• RSS

poniedziałek, 5 lipca 2010

Maggie Callen

Praktycznie przez całe wakacje Maggie zajmowała się młodszym rodzeństwem i mocno się zdziwiła, kiedy tata powiedział jej, że na Pokątną pójdzie tylko z matką.
- A skąd ta zmiana? – zapytała z przekąsem ojca, siedzącego w wielkim fotelu przy kominku, pochylonego nad stosem kartek – Już myślałam, że będę musiała zabrać ich wszystkich ze sobą.
Ociec rzucił jej krytycznie spojrzenie znad swoich szkiców.
- Misty idzie z tobą, oczywiście! – Maggie wytrzeszczyła na niego oczy a on lekko się zmieszał – Nie mówiłem ci o tym? A nawet jak nie to powinnaś się domyśleć! Przecież Misty zaczyna w tym roku Hogwart!
Maggie wymownie spojrzała w sufit.
- No tak, jak mogłam zapomnieć?! Widocznie perspektywa całorocznego niańczenia młodszej siostry nie przypadła mi zbytnio do gustu więc wolałam ją tymczasowo wyrzucić z pamięci.
Wściekłe spojrzenie ojca przywróciło ją szybko do porządku.
Tak więc kilka dni przed początkiem roku, kiedy wreszcie jej mamie udało się załatwić wolne w pracy (tata nadal miał lekkiego pietra przed odwiedzinami na Pokątnej) udali się wszyscy na szkolne zakupy. Maggie strasznie drażnił dziki zapał siostry, z jakim biegała od sklepy do sklepu, przyglądając się kolorowym witrynom i cały czas komentując.
Nie wiedziała jakim sposobem udało jej się wyrwać już po godzinie tej katorgi. Powiedziała, że zapomniała załatwić kilku składników w Aptece i zostawiła matkę i siostrę pod sklepem Ollivandera.
Kiedy zniknęła za zakrętem zwolniła kroku, zastanawiając się, co ze sobą zrobić. Nie miała co liczyć na spotkanie koleżanek ze szkoły, bo z tymi najlepszymi była śmiertelnie pokłócona. Miała godzinę do spotkania z matką w Gringotta a nie chciało jej się bez celu szwendać po ulicach.
Weszła więc do pierwszego, lepszego sklepu, którym okazało się centrum Eylopa. To nawet dobrze się składa, pomyślała, Nie mam już „Przysmaków” dla Daisy.
Już kilka kroków za progiem doszło do niej, że popełniła błąd.
Przy ladzie w nonszalanckiej pozie, z kpiącym uśmieszkiem na twarzy stał sobie nie kto inny, a Syriusz Black.
Maggie zamarła w połowie ruchu, w ciągu kilku uderzeń serca trwała nieruchomo, wpatrzona w Jego plecy.
A potem, jakby coś nagle w niej zaskoczyło, dźwigienka została pchnięta i mechanizm ruszył. Maggie Callen bez zastanowienia zaczęła się cofać.
Ale było już za późno. Ktoś, stojący obok Syriusza, na kogo wcześniej nie zwracała zupełnie uwagi, zauważył ją.
- Maggie???
Nie, król Artut, pomyślała z rozgoryczeniem Maggie, widząc rozradowaną minę Lily Evans. Rudowłosa z zaskoczeniem, ale także z ulgą podeszłą do niej i przytuliła ją mocno. Przez jej jaskrawe kosmyki dostrzegła jeszcze Jamesa, Petera i Lupina, stojących obok Blacka i szczerzących się do niej w uśmiechu.
- Cześć! – zawołali wszyscy naraz, nie wyłączają Syriusza, który uśmiechał się tak samo pogodnie jak reszta jego przyjaciół.
- Czeeeść… - powiedziała niemrawo, kiedy Lily ją wreszcie puściła. Wszyscy w piątkę zebrali się wokół niej, Syriusz i James mieli w rękach torby z logo Magicznej Menażerii.
- Jak tam wakacje? – wypalił natychmiast James – Czemu nie odpisujesz na listy?
- Ahh, listy.. – Maggie potarła szyję w roztargnieniu – No, byłam strasznie zajęta, cały czas pilnowałam moich małych braci, wiecie, jacy oni są…
Pokiwali głowami na znak, że wiedzą. James zacząć coś paplać, ale do Maggie nie docierała większość jego słów, zarejestrowała tylko, że taktownie nie wspominał o „wielkiej” kłótni. Bardziej skupiona była na tym, żeby przypadkiem nie obić się o ramię Syriusza, który na nieszczęście stanął tuż obok niej.
- Hej, hej, słyszysz? Wybieramy się do Fortescue! – zawołał Syriusz prosto do jej ucha a jego oddech owiał jej kark. Przełknęła szybko ślinę i otrząsnęła się z dziwnego otępienia, jakie ją ogarnęło – Może wybierzesz się z nami?
- Eh, nie, nie mogę… Mam zaraz spotkać się z rodziną, już i tak jestem spóźniona- Maggie starała się unikać znaczącego spojrzenia Lily. Co ona sobie myśli, nie daj boże Syriusz skojarzy fakty i zacznie się czegoś domyślać. O ile już nie wie!!!
Znowu ogarnęło ją przerażenie, takie samo, jak na początku wakacji, kiedy wpadło jej do głowy, że Cathy w ramach zemsty mogłaby wszystko powtórzyć Huncwotom. A Syriusz był dla niej taki miły… A jeśli to znaczy, że wie? Ze nie chce jej zranić, dlatego stara się…
Nie myśl o tym! Nakazała sobie natychmiast Nie myśl o tym, ona nie mogłaby…
Ale czy na pewno? Maggie nie wiedziała, do czego tak naprawdę jest zdolna Cathy.
Wyszli ze sklepu, ktoś cały czas coś mówił, ale Maggie nie potrafiła się na tych słowach skupić. Musi się dowiedzieć, czy On wie! Musi, musi…
- Jesteś pewna, że nie idziesz? – zapytał James na tyle głośno, że Maggie go dosłyszała.
- Tak, tak jestem pewna! – powiedziała tym razem z o wiele większą stanowczością w głosie.
- Szkoda… - powiedziała cicho Lily, uśmiechając się do blondynki pokrzepiająco.
- Tak, szkoda… - Maggie wzięła głęboki oddech – Słuchaj Lily, możemy zamienić słówko na osobności?
Lily wyglądała na zaskoczoną ale natychmiast się zgodziła. Huncwoci, trochę zaskoczeni i chyba trochę obrażeni odeszli na bok. James natychmiast coś powiedział i wszyscy czworo wybuchli śmiechem. Byli na tyle daleko, że Maggie nie musiała się martwić, że coś usłyszą.
- Słuchaj, Lil! – powiedziała spokojnym głosem, choć tak naprawdę serce podchodziło jej do gardła – Czy on wie?
- Kto o czym wie? – zapytała tępo ruda. Wyglądała na lekko przestraszoną.
- Czy Syriusz wie, że… No wiesz! – wysyczała, pochylając się nad nią jeszcze bardziej.
- Oh! – Lily odetchnęła z ulgą, łapiąc o co chodzi – Nie, no coś ty! Niby skąd?
- No nie wiem… - Maggie zagryzła wargi – Cathy mogłaby mu powiedzieć… W ramach zemsty.
Lily spojrzała na nią z niechęcią.
- Wiesz co, nie rozumiem tego… - powiedziała rozgoryczonym tonem – Naprawdę masz ją za taką?
- Nie wiem, za jaką ją mam - powiedziała szorstko Maggie, nie patrząc rudej w oczy.
- Nigdy by mu nie powiedziała, nie zniżyłaby się do takiego poziomu. Nawet, gdyby chciała się zemścić. A teraz nie ma za co się mścić, więc nie wiem, skąd te przypuszczenia…
Maggie odetchnęła z ulgą.
- Po prostu chciałam się upewnić… - dodała cicho po czym wreszcie spojrzała na Lily – Okej, to tyle… Do zobaczenia w Ekspresie i…
- Na pewno nie idziesz z nami? – zapytała ostatni raz Lily, kiedy tamta już się odwracała.
- Tak, na pewno, dzięki za zaproszenie… Do zobaczenia!
Ruszyła szybko w dół ulicy, nie spoglądając już za siebie. Słyszała jak Syriusz i reszta wołają za nią, chcąc się pożegnać, ale ona nie odpowiadała. By to zrobić musiałaby się odwrócić i spojrzeć jeszcze raz na ich twarze. A w tym momencie tego najbardziej się bała.

0 komentarze:

Prześlij komentarz