Miodowe Królestwo największe oblężenie przechodziło w czasie zimowych ferii i wakacji. Miliony czarodziejów, z kraju i zza granicy przewijali się przez sklep, który był jedną z największych atrakcji w Hogsmeade, miasteczku zamieszkanym tylko przez czarodziejów.
Suzannah błogosławiła swoje szczęście i znajomości matki, które pozwoliły jej dostać tutaj wakacyjną pracę. Na początku lipca Suze dowiedziała się o tej jakże kuszącej propozycji i odtąd, chcąc nie chcąc, wstawała codziennie rano i gnała do sklepu na swoją przedpołudniową zmianę. Za każdym razem kiedy opuszczała dom w duchu cieszyła się, że nie będzie zmuszona do spędzenia dwóch miesięcy w towarzystwie matki-jestem-piękna-i-nikt-temu-nie-zaprzeczy i siostry paranoiczki, która widziała śmierć czającą się w pustych filiżankach po herbacie.
Poza tym, odkąd zaczęła dostawać wypłatę nie musiała prosić matki o pieniądze na każdą zachciankę. W ramach spadku jej rodzina otrzymała całkiem niezły majątek i niczego nie było im brak, ale Suze nadal czuła się głupio, korzystając z tych pieniędzy. Nie mogła ich zaakceptować.
Praca w Królestwie dała jej słodkie poczucie niezależności.
Od początku wakacji zaoszczędziła już ponad sto galeonów. Zastanawiała się, co tak naprawdę jej się marzy, co takiego chciałaby sobie kupić, gdyby miała pieniądze. Mimo wielu godzin zastanawiania się, nic takiego nie wymyśliła. Odpadł lepszy wygląd, bardziej cięty język, swoboda w kontaktach z chłopakami – tych rzeczy nie mogła kupić. Dlatego codziennie wieczorem, po powrocie z pracy wrzucała dzisiejsza wypłatę do magicznego kuferka, który miał za zadanie przytrzasnąć jej palce pokrywką za każdym razem, gdyby chciała z niego coś wyjąć.
Dzisiejszy dzień był taki, jak każdy inny. Wracała właśnie do domu po kilku godzinach ciężkiej pracy. Nie wiadomo dlaczego pod koniec wakacji pojawiło się dwa razy więcej ludzi. Suze musiała dogadać się dziś z dwoma przygłuchymi Bułgarami, którzy, o ile dobrze zrozumiała, chcieli kupić słodką pamiątkę dla wnuków, z Chinką, która cały czas szczebiotała coś w swoim dziwnym języku i podnosiła każdą rzecz, jaka jej się nawinęła oraz z niezmiernie intrygującym murzyńskim szamanem, który używając łamanej angielszczyzny, dopytywał się o czarno-magiczne właściwości cukrowych myszy.
Suze uśmiechnęła się sama do siebie na te wspomnienia. Uniosła głowę i zwróciła ją w stronę lśniącego słońca. Popołudnie było bardzo gorące, jedno z najgorętszych tego lata. Mimowolnie zastanawiała się, co też porabiają wszyscy znani jej ludzie. Uporczywie pomijała w myślach jej dawne przyjaciółki i Huncwotów, starając się skupić na innych osobach. A w szczególności na Jacku.
Tak, ciekawe co on też teraz porabia? Może jest za granicą? Może siedzi u siebie w domu, albo opala się na werandzie? A co by było, gdybym do niego napisała? Odpisałby? Pewnie tak, z grzeczności… Ona też by odpisała na jego miejscu, przez wzgląd na dobre wychowanie.
Zamarła. U wylotu ulicy zobaczyła coś, czego tam zdecydowanie nie powinno być.
Wytrzeszczyła oczy w niedowierzaniu. Nie to nie może być… A jednak!
Poczuła, że się czerwieni, że serce zaczyna jej bić z dziką prędkością, niezdolną do opanowania. O nie, co ja mam teraz zrobić?
Jednym skokiem znalazła się na werandzie Trzech Mioteł i schowała się za uchylonymi drzwiami. Ze środka gospody dochodziły śmiechy i głośne rozmowy, ale ona skupiła się całkowicie na obserwowaniu złocistej głowy, zmierzającej w jej stronę.
Jack Dawson był ubrany w zwykły, jasnoniebieski T-shirt i jeansowe szorty, na ramieniu miał plecak. Szedł spokojnym, spacerowym krokiem, mrużył bladoniebieskie oczy w słońcu, jasne promienie lśniły na jego opalonej skórze. Suze jęknęła z zachwytu. Był taki przystojny, taki intrygujący… Oblizała zaschnięte wargi, cały czas wpatrzona w zbliżającego się chłopaka.
Za późno zdała sobie sprawę, że Jack zmierza dokładnie w stronę Trzech Mioteł.
- Suze! – stanął tuż przed nią a ona zamarła z rozdziawionymi ustami – Cześć! Tak się zastanawiałem, czy cię spotkam w wiosce, czy może wyjechałaś… Ja przyjechałem na kilka dni do Hogsmeade z całą rodziną.
- Ekhm… - jej głos zdawał się jej dziwnie obcy, jakby te chrząknięcia wydawał ktoś stojący obok – Ja mam pracę tutaj, nie wyjechałam nigdzie…
- Pracujesz tu? – zainteresował się chłopak – Gdzie?
- W Miodowym Królestwie – krótkim kaszlnięciem pozbyła się chrypki. Teraz mówiła już z dużo większym zdecydowaniem – Całkiem nieźle płacą a można spotkać tam naprawdę niesamowitych ludzi.
Jack przypatrywał się jej z wyrazem uprzejmego zainteresowania na twarzy.
- Słuchaj, Suze… Nie dałabyś się zaprosić na chłodne piwko kremowe. Jest niezły upał…
Mój wymarzony chłopak zaprosił mnie na piwo, mój wymarzony gdzieś mnie chłopak zaprosił !!!
- Jasne! – uśmiechnęła się do niego szeroko, a przynajmniej starała się uśmiechnąć, bo mięśnie twarzy miała dziwnie ściągnięte.
- No to wchodzimy!
Razem przekroczyli próg chłodnej, jasno oświetlonej gospody. W powietrzu unosił się zapach ciasta i różnego rodzaju trunków. Gospoda była jednym z ulubionych miejsc Suze w całej wiosce. Często, przed powrotem do domu nogi same ją tu przynosiły. Suze bardzo lubiła tą gospodę, a szczególnie lubiła odwiedzać ją sama. Siedziała wtedy przy stoliku w samym kącie i obserwowała gości.
Teraz jednak była tutaj z Jackiem. Nadal nie mogła uwierzyć w własne szczęście.
Zamówili dwie butelki chłodzonego piwa i usiedli przy stoliku oddalonym o kilka metrów od tego, przy którym zwykła siadać Suze.
- Więc… Jak tam wakacje…? – dziewczyna podziwiała samą siebie, że zaczęła rozmowę – Byłeś gdzieś czy spędziłeś wakacje w domu?
- Byłem, byłem i to w wielu ciekawych miejscach… - Jack upił łyk ze swojej butelki i odstawił ją na wykonany z ciemnego drewna blat. Suze po raz kolejny zauważyła, jakie miał duże i silne ręce – Z rodziną skoczyliśmy do Ameryki, tam odwiedziłem kilka fantastycznych miejsc.
- To chyba niezbyt rozważne… Podróżować, kiedy wokoło dzieją się te wszystkie okropne rzeczy.
- Moi rodzice stwierdzili, że nie będą panikować – Jack wzruszył lekceważąco ramionami – Jeśli oni nie będą to ja też nie…
Suze zastanawiała się, jacy są rodzice Jacka, skoro nie ruszyła ich żadna straszna informacja z Proroka, jakich w ostatnich dniach było całe multum.
- A ty? – Jack przerwał w końcu milczenie.
- Już mówiłam… - Suze poczuła się głupio. Czyżby faktycznie była aż tak mało interesująca, że Jack nie zapamiętał zdanie, jakie powiedziała kilka minut temu- Zostałam w wiosce, pracuję…
- Oh, no tak! – Jack lekko się zmieszał ale natychmiast przywołał na twarz swój uprzejmy uśmiech – Ale miałaś chyba kontakt z swoimi przyjaciółkami co?
Suze spojrzała na niego zaskoczona.
- Z moimi przyjaciółkami? – zapytała, nie za bardzo wiedząc, do czego Jack zmierza – Masz na myśli Lily, Mag i Cathy?
- No, tak… - chłopak wyglądał na zaskoczonego – To są przecież twoje przyjaciółki, prawda?
- Już nie… - odrzekła, a chłód w jej głosie zadziwił ją samą – Pokłóciłyśmy się pod koniec roku. Nie rozmawiałam z żadną od czerwca.
- Z Cathy też? – Jack wyglądał na mocno zaskoczonego.
- Ta, z Cathy też! – Suze mimowolnie zazgrzytała zębami. Jeśli teraz zacznie ją wypytywać o Cathy, to tego nie przeżyje. Jak mogła być taka głupia i myśleć, że taki chłopak jak Jack chciałby ją gdziekolwiek zaprosić. Powinna od razu się domyśleć, że chce się dowiedzieć czegoś o tej idiotce.
- Nie odpisywała na listy… - Jack podrapał się w głowę, najwyraźniej nie świadom bólu, jaki właśnie zadał Suze. A więc do niej pisał! – Zastanawiałem się, czy może nie masz od niej jakiś wieści…
- Nie, nie mam… - Suze starała się opanować drżenie głosu – Mówiłam już, nie rozmawiam z moimi BYŁYMI przyjaciółkami, a już szczególnie z nią…
- Szczególnie z nią? – Jack uniósł pytająco brwi – A co ona ci takiego zrobiła?
- Nic! – odwarknęła automatycznie Suze – Jest po prostu głupią, nadętą, zapatrzoną w siebie suką!
Jack patrzył na nią mało przychylnie, w jego oczach czaiła się niechęć i zawód.
- Nie rozumie, czemu nagle masz o niej takie zdanie… Przecież zawsze…
- No nie, mam tego dość! – Suze zaśmiała się chłodno – Jesteś taki Sam jak wszyscy!!!
Jack nic nie powiedział, najwyraźniej nie spodziewając się takich słów.
- Jesteście w nią zapatrzeni jak w obrazek, tylko dlatego, że jest ładna. W nosie macie jej charakter, to że jest pusta i chamska w ogóle was nie rusza!
- O czym ty mó…?
- Przecież dobrze wiem, że lecisz na nią tak jak cała reszta szkoły. I kumplowałeś się z nami tylko dla niej!
Te słowa dotknęły Jacka do żywego.
- Wiesz co Suze, zawsze miałem cię za fajną dziewczynę. Ale teraz coś mi się zdaje, że będę musiał się zastanowić nad zmianą opinii.
- Ależ jasne! - Suze wstała z miejsca i wypiła jednym haustem resztę piwa z butelki – Zmieniaj sobie co chcesz! Podwalaj się do niej, smal do niech cholewy, proszę cie bardzo! Ale raczej nie licz na wzajemność. Syriusz Black nie potrafił jej zdobyć, a co dopiero ty!
Jack zaczerwienił się ze złości i chciał coś powiedzieć, ale Suze nie dała mu dojść do słowa.
- Żegnam! – prychnęła pogardliwie w jego stronę – Mam nadzieje, że w Hogwarcie będziemy się widywać jak najmniej!
I wyszła z gospody, obserwowana przez pozostałych gości. Mało ją interesowały wścibskie spojrzenia. W ogóle w tym momencie nie interesowało ją nic szczególnego. Chciała się znaleźć daleko od Jacka. Nie mogła mu już patrzeć w oczy, nie mogła znieść widoku tych dwóch, jasnych wirujących jezior. Miała dość. Limit upokorzeń na ten dzień został wyczerpany.
8 komentarze:
Hej,
Dzięki za zainteresowanie, ale ostatni post jest prawie sprzed roku, gdyż - wiem, niespotykane - skończyłam go pisać:) Wszyscy umarli.
Pozdrawiam,
Magda z gryfonka-lily.blog.onet.pl
Kiedy będzie następny rozdział nie mogę się doczekać piszesz świetnie...
Hej, piszę, bo po wielu dniach i nocach, w końcu odświeżam holky-polky.blog.onet.pl tam gdzie jakiś czas temu zdarzyło ci się skomentować moją notkę. Moje opowiadanie kontynuuję (po tym jak onet nie pozwalał mi się zalogować na bloga :<< założyłam drugiego) zapraszam na www.holky-polky2.blog.onet.pl gdzie kontynuuję historię Dorcas Meadows. Mam nadzieję, że zajrzysz
Allen
Hej,
hah, no prosze, co za komplement mnie spotkał, widzę ze nie mam sobie równych. No ale w sumie trudno sie dziwic - w koncu to o mnie.
Masz fajny styl, ciekawa notka.
a tak apropos notek... to u nas jest nowa. Zapraszam.
Wow jesteśmy naprawdę pod wrażeniem twojego talentu ! (nie chcemy słodzić, ale dawno już nie czytałyśmy takiego bloga, w wolnej chwili na pewno przeczytamy wszystkie notki!).
No to szkoda, że Suze zareagowała tak emocjonalnie, może Jack wcale nie spotkał się z nią dla Cathy... Ale tego pewnie dowiemy się w nowej notce, na którą my z niecierpliwością czekamy i prosimy o powiadomienie !:)
Pozdrawiamy serdecznie,
Ada i Paulina
www.lily-huncwoci-przygody.blog.onet.pl
Heeeej! Mam pytanie, i chyba nie tylko ja. Mianowicie: dlaczego przestalas pisac? Zyjesz? Moze napisz ogloszenie ze odchodzisz ( oczywiscie JESLI odchodzisz) ? Daj jakis znak zycia, prosze... Nie moge sie pogodzic z koncem tego bloga :( .Mam nadzieje ze to nie koniec, a jesli tak, to bedzie mi latwiej jesli to oglosisz. Podsumowanie: wszystkie notki sa wspaniale i niechce zebys konczyla...
krzywolapka
Hej :) Twój blog jest bardzo spoko, tak się wkręciłam w tę historię, że prawie zapomniałam o sesji :P czy już na stale porzuciłaś bloga czy jeszcze kiedyś coś napiszesz? ;) pozdrowienia i dużo weny!
Hej! Twój blog jest świetny. Zamierzasz go jeszcze prowadzić? Błaaaaaaaaagam
Pozdrowienia :)
Prześlij komentarz