oczy czarnowłosego chłopaka.
- Już! – Chłopak nazwany Syriuszem, rzucił jeszcze jedno spojrzenie w stronę Cathy po czym powiedział: „Zobaczymy się na uczcie” i zniknął.
- Wsiadaj – syknęła Maggie. Cathy oderwała wzrok od miejsca, w którym przystojniak zniknął w tłumie, po czym wdrapała się niechętnie do powozu. Była nadal w lekkim szoku.
- O co chodziło? – zapytała zaciekawiona Suze, wyciągać głowę by zobaczyć, kto stoi obok powozu – Twoja wielka głowa Mag wszystko zasłaniała.
- Oh, bardzo ha!
- Ale czemu tak długo czekaliśmy, Cathy? – Lily zdjęła torbę, masując sobie ramię.
- Bo Syriusza naszła ochota by pomóc naszej księżniczce – Maggie przewróciła oczami.
- Co?! - zapytały jednocześnie Suze i Lily a Cathy mruknęła zdezorientowana „Jakiej księżniczce?”
- Syriusz?! – wydyszała Suze, rzucając Cathy zazdrosne spojrzenie.
- Jeden z Huncwotów? – zapytała Cathy z przejęciem, przypominając sobie rozmowę w pociągu.
- Aha! – Maggie pokiwała gorliwie głową – Podszedł do niej i chyba pomógł jej z kufrem? Nie słyszałam od początku…
- Tak – Cathy kiwnęła głową nieprzytomnie – Spytał się: „Pomóc ci”? Upuściłam sobie kufer na nogę, może to zauważył i chciał pomóc.
- Syriusz Black nie pomaga tak po prostu – Suze gapiła się nadal na Cathy –Zauważył, że masz problem bo musiał cię wcześniej obserwować. Wpadłaś mu w oko!
- Nie wyciągajmy na razie pochopnych wniosków, okej? – zapytała Cathy lekko przestraszonym tonem – Hmm, Suze może powiesz coś o sobie?
- No, to dobry pomysł – Lily rzuciła Cathy jeszcze jedno przeciągłe spojrzenie po czym zwróciła się do swojej ciemnowłosej przyjaciółki – No Suze, popisz się!
- Niby czym – prychnęła dziewczyna – Okej, wiec pochodzę z rodziny wariatów. Mój tata to totalny świr, pracuje w kontaktach z mogołami i pisze o nich książki. Uwielbia ich. Ale poza tym jest świetnym gościem. Mama nie robi nic oprócz malowania paznokci. Odziedziczyła mnóstwo forsy po babci. Moja siostra to największa wariatka, myśli, że ma dar jasnowidzenia… - pokręciła z politowaniem głową – Biedactwo, napyta sobie kiedyś biedy.
- Jest w Hogwarcie? – zapytała Cathy, siląc się na lekki ton, bo po jej głowie nadal tłukł się obraz wielkich, czarnych oczu.
- Ano jest. W siódmej klasie, nazywa się Sybilla. Jest w Ravenclaw.
- To fajnie. Jesteś jedyną, która ma tu rodzeństwo – zauważyła Cathy, jednocześnie starając się nie myśleć o właścicielu czarnych oczu. Boże… Nie, naprawdę… Czemu nikt jej nie ostrzegał? To całe bycie w Hogwarcie stawało się dla niej niebezpieczne a przecież nie przekroczyła nawet progu zamku. Poczuła, że się poci.
- Ja będę miała tu siostrę za rok i wcale nie wiem, czy to taka fantastyczna sprawa. Trzeba będzie robić za opiekunkę. Nienawidzę być opiekunką… - Maggie zagryzła wargi.
Powozy właśnie mijały posągi uskrzydlonych dzików. Cathy wlepiła w  jednego z nich wzrok, starając się myśleć tylko i wyłącznie o jego krótkich skrzydełkach i granitowym ryjku. Ale wtedy do jej głowy wkradła się myśl, że Syriusz ma o wiele ładniejszy ryjek niż dzik, wiec zrezygnowała z tego pomysłu. Opadła bezwładnie na siedzenie.
- Poddaję się.. – jęknęła.
- Słucham? – Lily popatrzyła na nią rozbawiona.
Maggie, chichocąc, wystawiła głowę z powozu.
- Ależ nie, nie poddawaj się! – Suze klasnęła w ręce – Walcz! A tak właściwie, to o co ci chodzi?
- Nieważne – Cathy przeklęła się w duchu, że wypowiedziała swoją myśl na głos.
- Hej dziewczyny – Maggie powrotem usiadła na fotelu z szerokim uśmiechem na twarzy – Widać Hogwart.
Wszystkie rzuciły się by popatrzyć, a najszybciej zrobiła to Cathy.
Jej oczom ukazał się niesamowity widok. Mówiono jej, że zamek jest ogromny ale takiego czegoś sobie nie wyobrażała. W ciemnościach jego wielka sylwetka, z mnóstwem wieżyczek i kolumn prezentowała się bajecznie. Widziała światła w oknach, które lśniły, odbijając się od powierzchni ogromnego, czarnego jak noc jeziora. Cathy wzięła głęboki oddech i otworzyła oczy jeszcze szerzej.
- Robi wrażenie, co? – zapytała Suze z zachwytem a Lily i Maggie uśmiechnęły się jednocześnie.
Cathy nie była w stanie nic powiedzieć.