• RSS

poniedziałek, 5 lipca 2010

Marlena McKinnon

Marlena przeczesała palcami swoje jasne, przystrzyżone jak u chłopca włosy, starając się nadać im w miarę przyzwoity wygląd. Spanie na twardych, niewygodnych poduszkach, które znajdowały się na wszystkich łóżkach w pokojach gościnnych w Dziurawym Kotle wcale nie pomogło jej w ujarzmieniu fryzury. Przeklinała się w duchu, że nie zawinęła włosów ręcznikiem i to, że jeszcze nie jest w Hogwarcie, gdzie mogłaby sobie pomóc zaklęciem. Teraz jednak nie pozostało jej nic innego jak wyjść na Pokątną w tym niewątpliwie żałosnym stanie.
Spojrzała na swoje opalone oblicze, na szczupłą, pociągłą twarz i na wystające kości policzkowe, które wywoływały wrażenie, jakby dziewczyna ciągle się uśmiechała. Jej jasne oczy zaczęły lśnić pogodnie, mimo że dopiero przed chwilą zwlekła się z łóżka i nadal była nie do końca rozbudzona.
Wprawnym ruchem nałożyła sobie pasty na szczoteczkę i zaczęła z zapałem szorować zęby, myślami będąc już daleko od tego obskurnego pokoiku. Zastanawiała się, kto z Hogwartu tak jak ona i Dorcas wybrał sobie dzisiejszy dzień na zakupy. Miała nadzieje, że wpadnie na kogoś z kim będzie mogła sobie pogawędzić, bo przez całe wakacje nie miała z nikim kontaktu, pomijając Dorcas, do której pisała praktycznie codziennie. Oczywiście lubiła spędzać wakacje ze swoją rodziną, ale pod koniec zawsze zaczynała tęsknić za Wielką Salą, za pokojem wspólnym Gryfonów i za jej dormitorium.
- Mary! – ktoś załomotał w drzwi, a Marlena rozpoznała po głosie swoją najlepsza przyjaciółkę – Rusz tyłek, twoja matka już czeka na dole a Sonja dostaje apopleksji, bo umówiła się z tym swoim chłopakiem pod Esami… - z niezbyt zadowolonego tonu Dorcas poznała, że dziewczyna nadal ma żal do swojej młodszej siostry, za to że miała odwagę znaleźć sobie chłopaka wcześniej niż ona.
- Już lecę… - Marlena rozglądnęła się po pokoju, szukając swojej torby. Znalazła ją wepchniętą pod łóżko. Zarzuciła ją sobie na ramię, ostatni raz przeglądnęła się w lustrze, wygładzając zmarszczki na swojej letniej sukience po czym ruszyła w końcu do drzwi.
Otworzyła je z rozmachem a stojąca za nimi Dorcas musiała szybko odskoczyć, żeby nie dostać twardą dechą prosto w twarz.
- Co tak agresywnie? – zapytała, unosząc swoje idealnie wyrównane brwi.
- Agresywnie? – Mary zaśmiała się pogodnie – Nie, po prostu spontanicznie…
Dorcas prychnęła gniewnie, ale już po chwili na jej twarzy pojawił się ten sam wyraz radosnego podniecenia, jaki gościł na twarzy Marleny.
- Jasny gwint, nie mogę się doczekać! – Dorcas zacisnęła dłonie w podnieceniu.
- Czego nie możesz się doczekać? – zapytała Mary z rozbawieniem na widok rozpromienionej twarzy przyjaciółki.
- Mało jesteś domyślna… – Dorcas spojrzała na nią z politowaniem, kiedy zbiegały razem po drewnianych schodach na niższe piętro gospody – A myślisz, że na co czekałam przez całe wakacje? Na rajd po sklepach w poszukiwaniu książek? Chyba kpisz…
- Oh nie tylko nie zaczynaj znowu z…
- Z niczym nie zaczynam – nachmurzyła się Dorcas – Po prostu się za nim stęskniłam.
- No tak, to bardzo normalne stęsknić się za facetem, który nawet nie wie, że istniejesz…
Dorcas warknęła groźnie, mrużąc swoje piwne oczy i już chciała się odszczekać, ale właśnie zza rogiem, który mijały pojawiły się ich rodziny. Przy nich obydwie wolały trzymać języki za zębami.
Przez ponad dwie godziny chodzili po sklepach na Pokątnej, szukając wszystkich potrzebnych rzeczy. W Esach i Floresach wpadły na swoje dwie przyjaciółki z klasy, jasnowłosą Emmelinę Vance i Taylor McGinn, w Eylopa spotkały Severusa Snape kupującego coś wraz ze swoją matką, na widok którego obydwie zachichotały złośliwie a w Aptece natknęły się na Irinę Handy, straszą o rok dziewczynę i jak się dowiedziały z krótkiej wymiany zdań, tegorocznego prefekta naczelnego. Kiedy dziewczyna zniknęła za drzwiami, natychmiast powtórzy szeptem plotki, które usłyszały od Emmeliny i jej przyjaciółki, na temat rzekomego związku Iriny z mugolskim chłopcem, Markiem Finniganem, którego poznała podczas tych wakacji.
- Ciekawe, jaki jest… - zastanawiała się na głos Dorcas, zezując na znikającą w drzwiach Irinę z nad swojej torby z oczami żuka – Jak myślisz, powiedziała mu, że jest czarodziejką, czy zaczeka do ślubu?
Mary zachichotała, odliczając 20 sykli z wysypanych na rękę monet.
- Myślę, że poczeka… A jak już się z nim ożeni to wtedy… Łaaa!!!
Dorcas wybuchła śmiechem, upuszczając na posadzkę torbę z oczami żuka, które rozsypały się wokół ich stóp, błyskając i wirując.
Około drugiej udało im się wreszcie wyrwać spod opieki rodziców. Sonja już dawno znikła gdzieś ze swoim chłopakiem a młodszy brat Marleny spotkał swoich kumpli, którzy wymieniali się kartami z czekoladowych żab i już z nimi został. Wszyscy dorośli umówili się ze swoimi pociechami o piątej w Dziurawym Kotle i sami zniknęli w pozłacanych drzwiach Banku Gringotta a Mary i Dorcas zdecydowanym krokiem ruszyły w głąb ulicy.
- Mam ochotę na lody, a ty?
Dorcas uśmiechnęła się do Mary szeroko – zrozumiały się bez słów. Obydwie ruszyły zdecydowanym krokiem w stronę słynnej lodziarni Floriana Fortescue.
- Jak myślisz, dlaczego tu zawsze są takie tłumy? – zapytała Mary, kiedy już siedziały przy okrągłych stolikach, zajadając swoje ulubione lody i delektując się ciepłymi promieniami słońca, w których jednak czuć było już atmosferę kończącego się lata – Można by się spodziewać, że ludzie przestaną tutaj tak często przychodzić. Po tych wszystkich atakach…
- Jeszcze nikogo nie zaatakowano na Pokątnej… – zaczęła Dorcas, także z zastanowieniem przypatrując się przechodniom – Ten zasraniec nie ma jeszcze odwagi na taki ruch… To oznaczało by całkowite ujawnienie się a na razie sieje panikę wśród ludzi, działając z ukrycia.
Marlena spojrzała na przyjaciółkę uważnie. Na gładkim czole Dorcas pojawiła się głęboka zmarszczka oznaczająca, że dziewczyna całkowicie zanurzyła się we własnych myślach. Mary przez chwilę obserwowała przyjaciółkę, myśląc sobie jak wielką jest szczęściarą, mając ją u boku. Nagle zmarszczka na czole Dorcas wygładziła się a na jej twarzy zagościło jednocześnie podniecenie i zaniepokojenie.
- Są… - wyszeptała tak cicho, że Mary ledwo ją usłyszała. Wzrok miała wlepiony w drugi kąt uliczki.
Mary odwróciła się i natychmiast dostrzegła nagły powód zmiany nastroju Dorcas.
W ich stronę z rękami w kieszeni i z nonszalancką miną na twarzy zmierzał nie kto inny jak Syriusz Black. U jego boku kroczył roześmiany James Potter. Gestykulował żywo i cały czas coś opowiadał a kiedy skończył Syriusz wybuchł śmiechem. Zresztą nie tylko on. Pozostali towarzysze Syriusza i Jamesa, czyli jak można się tego było spodziewać Remus Lupin i Peter Pettigriew także się śmiali. Między Peterem a Jamesem szła jeszcze rudowłosa dziewczyna o delikatnej urodzie, przywodzącej na myśl jakiś bardzo wrażliwy kwiat. Ona tylko się uśmiechnęła a w tym uśmiechu kryło się coś poza zwykłym rozbawieniem, a widać to było szczególnie w momencie gdy zerknęła na czarnowłosego Jamesa. Ten wybrał sobie akurat ten moment, by swoim zwyczajem przeczesać włosy palcami, czyniąc na głowie jeszcze większy bałagan niż uprzednio. Mary przypomniało się jej własne poranne układanie fryzury i parsknęła śmiechem do swojego pucharka z lodami.
- A gdzie nasza dziwka…? – zapytała cicho Dorcas, mrużąc oczy cały czas skupione na zbliżającej się grupie – Czyżby ciotka nie wypuściła jej wcześniej z Francji…?
- Chyba powinnaś się z tego cieszyć, co? – zapytała z przekąsem Mary – Masz wolne pole do popisu.
Dorcas zerknęła na nią jak na wariatkę, ale kiedy się odwróciła miała nietęgą minę. Mary tylko westchnęła i także spojrzała na zbijających się przyjaciół.
- … No i on mi wtedy mówi, że nie ma szans, że nigdy nie uda mi się go pokonać – James miał tak donośny głos, że kilku przechodniów odwróciło się w jego stronę, unosząc brwi – A ja mu mówię: Nie no stary, na pewno masz rację. Chyba się skapnął, że sobie z niego kpię bo się cały zaczerwienił. Normalnie świecił się jak latarnia… No i mnie zaatakował a potem wiecie co było dalej.
- Jak moglibyśmy nie wiedzieć – powiedziała z przekąsem Lily Evans, odsuwając sobie krzesło przy stoliku oddalonym o kilku metrów od miejsca, w którym siedziały Mary i Dorcas – Wszyscy chyba słyszeli tą historię. I mówiąc szczerze, nie widzę w niej nic fantastycznego.
James spojrzał na rudowłosą błagalnym wzrokiem.
- Liluś, słońce… - powiedział czule, pochylając się w jej stronę – No weź, jeszcze się rok nie zaczął a ty mi już chcesz dopiec?
- Gdyby tego nie robiła nie byłaby sobą… - powiedział z rozbawieniem Syriusz. Jego niski, aksamitny głos potoczył się przez cały ogród lodziarni, sprawiając, ze Dorcas Meadowes zwinęła się na swoim krześle w jeszcze mniejszy kłębek – Cała Lily, bez swoich słodkich, anty-jamesowskich docinek nie byłaby już tą Lily, którą znamy…
- Bardzo śmieszne, stary… - powiedział z przekąsem James, kiedy pozostali członkowie grupy zaśmiewali się z żartu Syriusza – Miło, że mnie wspierasz, naprawdę…
Syriusz wyszczerzył do niego przepraszająco zęby.
- James, dajesz się nabrać… - powiedział Lupin z szerokim uśmiechem – Przecież wszyscy wiedzą, że ona cię bardzo lubi…
- Tak? – Lily uniosła brwi – A skąd ty bierzesz takie newsy, Remusku?
- Coś sobie państwo życzą? – zapytała uprzejmie kelnerka, która podeszła do ich stolika.
Wszyscy złożyli zamówienia a kiedy kelnerka odeszła rozmowa potoczyła się innym torem.
- Jestem strasznie zadowolona z wyników! – powiedziała Lily z dumą w głosie, kiedy Peter zapytał ją o sumy – Zresztą pisałam wam…
- Mnie nie pisałaś – wtrącił się Syriusz, patrząc na nią z ukosa – W ogóle mało od ciebie miałem wiadomości tego lata…
- Oh, nie przesadzaj –żachnęła się rudowłosa – Zresztą, byłam pewna, że Cathy ci wszystko przekaże...
Mary kątem oka dostrzegła, że Dorcas drgnęła, kiedy padło imię Austen.
- No jasne, coś tam mi przekazała, ale weź pod uwagę, że sowa z Francji leci o wiele dłużej, niż sowa z tego samego kraju…
- Szkoda, że jej tu dzisiaj nie ma… - dodał Lupin, wpatrując się zamyślonym wzrokiem w blat.
- No jasne… - powiedział entuzjastycznie Syriusz – Ale jej ciotka histeryczka…
- Tak wiemy, nie puściła jej…
- Wszystko załatwiła sama, no wiecie, wszystkie książki i inne potrzebne rzeczy… Dziwna kobieta…
- Widziałam ją na peronie…Wygląda strasznie… - wzdrygnęła się Lily – Jakby cały czas była zła. Taką ma minę, ooo…
Wykrzywiła się w okropnej pantomimie a wszyscy wybuchli śmiechem. Najgłośniej śmiał się Syriusz.
- A jak się mieszka u Potterów, hę? – Peter skierował wzrok na Blacka – Słyszałem, że macie niezłą zabawę!
Mary i Dorcas spojrzały na siebie ze zdumieniem. Syriusz mieszka z Jamesem.?
- Uciekł!?! – wyszeptała Dorcas – To znaczy, że musi mieć naprawdę przekichane…
- Powiem jedno… - Syriusz uniósł do góry łyżeczkę od lodów, które właśnie im przyniesiono – Ten dom to istne cudo!
- Eee, no nie przesadzaj…. – powiedział James sromnie ale cały aż się rozpromienił – Dom jak dom…
- Słuchaj, jakbyś pomieszkał sobie trochę z moja rodzinką, nie nazywał byś tego domem, tylko rajem na ziemi!
Wszyscy uśmiechnęli się szeroko do Jamesa a ten odwzajemnił gest.
- A Liluś, co z twoją sis? Udało ci się nawiązać jakiś kontakt z „panną z kosmosu”?
Lily wykrzywiła się z niezadowoleniem.
- Powiedzmy… Ale potem wszystko spaprałam. Ona mi jeszcze tego nie przebaczyła… Poczekam rok, może w następne wakacje…
Wszyscy czterej chłopcy spojrzeli na nią ze współczuciem a James wykonał dziwny ruch, jakby chciał położyć dłoń na jej ramieniu, ale w ostatnim momencie się powstrzymał.
W tym momencie Mary zauważyła, że Lupin się jej przygląda. Musiał to robić od dłuższego czasu bo na jego twarzy zobaczyła podejrzliwość – a więc zauważył, że podsłuchiwały. Zarumieniła się i odwróciła szybko głowę. Kopnęła dyskretnie Dorcas pod stołem, dając jej do zrozumienia, że zostały nakryte. Dorcas niczego nie zauważyła, bo cały czas gapiła się nieprzytomnie w tył głowy Syriusza.
- Cześć dziewczyn… - zawołał James. Dorcas wzdrygnęła się a Mary odwróciła się w stronę stolika, przy którym siedzieli Huncwoci i Lily i zobaczyła, że James macha im ręką. Obydwie uśmiechnęły się do niego niepewnie i odmachały a kiedy chłopak z powrotem odwrócił się do przyjaciół, Mary dostrzegła, że Remus wciąż się jej przypatrywał.
- Chodźmy stąd… - szepnęła do Dorcas, czując się coraz bardziej głupio. Jej przyjaciółka też była cała czerwona i kiedy wstawała od stolika potknęła się o nogę krzesła.
- Cholera… - mruknęła drżącym głosem po czym nie sprawdzając czy Mary za nią idzie, ruszyła szybko w stronę ulicy. Mary podążała za nią, trzymając w ręce swoją torbę i torbę Dorcas, której tamta zapomniała wziąć spod stołu.
- Jak myślisz, czemu on powiedział nam „cześć”? – zapytała rozgorączkowanym tonem Dorcas kiedy już znalazły się daleko od lodziarni – Przecież nas nie zna, może najwyżej z widzenia…
- Ten Lupin nas obserwował, zrozumiał, że podsłuchujemy – powiedziała ponuro Mary, kiedy przepychały się przez tłum ubranych na zielono czarownic – Myślę, że powiedział o tym Jamesowi a ten chciał dać nam do zrozumienia, że o wszystkim wiedzą...
- Miło z jego strony…- powiedziała Dorcas niezbyt przytomnym tonem, a Mary spojrzała na nią jak na wariatkę.

0 komentarze:

Prześlij komentarz