• RSS

czwartek, 1 lipca 2010

Rozdział 2 "Do Hogwartu cz. 2"


Koła powozu zaszeleściły na obsypanej liśćmi posadzce. Cathy poczuła lekkie szarpnięcie, kiedy pojazd stanął. Z zewnątrz doszły ją ciche parskania koniopodobnych stworów.
- No.. – Suze wyglądała na przejętą. Jej małe oczy lśniły za szkłami okularów – Chyba właśnie zaczął się nasz piąty rok, co nie dziewczyny?
Maggie pokiwała głową z nabożną czcią a Lily uśmiechnęła się promiennie.
- Tęskniłam.
- To co? – Mag zacisnęła dłonie na poręczy fotela – Wysiadamy, dziewczęta?
- Najwyższy czas – powiedziała cicho Cathy, czując, że głos jej lekko drży.
Lily zgrabnie wyskoczyła z powozu, po niej zrobiła to Suze i Maggie. Cathy spojrzała na nie zaskoczona, bo żadna nie wzięła swoich rzeczy.
- A co z bagażami?
- Oh, zostaw je tutaj. Po uczcie będą już w naszych pokojach, nie martw się.
Cathy przełknęła ślinę i wyskoczyła z powozu za przyjaciółkami.
Wokół nich stało już około dwudziestu powozów, z których wysypywali się rozgadani uczniowie. Było ciemno jak w grobie, jedyne światło padało z rozchylonych szeroko drzwi wejściowych. Sunący w ich stronę uczniowie wyglądali jak czarne widma na tle zasnutego chmurami nieba.
- No chodźcie! – Lily ponagliła koleżanki. Wszystkie trzy ruszyły w stronę szerokich schodów, prowadzących do wejścia do zamku. Cathy rozglądała się wokoło, chłonąc każdy szczegół i starając się zapamiętać jak najwięcej twarzy. Kilka osób głośno pozdrowiło trzy przyjaciółki, rzucając jej jednocześnie ciekawskie spojrzenia. Cathy, ku swojemu zażenowaniu kilka razy zaobserwowała jak duże grupy chłopaków wpatrują się w nią z zachwytem a gdy dostrzegali jej spojrzenie szybko się odwracali. Kiedy przeszły obok jednej z takich grup, usłyszała głośnie śmiechy i jeszcze kilka spojrzeń powędrowało w jej stronę.
- Nie przejmuj się… - Suze dostrzegła ich głupawe uśmiechy – To jeszcze straszne dzieci.
- Hmm.. No wiem.
Doszły już do progu zamku. Cathy wzięła głęboki wdech i przekroczyła próg, unosząc wysoko głowę.
Jej nogi dotknęły posadzki po drugiej stronie drzwi. Odetchnęła. Tak, ma już to za sobą. Pierwszy krok w nowym życiu.
- Oho… - Maggie uśmiechnęła się szelmowsko a Lily dodała:
- Czyżby mnie wzrok mylił czy to naprawdę nasi drodzy Huncwoci?
Cathy uniosła spojrzenie i natychmiast ich zobaczyła. Nie było trudno. Stali na środku, a uczniowie mijali ich, wykrzykując swoje pozdrowienia.  Oni jednak patrzyli na cztery zbliżające się dziewczyny
- No, no! – Suze podbiegła do nich w podskokach – Kogo my tu mamy? Nie chciało się odwiedzić przedziału starych przyjaciółek, co?
- Nie można was było nigdzie znaleźć. Na serio… - Ten o szarych oczach, który na peronie zawołał Syriusza stał najbliżej.
- Oj nie gadaj, Remus! – Lily wykrzywiła wargi – Przecież się widzieliśmy w przedziale prefektów.
- Ale jak szukaliśmy was w pociągu to nigdzie was nie było.
Teraz odezwał się jeden z chłopaków, którego Cathy jeszcze nie spotkała. Od razu domyśliła się, że to Potter. Rzeczywiście, był przystojny, choć nie tak bardzo jak Syriusz, który, ku jej zdenerwowaniu stał tuż za Jamesem. Włosy Pottera były dziko potargane i sterczały mu w najróżniejszych kierunkach, Oczy chłopaka, brązowe jak oczy Maggie, ukryte pod okrągłymi okularami, były ciepłe i pełne sympatii do całego świata. Miał szczupłą sylwetkę, nie był tak umięśniony jak Black. Był najniższy pomijając czwartego Huncwota, którego Cathy wcześniej nie zauważyła. Ten chłopak był raczej przy kości, miał pulchną twarz, którą pokrywał młodzieńczy trądzik, jasne, wodniste oczy, duży nos i krótko przycięte blond włosy. Zrozumiała, dlaczego go wcześniej nie zauważyła – był jakby niewidoczny, niedostrzegalny a już w szczególności na tle swoich czarnowłosych i przystojnych przyjaciół.
- Cześć Liluś! – Potter wyszczerzył zęby do rudowłosej dziewczyny. Ta oblała się rumieńcem i zmrużyła oczy.
- Mówiła ci, nie Liluś!
- Ale czemu? – popatrzył na nią niewinnym wzrokiem.
- Bo to jest żenujące.
- Lily – Syriusz spojrzał karcąco na rudowłosą – Odpuść mu bo się w końcu chłopak załamie.
- Lepiej się przymknij – James rzucił przyjacielowi taksujące spojrzenie.
- My tu gadu, gadu – Maggie pokręciła z niechęcią głową – A nie załatwiliśmy najważniejszego.
Wszyscy Huncwoci popatrzyli na nią z ciekawością.
- Uwaga! – Maggie klasnęła w dłonie, po czym ukłoniła się przed Huncwotami –Chciałabym państwu przedstawić niejaką Cathy Austen.
Wszyscy Huncwoci posłusznie wlepili w Cathy wzrok. Ciepłe spojrzenie Jamesa, uprzejme  Remusa, ciekawskie jasnowłosego, którego imienia Cathy nie mogła sobie przypomnieć i głębokie, tajemnicze i nieodgadnione spojrzenie Syriusza. Kiedy spojrzała w oczy temu ostatniemu, doznała dziwnej sensacji w okolicy brzucha.
Jedyne co wtedy była w stanie pomyśleć to „Cholera jasna!”
- Cathy! – James podskoczył jak pasikonik i nagle znalazł się przy niej. Chwycił ją za rękę i potrząsnął ochoczo – Jak się cieszę, że cię wreszcie poznałem. Nawet nie wiesz co mówią „ci idioci z Hufflepuffu”! – mrugnął do niej zawadiacko.
- Dobrze, że rozmawiałeś tylko z nimi a nie z niejaką Laurence? – Cathy uniosła brwi.
Syriusz zaśmiał się głośno, co spowodowało, że kilka mijających ich dziewczyn spojrzała na niego z zachwytem.
- Widzę, że już się poznałyście. Nieźle zaczynasz, Cathy!
- No pewnie, że nieźle zaczyna – Suze pojrzała wymownie w sufit – Nie spędziła w tej szkole nawet dnia a już zna was, tą zdzirę… No i Nas! – dodała po namyśle.
- Życzymy pomyślnej przyszłości – Remus uśmiechnął się do niej serdecznie.
- Cathy – James ukłonił się przed nią – Pozwól, że przedstawię: to właśnie Remus, to Peter  a to Syriusz, ale jego podobno już znasz…- James uniósł brwi a Syriusz mruknął coś pod nosem .
Peter podał jej rękę, Lupin skinął głową a Black, podobnie jak przed chwilą jego przyjaciel, podszedł i podał jej dłoń.
Kiedy ich palce się zetknęły, Cathy doznała wrażenia, że przez jej ciało przeszła niewidzialna iskra. Skóra ją zamrowiła, a uczucie, które towarzyszyło jej przed chwilą, kiedy Syriusz spojrzał jej w oczy było kilka razy silniejsze. Odskoczyła od chłopaka, prawie wyrywając mu dłoń. Spojrzała na niego oczekując jakiegoś wyrazu zaskoczenia, ale zobaczyła całkiem coś innego.
Niepokój… A może strach?
Cathy zrozumiała, że jej twarz musiała wyglądać dokładnie tak samo. Czyżby on też to poczuł? Też przeszedł go ten niesamowity dreszcz?
- Słuchajcie! – Lily, która od jakiegoś czasu tylko przysłuchiwała się rozmowie, teraz spojrzała na nich z niepokojem – Ruszmy się wreszcie, bo zostaniemy tu całkiem sami.
Rzeczywiście, w holu nie było już prawie nikogo a ostatni uczniowie znikali w drzwiach na szczycie schodów. Huncwoci i dziewczyny ruszyli w górę a Cathy pospieszyła szybko za nimi.
Maggie odwróciła się do niej i zapytała szeptem:
- No i jak ci się podobają?
Cathy uśmiechnęła się lekko.
- No, Laurence to to rzeczywiście nie jest.
Blondynka zachichotała.
Byli już prawie przy drzwiach, kiedy ktoś wykrzyknął jej nazwisko. Cathy podskoczyła przerażona w miejscu i spojrzała w stronę, z której dobiegał głos. Kto mógł, wiedzieć jak się nazywa. Jeśli ta głupia Laurence naopowiadała wszystkim jakieś durnoty…
Ale to nie był żaden uczeń.
- Panno Austen – kobieta była bardzo wysoka, górowała nawet nad Syriuszem i Remusem, którzy musieli mieć przynajmniej metr osiemdziesiąt. Wyglądała na około czterdziestkę choć na jej surowej twarzy widniało wiele zmarszczek. Miała kwadratowe okulary w czarnych oprawkach a wąskie usta ścisnęła tak, że przekształciły się w cienką linię.
- Pójdzie panna ze mną – skinęła na Cathy głową.
- Dzień dobry, profesor McGonagall – Lily i Remus odezwali się jednocześnie.
- Dzień dobry – skinęła im głową – Czemu nie jesteście w sali, zaraz przyprowadzę pierwszoroczniaków. Zmykajcie, no już!
- Powodzenia – szepnęła Lily a Maggie i Suze spojrzały na nią z niepokojem. Cathy dostrzegła jeszcze świdrujący wzrok Syriusza. Kiwnęła im głową nic nie mówiąc, bo w gardle miała jedną wielką gulę, po czym ruszyła za nauczycielką.
- Jako nowa uczennica będzie pani musiała poddać się testowi, który wskaże nam, do jakiego domu cię przydzielić – kobieta szła szybko w stronę drzwi, znajdujących się na drugim końcu korytarza.
- Testowi? – Cathy spojrzała na nią przerażona – To nie Tiara przydziału wybiera?
Profesor McGonagall uśmiechnęła się do niej prawie dobrodusznie.
- Widzę, że wiele już wiesz na nasz temat.
Właśnie dotarły do drzwi. Starsza kobieta wyciągnęła różdżkę i machnęła nią, a drzwi natychmiast się otworzyły.
Oczom dziewczyny ukazał się tłum ludzi, a właściwie dzieci, które rozglądały się z przerażeniem po sali. Wszyscy mieli na sobie czarne szaty, które kontrastowały z ich bladymi z przerażenia twarzami. Cathy doskonale rozumiała, jak się teraz czują.
- Oh – wyrwało się jakiejś dziewczynce, stojące najbliżej drzwi, która pierwsza zauważyła nowo przybyłe– To ona nas będzie testować?
Wszyscy wlepili w Cathy wzrok.
- Nie, moja droga. To tylko uczennica, która, tak jak wy – skinęła im głową – nie dostała jeszcze swojego przydziału. Teraz, jak już wcześniej mówiłam, zabiorę was do wielkiej sali, gdzie usłyszycie do jakiego domu będziecie należeć przez cały wasz pobyt w Hogwarcie. Za mną, młodzieży.
Cathy, czując, że dosłownie wariuje ze strachu ruszyła na sztywnych nogach za profesor. Patrząc na twarze pierwszoroczniaków, łatwo było zgadnąć, że wcale nie czują się lepiej.
Zdecydowanie za szybko dotarli do drzwi prowadzących do Wielkiej Sali, w których znikły jej przyjaciółki. Teraz ona przekroczyła próg.
Kiedy to zrobiła pierwszą rzeczą jaką dostrzegła były cztery długie stoły, przy których siedzieli uczniowie a czerń ich szat zlewała się w jedno. Gdy tylko ona i pierwszaki znaleźli się w kręgu światła wszystkie głowy zwróciły się w ich stronę. Cathy  w końcu odważyła się unieść wzrok i napotkała zaciekawione, podejrzliwie a czasami uśmiechnięte twarze. Kilka osób ku jej zdziwieniu pozdrowiło ją skinieniem głowy. W końcu udało jej się uśmiechnąć, choć była to zaledwie żałosna imitacja jej zwykłego, szczerego uśmiechu.
Właśnie dotarli do samego końca sali i zatrzymali się przed stołem nauczycieli. Cathy spojrzała na nich, ciekawa jak bardzo nauczyciele z Beauxbatons różnią się od tych z Hogwartu. Stwierdziła, że niewiele. Byli jak najbardziej zwykli. Tylko dwie osoby wyróżniały się z tego zgromadzenia: Hagrid, ów wielkolud, który zwoływał pierwszoroczniaków na peronie oraz siedzący na samym środku  siwobrody mężczyzna. Jego twarz była Cathy dobrze znana z książek i gazet. Dumbledore uśmiechnął się do niej pogodnie z nad swoich okularów-połówek a ona, ku swojemu zdziwieniu, zdołała całkiem naturalnie odwzajemnić ten gest.
Dopiero teraz Cathy odważyła naprawdę rozglądnąć się po sali. Była tak samo piękna jak cały zamek. Wysokie, kamienne ściany przywodziły na myśl wnętrze jakiegoś kościoła, ciemna posadzka ozdobiona była jakimiś wymyślnymi wzorami. Nad głowami uczniów krążyły tysiące świec, które rzucały na ich twarze rozdygotane światło. Cathy spojrzała w górę ale zamiast sufitu zobaczyła po prostu niebo, ciemnie i upstrzone gwiazdami. Otwarła usta ze zdumienia. Słyszała wiele o Hogwarcie ale o zaczarowanym sklepieniu nikt jej nie mówił.
Dopiero po chwili Cathy zauważyła, że w sali, w której przed chwila było dosyć gwarno zaległa cisza. Spojrzała na nauczycieli. Wpatrywali się oni w stołek, znajdujący się kilka metrów od niej, na którym spoczywała nieruchomo stara, wyświechta tiara i najwyraźniej na coś czekali. Cathy już po chwili dowiedziała się na co. Okazało się bowiem, że Tiara umie śpiewać.
Rozdarcie przy rondzie rozwarło się nagle, jak usta i kapelusz zaczął swój utwór.

Wieki temu, w dawnych czasach
Gdy cię jeszcze na świecie nie było
A zmory straszne chodziły po lasach
Czworo wielkich czarodziejów
Zapisanych słusznie w kartach dziejów
Założyło szkołę dla takich jak oni
Mieli misję do wykonania
Przekazać dalej to co umieli
Nauki wzniosłe do wykładania
Czworo ich było
Hufflepuf
Ravenclaw
Gryffindor
i Slytherin
Czworo przyjaciół, których nic nie rozdzieli
Wiedząc, że czas ich goni
Że przyjdzie im w końcu umierać
Myśleli jak przerwać krąg śmierci
Wpadli na pomysł, jak zapisać się w pamięci
Bo każdy miał chęci
By jako król szkoły zasiadać na tronie
Wiec wymyślono cztery domy
I mnie, nieśmiertelną Tiarę
Która w waszą drogą pośle was dalej
Ja wam wskaże do jakiego domu iść macie
By pokazać światu, co w sercach posiadacie
Czy prawi i odważni jesteście
Czy sprytni jak węże
Czy uprzejmi i pomocni
Czy rozważni i inteligentni
Ja rozwiąże w waszych głowach mętlik
Już zaraz poznacie swoje przeznaczenie
A wiec nie zwlekajcie
Podejdźcie i zaczynajcie

Przez chwilę panowała cisza a potem wszyscy zaczęli klaskać i wiwatować. Cathy z niedowierzaniem wpatrywała się w znieruchomiały teraz kapelusz, podobnie jak pierwszaki stojące wokół niej.
- Kiedy wyczytam nazwisko – głos profesor McGonagall wyrwał ją z rozmyślań – Dany uczeń lub uczennica podejdą do stołka, nałożą Tiarę na głowę a ona wskaże wam  przy jakim stole macie siąść. Catherine Austen!
Cathy wzdrygnęła się, słysząc swoje imię odbijające się echem po cichej jak grób sali. Czując, że jest jej niedobrze zaczęła wspinać się po schodkach. Dotarła do stołka. Profesor McGonagall uniosła Tiarę i kiedy dziewczyna usiadła nałożyła jej kapelusz na głowę.
Tiara była na nią zdecydowanie za duża i zapewnie zsunęła by się jej na oczy, gdyby nie zatrzymała się na potarganych włosach. Cathy pomyślała, że może nawet lepiej by było, gdyby Tiara opadła niżej, przynajmniej nie widziała by setek twarzy, wpatrujących się w nią z napięciem. Wydawało się jej, że dostrzegła przy stole pod lewą ścianą rudą czuprynę Lily i sterczące loki Suze ale potem stało się coś takiego, że dziewczyna podskoczyła na stołku, chcąc nie chcąc odrywając wzrok od znajomych twarzy.
- Ciekawe, hmm.. – Tiara mówiła do niej cichym, męskim głosem, który rozlegał się jakby w środku jej głowy. Przymknęła powieki i natychmiast zaczęła w myślach powtarzać jedno zdanie. „Nie do Slytherinu, do Gryffindoru, nie do Slytherinu…”
- Oh, następna… – powiedział głosik z przekąsem. Po chwili usłyszała cichy chichot – Czyż to nie ja mam wybierać…?Ah, więc chciałabyś być w Gryffindorze…? Osobiście skłaniałbym się do Ravenclaw. Jesteś bardzo inteligentna, czysty umysł wprost idealny do chłonięcia wiedzy… Hmm, poradzisz sobie z każdym trudnym zadaniem, zagadki to dla ciebie łatwizna… Czyż nie mam racji…? Oh, i rozgryzłaś te zaklęcia blokujące! No no, jestem pełna podziwu.
Cathy przełknęła ślinę.
- Ale masz w sobie też wiele miłości, niewyczerpane pokłady, z których nikt jeszcze nie korzystał… Oh, tak przyjaźń będzie miała duże znaczenie w twoim życiu, wiec… ostatecznie…. Gryffindor!!!!
Ulga jaką poczuła Cathy była niewiarygodna. Miała wrażenie, że stała się nagle o jakieś kilka kilo lżejsza i była pewna, że gdyby tylko chciała to bez problemu uniosła by się  klika cali nad posadzkę. Zbiegła po schodach w burzy oklasków, czując jak pęd powietrza rozwiewa jej włosy. Oklaskiwały ją aż trzy stoły. Część z nich miała  niebieskie albo żółte plakietki, jednak najbardziej cieszyli się ci z plakietkami o kolorze złoto-czerwonym. Wiele osób wstało, niektóre nawet zagwizdały przeciągle. Wokół widziała roześmiane twarze.
Gdzieś po środku ostatniego stołu dostrzegła wreszcie znajome oblicza jej nowych przyjaciółek i Huncwotów. Pobiegła w ich stronę. Zobaczyła rozradowane twarze dziewczyn, lśniące oczy Jamesa, lekki uśmieszek Remusa, zaciekawione spojrzenie Petera i tajemniczy wzrok Syriusza.
Przypomniało jej się to, co zaszło między nimi w sali wejściowej. Odniosła wrażenie, że chłopak też o tym myśli, bo w jego oczach dostrzegła odblask tego samego niepokoju, z jakim patrzył na nią wtedy.
- Gratuluję! – wrzasnęła Lily po czym trzepnęła ją mocno w tył głowy.
- Ups, przepraszam! – jęknęła ruda, kiedy wokoło rozległy się śmiechy – Nie mogłam się powstrzymać.
– Siadaj! – Maggie starała się przekrzyczeć wciąż wiwatujący tłum, poklepując miejsce obok siebie. Cathy usiadła obok blondynki, wciąż czując niesamowitą ulgę. Jest w Gryffindorze, zawsze o tym marzyła Jej mama tu była, jej dziadkowie też… Cała rodzina była w Gryffindorze. Normalnie jestem z siebie dumna pomyślała.
James wyszczerzył do niej zęby z naprzeciwka a Suze klepnęła ją w plecy.
- Cii! – syknęła na nich Lily.
Cathy nawet nie zauważyła, że na stołku usiadła już następna dziewczyna, bardzo mała i bardzo chuda, o pociągłej twarzy i kręconych blond włosach.
- Gryffindor! – ryknęła nagle Tiara a dziewczyna ze wzrokiem nieprzytomnym od szczęścia popędziła w ich stronę. Cathy razem z resztą oklaskiwała ja i wiwatowała.
- Daniel Danofort.
Chłopak o sięgających  ramion czarnych włosach usiadł na stołku a chwilę potem…
- Slytherin!
Gryfoni zabuczeli głośno, ale przy stole na drugim końcu sali zabrzmiały głośnie wiwaty i oklaski. Chłopak z głupim uśmieszkiem na ustach pobiegł w stronę swoich nowych kolegów. Kiedy Cathy odprowadzała go wzrokiem, spostrzegła, że przy sąsiednim stole, należącym  jak już wiedziała do Ravenclawu, siedziała Laurence. Rozpoznała ją po jasnych, kręconych lokach i po sposobie siedzenia. Założyła nogę na nogę i co chwilę nawijała sobie włosy na palec.
 Cathy prychnęła, ale zagłuszyły ją nadal trwające wiwaty.
- Marcus Edorff – profesor McGonagall udało się przekrzyczeć tłum.
Marcus został przydzielony do Hufflepufu. Potem następne trzy osoby do Ravenclaw. Następna osoba, mała dziewczynka o wielkich, czarnych oczach i długich, brązowych włosach, trafiła do Gryffindoru. Cathy znowu zaczęła klaskać.
Po jakimś czasie większość uczniów zaczęła między sobą szeptać – ceremonia przydziału trwała długo. Okazało się, że jest około dziesięciu nowych uczniów o nazwisku na G więc trochę to trwało. Mimo to Cathy wpatrywała się wciąż w podium i w Tiarę i za każdym razem klaskała, tak, że aż dłonie ją rozbolały. Nie chciała opuścić żadnego szczegółu ze swojej pierwszej Ceremonii Przydziału. W końcu, pół godziny później profesor McGonagll, zaraz po wyczytaniu Adama Minkowskiego, który trafił do Ravenclaw wzięła stolik z Tiarą i odeszła do stołu nauczycielskiego.
Kiedy to zrobiła powstał Dumbledore a cichy szum, jaki pojawił się na sali, natychmiast zniknął. Wszyscy wpatrywali się w profesora z napięciem. Cathy wyciągnęła szyję, by go lepiej widzieć.
- Drodzy uczniowie, nauczyciele, duchy – skłonił się przed nimi – Czas rozpocząć kolejny rok szkolny. Z tej okazji chcę wam powiedzieć tylko jedno: Smacznego!
Wybuchły najgłośniejsze jak dotąd oklaski a  chwilę potem, na złotych półmiskach i talerzach, na które wcześniej Cathy w ogóle nie zwróciła uwagi pojawiły się potrawy. Tak suto zastawionego stołu jeszcze nie widziała. Było tam wszystko, co można było sobie wymarzyć. Cathy rozglądnęła się i jak na komendę tuż przed nią, nie wiadomo skąd, wyrosła waza  z jej ulubionym, meksykańskim sosem oraz wielka misa pełna mizerii.
- Jedz, stara – Maggie nałożyła jej kopiasta łyżeczkę kartofli. Cathy nie trzeba było tego powtarzać. Nie myśląc zupełnie o diecie, nałożyła sobie po trochu wszystkiego, co leżało blisko niej i zabrała się za jedzenie.
- Widzę, że bohaterce dnia dopisuje apetyt – James mrugnął do niej – Jak ci się podoba w Hogwarcie?
- Jest niesamowicie! – popatrzyła na niego z przejęciem, w ogóle nie czując skrępowania, choć zaledwie przed chwilą go poznała – Beauxbatons jest o wiele mniejszy i nie taki.. No, fantastyczny!
Lupin uśmiechnął się.
- Czemu nadal tam nie chodzisz?
Cathy zmieszała się.
- Bo ją wylali! – Maggie zamachała mu łyżką przed nosem – Nie wiedziałeś?
- Właśnie – Suze spojrzała na Cathy karcąco – Słyszałam jakieś niebywałe ploty, ale nadal nikt nie pofatygował się żeby mi wytłumaczyć, czemu wyleciałaś.
- Lily – Cathy spojrzała na przyjaciółkę błagalnie – Opowiesz?
- Jasne – Lily z wypiekami na twarzy spojrzała na nich wszystkich – No więc nasza, jak to ująłeś James, bohaterka dnia wyleciała ze szkoły za bycie nielegalnym animagiem!
Reakcja była natychmiastowa. Syriusz zakrztusił się sokiem, Peter wyprostował się na krześle a James zaczął gapić się na nią z pół otwartymi ustami.
- Nie pitol! – wydyszał Syriusz, kiedy udało mu się opanować napad kaszlu – Jesteś nielegalna?
- Już nie… - Cathy pokręciła głową – Jak mnie złapali, to przy okazji zarejestrowali i narzucili zaklęcia wiążące. Już się nie mogę przemieniać.
- Ale takie zaklęcia można złamać! – Lupin spojrzał na nią podejrzliwie.
- Nie, no co ty? – uśmiechnęła się do niego szelmowsko – Myślisz, że nie próbowałam? Ale jeszcze trochę mi to zajmie…
- W co się zmieniałaś?– James nadal się na nią gapił.
- W kota – powiedział nagle Syriusz.
Dziewczyny wlepiły w niego wzrok. Zaśmiał się tylko.
- Prawda, Cathy?
- Taak… - nadal patrzyła na niego, całkiem wytrącona z równowagi – Skąd wiedziałeś?
- Bo masz takie ładne oczy. Jak oczy kota…
Po tym stwierdzeniu wszystkich zatkało. Cathy poczuła, że robi się jej naprawdę gorąco.
- No co? – wzruszył ramionami, widząc ich zaskoczone miny – Czasami można się domyśleć, uwierzcie mi.
- Facet – James pokręcił głową – Jesteś totalnie zakręcony.
Syriusz wyszczerzył do niego zęby.
- No wiesz, może to nie to samo co „Umówisz się ze mną, Evans?” ale prawie.
Wszyscy, pomijając Lily i Jamesa ryknęli śmiechem.
Potem rozmowa potoczyła się gładko. Lupin i Peter bardzo zainteresowali się tym , jak udało jej się przemienić w animaga i ile czasu to zajęło. Pozostali, na czele z Jamesem zaczęli się drażnić z Lily, wciąż pytając ją, czego takiego brakuje Jamesowi, że nie chce się z nim umówić już któryś rok z rzędu. Lily powarkiwała na nich tylko, nadal czerwona na twarzy.
- Weście się odczepcie, a ty szczególnie! – krzyknęła w końcu i machnęła ręką tak, że James musiał szybko się cofnąć by nie dostać w twarz. W skutek tego trafił łokciem w swój talerz. Syriusz i Cathy parsknęli do swoich pucharów na widok jego miny.
Uczta trwała około godziny. Cathy poznała jeszcze kilka osób, siedzących obok nich ale nie wymieniła z nimi więcej niż kilka zdań. Rozmowa z Huncwotami całkiem ją zajęła. Po Remusie i Peterze James naskoczył na nią i kazał opowiadać „ Jak tam u niej w sprawach sercowych?” a Syriusz przysłuchiwał się temu z głupawym uśmieszkiem. Cathy szczerze powiedziała, że nie miała jeszcze chłopaka, na co James stwierdził, że niemożliwe żeby dziewczyna prawie tak ładna jak Evans, nie podobała się facetom. Na to stwierdzenie wszystkie dziewczyny oprócz Lily, która ciągle się dąsała, wybuchły śmiechem.
- Ale to prawda – James wzruszył ramionami, puszczając oko do Lily, która wystawiła mu język.
- Te, prawie taka ładna jak Evans, możesz mi podać szarlotkę? – zapytała Suze.
Właśnie na stołach pojawiły się desery: Lody wszystkich smaków, cukierki, torty, placki i czekoladki o najróżniejszych formach i kształtach. Cathy nałożyła sobie dwa kawałki swojego ulubionego ciasta, które okazało się prawie tak samo dobre, jak te, które robił kiedyś tata. Uśmiechnęła się sama do siebie.
W końcu talerze zalśniły czystością, a chwilę później wszystkie głowy zwróciły się w stronę dyrektora. Cathy, Maggie Lily i Syriusz przerwali zaciętą dyskusję, w której zastanawiali się ile dziewcząt w tym roku poprosi Blacka o chodzenie. Ten cały czas powtarzał, że żadna. W końcu Suze przyznała mu rację, mówiąc, że pewnie nikt się nie odważy. „A już szczególnie jak nadal nie będziesz zapinał tego cholernego guzika od koszuli” dodała Maggie a Cathy zakrztusiła się okruszkami.
- Drodzy uczniowie – Dumbledore stanął na podium, uśmiechając się do wszystkich dobrodusznie – Jeszcze raz chcę was powitać. Znowu się spotykamy, może w trochę innym ale nadal znakomitym towarzystwie. Chciałbym dodać, że nastąpi mała zmiana także w składzie naszego grona nauczycielskiego.
- No właśnie – powiedziała szeptem Lily, marszcząc brwi – Gdzie jest profesor Edemore?
- Może go wylali… – mruknął z nadzieją Black i westchnął cicho. Lily rzuciła mu karcące spojrzenie.
- Jak pewnie zauważyliście, nie ma z nami profesora Edemore’a. Muszę z przykrością stwierdzić, że pod koniec tamtego roku szkolnego zrezygnował. Dlatego chciałbym, żebyście powitali razem ze mną panią Sally McKinsley, która w tym roku będzie uczyć obrony przed czarną magią.
Rozległa się burz oklasków. Cathy spojrzała na stół i zobaczyła jak jasnowłosa kobieta, siedząca na lewo od profesor McGonagall wstaje i kiwa im głową. Mogła mieć około czterdziestki ale nadal była bardzo urodziwą kobietą. Cathy zauważyła, że kilku chłopaków przy stole Krukonów wymieniło zachwycone spojrzenia.
- No i chyba tyle – Dumbledore uśmiechnął się szeroko, a jego biała broda zaiskrzyła się w świetle świec – Dobranoc! Wyśpijcie się dobrze bo jutro pierwszy dzień lekcji.. Chyba nie chcecie się spóźnić?
Po czym usiadł na swoim miejscu.
Rozległ się gwar, kiedy setki uczniów podniosło się ze swoich miejsc i zaczęło przepychać do drzwi, nawołując w tłumie swoich kolegów. Cathy wstała zdecydowanie za szybko i potknęła się o nogę ławki. Była pewna, że upadnie, ale nagle czyjaś silna ręka złapała ją za łokieć.
Syriusz postawił ją z powrotem do pionu.
- Uważaj – mruknął – Kot powinien zawsze spadać na cztery łapy.
Policzki ją zapiekły. Syriusz uśmiechnął się do niej słodko po czym puścił jej ramię i wygładził jakaś zmarszczkę na szacie.
- Ej, ruszcie się – James przepchnął się obok nich, po czum jak na komendę ustawił się u boku Lily – No to co, idziemy?
- Remus! – Lily rozglądnęła się za chłopakiem – Mamy zaprowadzić pierwszoroczniaków.
- Oh, no tak – Remus kiwnął głową i ruszył w przeciwną stronę - Pierwszoroczni, tutaj, do mnie. Zaprowadzę was do dormitorium.
- Chodźcie – Syriusz rozglądnął się, jakby sprawdzał, czy wszyscy są.
- Właśnie, robimy korek – Maggie pokręciła głową, i zaczęła ich pchać w stronę wyjścia.
- Jak myślisz, uda ci się złamać te zaklęcia blokujące? – zapytał Peter, nie wiadomo czemu patrząc nie na Cathy ale na Jamesa i Syriusza.
- Tak, myślę, że w końcu mi się uda – Cathy pokiwała głową – Ale na razie zajmę się nauką, nie chce tego zawalić na samym początku szkoły.
- Byłaś dobrą uczennicą? – zapytał znowu jasnowłosy chłopak.
- No raczej – prychnął Syriusz, rzucając Peterowi litościwe spojrzenie – Myślisz, że udałoby się jej zostać animagiem bez najwyższych stopni?
James parsknął najwyraźniej czymś rozbawiony a Peter lekko się uśmiechnął.
- Co wam się dzieje? – Maggie uniosła brwi, przyglądając się każdemu po kolei. Syriusz uśmiechnął się do niej wrednie. A Cathy coś ruszyło. Spojrzała uważnie na Blacka. Ten kiedy dojrzał jej wzrok szybko odwrócił głowę.
- Stopnie miałam raczej niezłe – Cathy odpowiedziała na wcześniej zadane pytanie – Ale nie chcę dlatego sobie odpuszczać.
- No pewnie, z nauką nie ma żartów – Suze zrobiła świętoszkowatą minę.
- Ja sobie naprawdę nie żartuje z nauką a nadal mam same zadowalające – Maggie pokręciła z niezadowoleniem głową.
- Przecież to niezły stopień – rzuciła Cathy, nie patrząc na dziewczynę, bo cały czas rozglądała się ciekawie dookoła, chłonąc każdy szczegół. Wyższe piętra okazał się tak samo ładne jak Wielka Sala. Cathy nadal była szczerze zachwycona zamkiem i nie mogła nacieszyć oczu. Starała się też jednocześnie zapamiętać twarze mijających ją uczniów.
- Chodźcie na skróty – James wskazał na zielona kotarę, wiszącą na jednej ze ścian. Kiedy podeszli bliżej, okazało się, że za kotarą jest wąskie przejście i strome schody, prowadzące do góry. Ruszyli za czarnowłosym chłopakiem. Cathy niecący zderzyła się z ramieniem Blacka i natychmiast odskoczyła. Kątem oka dostrzegła jak Maggie się jej przypatruje.
Dotarli do następnej zielonej kotary i kiedy przez nią przeszli znaleźli się w jasno oświetlonej komnacie. Po lewej zamiast ściany były schody, po których wdrapywało się kilku uczniów.  Naprzeciw wisiał obraz wielkości dorosłego człowieka, przedstawiający pulchną damę w różowej krynolinie. Kiedy podeszli, obrzuciła ich uważnym spojrzeniem.
- Cześć – James stanął przed nią, szczerząc zęby – Syriusz, znasz hasło?
- Eee... Nie.
- To trzeba znać hasło? – zapytała Cathy.
- No jasne! – Syriusz uśmiechnął się – Chciałabyś, żeby jakiś ohydny ślizgon wparował ci do łazienki jak będziesz brała prysznic?
- To może zrobić również Gryfon. – Suze rzuciła mu taksujące spojrzenie.
- Czyżbyś nawiązywała do sytuacji sprzed roku? – James zachichotał – Wtedy, jak Syriusz wlazł ci do łazienki, bo myślał, że radio się popsuło i fałszuje?
- A, tak! – Maggie się rozpromieniła, nie zwracając uwagi na wściekła minę Suze – A potem się okazało, że to ty tak okropnie śpiewałaś.
- No, niesamowicie śmieszne! – warknęła Suze.
- No co, ty zaczęłaś! – James wyszczerzył do niej zęby.
- Podacie mi to hasło, czy nie – kobieta z obrazu spojrzała na nich znudzonym wzrokiem.
- Nie, raczej nie – Syriusz pokręcił głową – Raczej nie podamy ci tego, czego nie znamy.
W tym momencie na schodach pojawił się Remus i Lily, razem z grupką pierwszoroczniaków, rozglądających się ciekawie dookoła.
- Czyżbyście nie znali hasła? – zapytała Lily.
- Jakbyś zgadła – powiedział Syriusz, opierając się o ścianę i odgarniając sobie czarną grzywkę z czoła.
- Miecz Gryffindora – powiedziała Lily a pulchna dama skinęła głową. Po chwili portret uchylił się na zawiasach, odsłaniając okrągła dziurę w ścianie.
- Zapraszamy! – Lily uśmiechnęła się do pierwszoroczniaków i przepuściła ich przodem. Reszta jej przyjaciół także zaczekała a potem, na czele z Cathy, weszli do środka.
Dziewczyna natychmiast pomyślała, że miło będzie przesiadywać w tym pokoju wieczorami. Był duży, oświetlony wielkim żyrandolem, na którym umieszczona była przynajmniej setka świec. Wszystko było tam w barwach czerwono- złotych. W wielkim, marmurowym kominku trzeszczał ogień. Dookoła było mnóstwo stolików i wygodnych foteli, przy których siedzieli uczniowie, śmiejąc się i rozmawiając.
- Ułau… - Suze ziewnęła – Nie wiem jak wy, ale jestem już strasznie zmęczona. Idę na górę. Zostajecie z nimi?- wskazała głową na Huncwotów.
- No co ty? – Maggie spojrzała na czterech przyjaciół z udawaną złością – Z nimi? Nigdy!
Lily zaśmiała się i powiedziała: „No to dobranoc…” i ruszyła w stronę schodów. To samo zrobiły Suze i Maggie.
- Pa Liluś! Pa dziewczyny! – James uśmiechnął się do Cathy.
- No to do jutra – odwzajemniła gest, po raz ostatni spojrzała na Syriusza i popędziła za koleżankami. Usłyszała jak Lupin, Peter i no i w końcu Black mówią jej dobranoc, ale już się nie odwróciła. Wpadła na wąskie, kręcone schody i przyspieszyła kroku, słysząc przed sobą głos Maggie. Dogoniła je już pod drzwiami ich dormitorium, przed którymi wszystkie stały, wpatrując się w kartkę, przyklejoną do drzwi.
- Wiedziałam! – powiedziała Lily triumfalnym tonem – Widzisz!?
Odwróciła głowę w stronę Cathy i popukała pergamin palcem. Cathy przecisnęła się między nimi i odczytała tekst.

Dormitorium Uczennic Piątej klasy Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart
·         Catherine Austen
·         Maggie Callen
·         Lilianne Evans
·         Suzannah Trelawney

Cathy uśmiechnęła się szeroko.
- Chyba będę mieszkać z wami.
- Super – Maggie podskoczyła a potem otworzyła drzwi z rozmachem - Zapraszamy na pokoje!
Weszły do środka i uśmiech Cathy stał się jeszcze szerszy. Dormitorium  natychmiast przypadło jej do gustu. Naprzeciw drzwi było wielkie, gotyckie okno. Widać przez nie było pogrążone w mroku błonia i niewyraźny zarys lasu. Na prawo, pod tą samą ścianą stały cztery ogromne łóżka z czerwonymi kotarami. Obok każdego z nich stał kufer. Po lewej stronie były drzwi do łazienki a naprzeciw łóżek stały cztery wielkie, ozdobne szafy. Mimo, że w pokoju nie było kominka, to rozchodziło się po nim przyjemne ciepło.
- To moje – Lily wskoczyła na pierwsze łóżko – Tu jest mój kufer.
- Aha – Suze podeszła do kolejnego – Ten jest mój.  A ten chyba twój, Cathy. Widzę herb Beauxbatons.
Rzeczywiście, pod trzecim łóżkiem z rzędu stał jej kufer. Usiadła na nim zachwycona i zaczęła gładzić dłonią miękką pościel.
Maggie skoczyła na ostanie i z ciężkim westchnieniem wcisnęła twarz w poduszkę.
- Ale jestem wykończona.
- No, ja też! – Lil otworzyła już kufer i zaczęła w nim grzebać – Pierwsza zajmuje łazienkę!
- Ja druga! – wydarła się Suze.
- No, ja jak zwykle trzecia – burknęła Maggie w poduszkę.
- Od dziś nie będziesz już ostatnia – zaśmiała się Cathy, odrywając wzrok od bordowych baldachimów.
- Faktycznie- Maggie uniosła głowę i spojrzała na nią nieprzytomnie – Co za ulga…
Wszystkie błyskawicznie się umyły a potem rozsiadły się na łóżku  Cathy.
- Nie chce wam się iść spać? – zapytała zdziwiona – Przed chwilą mówiłyście…
- No coś ty, musimy sobie jeszcze wiele opowiedzieć! – Suze przerwała jej – Musisz przejść chrzest!
- Jaki chrzest?
- No, coś się wymyśli – Lily wyszczerzyła do niej zęby – Ale najpierw opowiadamy o sobie. Wszystko, każda po kolei.
- A tak w ogóle – Maggie spojrzała na Cathy błyszczącymi oczami, rozczesując jednocześnie mokre włosy – Jak ci się tu podoba?
- Jest niesamowicie… - wyszeptała Cathy, i poczuła jak łzy szczęścia napływają jej do oczu.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Hmmm... fajne, masz wyobraźnię wenę itd... ale... dziewczyna Syriusza Blacka była Harriet Moon i to dopiero od 7 klasy Hogwartu. I delikatnie mówiąc.. nikt taki jak Caterine Austen po prostu nie istniał. Może była taka dziewczyny wieki przed nimi albo po nich ale dziewczyną (narzeczoną i żoną) była Harriet Moon a potem oczywiście Harriet Black.

Anonimowy pisze...

Ludzie Syriusz Black nigdy nie miał żony .!
A NOTKA BARDZO MI SIĘ PODOBA ;)

Anonimowy pisze...

Dokładnie, Syriusz nigdy nie miał żony!!! A notka jest świetna, z resztą jak całe opowiadanie;) Czekam na ciąg dalszy ;)

Anonimowy pisze...

A Harriet Moon kto wymyślił?

Prześlij komentarz