- Do końca życia będziesz chodzić z tym głupim listem? Pewnie jeszcze z nim śpisz…
Kpiący ton jej kuzynki wcale Hestii nie zniechęcił. Wcisnęła list od Johnnego głębiej do kieszeni i wzruszyła ramionami.
- Przeszkadza ci to?
- Nie… - dziewczyna skrzywiła się, przecząc tym samym swojemu poprzedniemu zdaniu – Ale zachowujesz się dziwnie. Przecież on nawet nie jest twoim chłopakiem…
- Zrozum, Taylor… - Hestia westchnęła i pokręciła z niedowierzaniem głową – To mój najlepszy przyjaciel. Jedyny prawdziwy! Taki, któremu mogłam powiedzieć wszystko… Wszystko! – dodała, widząc jej niedowierzające spojrzenie.
- No jasne… - parsknęła McGinn, z powrotem wracając do piłowania paznokci – Chłopak, któremu można powiedzieć wszystko…
- A żebyś wiedziała! – zaperzyła się Hestia, odrzucając swoje ciemne, grube włosy na plecy a jej policzki zrobiły się jeszcze bardziej rumiane niż zwykle – On jest niesamowitym, cudownym facetem!
Taylor popatrzyła na nią z miną pełną uprzejmego niedowierzania.
- Dziwisz się, że się cieszę z jego powrotu? – dokończyła po chwili Hestia, dotykając w kieszeni rogu zmiętej kartki.
Taylor wzruszyła tylko ramionami, skupiając się znów na swoich paznokciach. Hestia uznała, że rozmowa jest skończona. Z powrotem sięgnęła po rzuconą na koc książkę.
Ona i jej kuzynka siedziały w wielkim, zielonym ogrodzie, znajdującym się na terenie posiadłości McGinnów. Hestia przyjeżdżała tu w każde lato, podobnie jak Taylor odwiedzała ją na początku wakacji w jej starym, podmiejskim domu w Londynie. Obydwie dziewczyny lubiły te odwiedziny. Były w tym samym wieku i mimo, że w Hogwarcie prawie nigdy nie trzymały się razem to lubiły się i mogły na siebie liczyć. Hestia ceniła sobie przyjaźń kuzynki, Taylor często jej pomagała, zazwyczaj w kontaktach towarzyskich, jako o wiele śmielsza i bardziej kreatywna. A Hestia pomagała Taylor w nauce i podsuwała sposoby dogadywania się z nauczycielami.
Każda z dziewczyn czerpała z tej sytuacji korzyści, a to że czasami się kłóciły nie miało wielkiego znaczenia – już po kilku godzinach żadna nie pamiętała, o co poszło.
Było bardzo gorące popołudnie. W cieniu było ponad 30 stopni, co na Anglię było rzeczą niezwykłą. Hestia z uporem próbowała sobie przypomnieć cieplejsze lato, ale żadne z minionych nie przychodziło jej do głowy.
Cóż, pomyślała, ocierając spocone czoło i popijając lemoniady z lodem ze zdobionej szklanki. Kiedyś musiał być ten pierwszy raz.
Nie wiadomo czemu, smak lemoniady skojarzył jej się z tym okropnym momentem w Ekspresie Hogwart, kiedy ta durna Laurence wepchnęła ją do przedziału gryfonów z piątego roku. Do przedziału, w którym siedział Syriusz Black.
Hestia nadal nie odkryła, w jaki sposób Laurence dowiedziała się o jej skrytym uczuciu do Syriusza. Serena zaklinała się, że nic jej nie powiedziała i wyglądała na wielce oburzoną, kiedy Hestia nie była skłonna jej uwierzyć. Po kilku dniach daremnych poszukiwań zdrajcy ( wielu ich nie mogło być, bo Hestia nie afiszowała się z uczuciami) musiała sobie odpuścić i przyjąć, że Laurence założyła sobie takie przypuszczenie i chcąc je sprawdzić, wepchnęła Hestię do tamtego przedziału.
Hestia nadal byłą wściekła na siebie, że nie potrafiła wtedy opanować emocji – nie dość, że potwierdziła domyślenia Laurence to jeszcze zdradziła się przed Blackiem. Przez kilka dni chodziła jak struta, jej rodzice nawet zaczęli się zastanawiać nad wysłaniem jej do Munga, ale po jakimś czasie, Hestia, tak jak zawsze, wzięła się w garść.
Trzeba żyć dalej pomyślała wtedy Są gorsze rzeczy na świecie…
- Idziesz z nami na Pokątną? – ciszę przerwał głos Taylor– Czy wracasz wcześniej do domu?
Hestia odłożyła książkę.
- A kiedy się tam wybieracie?
- No, listę zakupów już mamy… - Taylor wypiła duszkiem resztkę lemoniady i spojrzała ponuro na puste dno szklanki – Więc myślę, że za kilka dni przydałoby się tam wyskoczyć…
- Wakacje kończą się za dwa tygodnie… - Hestia w roztargnieniu spojrzała na zegarek – Nie wiem, czy nie będę już wracać. Rodzice powiedzieli, że pojawią się właśnie w takim terminie…
- Cóż, jak nie pójdziesz to trudno… - Taylor bawiła się okularami przeciwsłonecznymi, raz nasuwając je na oczy a raz przesuwając na czoło – Pomyślałam sobie, że poznasz lepiej Emmelinę…
Hestia natychmiast się nastroszyła.
- O nie, nie ma szans! – parsknęła pogardliwie, mrużąc swoje czekoladowe oczy – Nie mam zamiaru się z nią poznawać! Zresztą, dobrze wiesz, że ona mnie nie cierpi…
- To wcale nie tak… - Taylor pokręciła głową i uśmiechnęła się – Ona nic do ciebie nie ma, po prostu wydajesz się jej… Za mało… Eee, wyluzowana…
Hestia wytrzeszczyła oczy na kuzynkę.
- Za mało co???
- Wyluzowana… - powtórzyła Taylor z wahaniem – Znasz Emmelinę, to taka roztrzepana wariatka, a ty jesteś taka poważna… Ma dziewczyna trochę racji, mogłabyś wrzucić na luz, znaleźć sobie jakiegoś chłopaka…
Hestia zagryzła wargi i szybko odwróciła głowę, czując że się czerwieni.
- Serio, jakbyś się tak wszystkim nie przejmowała to byłoby ci prościej dogadać się z tymi wszystkimi ludźmi.
- Jakimi wszystkimi ludźmi? – zapytała lekceważąco Hestia, nie podnosząc głowy znad szklanki z lemoniadą.
- No wiesz – Taylor zaczęła żywo gestykulować – Masz naprawdę fajnych ludzi w tym swoim Ravenclaw, znam kilku i na przykład ta Laurence jest całkiem fajna, poza tym należy do elity…
- Ostatnio zaczęłam trzymać się z Laurence – Hestia rzuciła kuzynce rozgoryczone spojrzenie – Uwierz, nie przyszło mi z tego nic dobrego…
- Oh, jest gadatliwa, to fakt… - zaczęła Taylor, nie zauważając przerażonego spojrzenia Hestii – Wszystko co jej powiem, zaraz wypapla. Pamiętasz jak kiedyś powiedziałam jej, że James Potter jest seksowny, zaraz cała szkoła uważała, że się w nim bujam. A jak się dowiedziała o tobie i o Sy…
Zamilkła nagle, orientując się, że za dużo powiedziała. Ale było już za późno.
- No, dokończ! – powiedziała rozeźlonym tonem Hestia, zaciskając dłonie na okładce książki – Powiedz, o czym to się dowiedziała Laurence! Jestem niezmiernie ciekawa…
- Ekhm… - Taylor mrugnęła przepraszająco do dziewczyny – Nie denerwuj się, ale ona wyniuchała skądś, że ty też lecisz na Syriusza i z tego o wiem, wepchnęła cię do jego przedziału…
Hestia ze zrezygnowanym westchnieniem opadła na koc i spojrzała ponuro w jasnoniebieskie niebo.
- Słuchaj… - nie widziała już Taylor, ale jej donośny głos doskonale niósł się po zielonym ogrodzie – Wiem, że to jest ciężkie, nie przeczę, że on jest totalnie boski i tak dalej. Ale trzeba by kretynką, żeby się w nim zakochać.
– Ty jakoś zabujałaś się w Jamesie i ci się udało!
Taylor parsknęła śmiechem do swojej pustej szklanki.
- Kto ci powiedział, że się w nim zabujałam?
Hestia przekręcił głowę i spojrzała na kuzynkę z zaskoczeniem.
- No… Przecież byliście razem. W tym roku, przez całe…
- Dwa miesiące, taa… - zaśmiała się kpiąco Taylor. Jej jasnobrązowe, ciasne loczki zalśniły w słońcu, kiedy przekręciła figlarnie głowę – Byłam z nim, było fajnie, ale nie byłam aż tak głupia, żeby się w nim zakochiwać….
- Nie rozumiem… - bąknęła Hestia, zakładając ramiona na piersi i odwracając wzrok z powrotem na przejrzyste niebo.
- Byłam z nim, fajnie było, ale doskonale wiedziałam, że prędzej czy później się skończy! – Taylor najwyraźniej ten fakt w ogóle nie martwił, w jej głosie słychać było obojętność a nawet kpinę – Po prostu wykorzystałam sytuację. Wściekł się na tą swoją ryżą wiewiórkę i trochę się razem zabawiliśmy. Wiesz, robiłam za siostrę miłosierdzia, pocieszałam go, ale nie powiem, że nie było nam razem przyjemnie. Poza tym nawet nie wiesz, jak to miło widzieć te pełne wyrzutu spojrzenia naszej kochanej, rudej zazdrośnicy.
Hestia znów spojrzała na swoją kuzynkę – atrakcyjną, wygadaną, wyluzowaną. Zawsze jej zazdrościła, choć starała się przekonać samą siebie, że Taylor wcale nie ma tak fajnie i że lepiej jest być tym, kim się jest – poważną, ciemnowłosą Hestią Jones. Niby czego mogła zazdrościć tej roztrzepanej osóbce – urody? No tak, urody można jej było zazdrościć, ale mądrości? Nie chodziło o to, że dziewczyna byłą głupia, co to to nie! Był piekielnie inteligentna, ale nie wykorzystywała tego. Uczyła się raczej kiepsko bo po prostu, jak często wspominała, jej się nie chciało. Była zbyt zajęta pielęgnowaniem swojej pozycji naczelnej plotkary i dziewczyny z elity, do której Hestia nie miała wstępu.
Cóż, trzeba trochę pocierpieć. Kiedyś moja praca się zwróci a Taylor zostanie na lodzie.
Jednak, mimo wszystko, mimo tylu cech, których Hestia zazdrościła Taylor, nie mogła kuzynki nie lubić. Były swoimi całkowitymi przeciwieństwami ale kiedy chciały, potrafiły się doskonale dogadać.
- Nie chciałam się ranić… - po chwili ciszy Taylor kontynuowała swoją opowieść o Jamesie – Wiedziałam, że kiedy to się skończy, on zostawi mnie ze złamanym sercem. Dlatego właśnie – z pogodną miną wyłowiła ze szklanki plasterek cytryny – Z całej siły postanowiłam się nie zakochiwać!
Hestia przypatrywała się jej z grobową miną.
- Może ty tak potrafisz. Ja nie mam zielonego pojęcia jak się „nie zakochiwać”. Zresztą, mała prawdopodobieństwo, że Syriusz złamie mi serce, bo nigdy z nim nie będę…
- To nie znaczy, że nie może ci złamać serca… - dodała szybko Taylor, zerkając na kuzynkę, ciekawa jej reakcji.
Hestia burknęła coś tylko i schowała się za książką, dając ewidentny znak, że rozmowa skończona.
Taylor tylko uśmiechnęła się pogodnie, z powrotem nasunęła okularu na oczy i wystawiła twarz do promieni słońca. W końcu, trzeba popracować nad opalenizną, a do końca wakacji zostało niewiele czasu. W elicie bez opalenizny ani rusz!!!
0 komentarze:
Prześlij komentarz